Rozdział 218 - Istota życia

LIRA

Wiatr wył nad brzegiem, niosąc słoną mgłę oceanu i dalekie krzyki morskich ptaków. Klęczałam w mokrym piasku, z głową Cassiana ułożoną na moich kolanach, z dłońmi dociśniętymi do rany w jego boku. Krew wciąż przesączała się między moimi palcami, ciepła i gęsta, a ja czułam pod dłońmi jego bici...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie