Rozdział 2 Prowling Alphas
Alex
Fakty są takie, że Alfa, jako agresywne istoty, mają tendencję do tego, by — z braku lepszego określenia — bez przerwy być „na łowach”, szukając odpowiedniej samicy w wieku rozrodczym i zabezpieczyć ją jako swoją związaną partnerkę.
A teraz, jak mówiłem o więzi między Deanem a Rachelle: oni związali się, bo się zakochali. To jest w naszych czasach naprawdę skrajnie niecodzienne, co, szczerze mówiąc, jest po prostu kurewsko smutne.
Ten zwyczajowy, bredniowy model wiązania się to albo więź, w której dwoje ludzi odpornych albo zmienionych znajduje siebie nawzajem i się zakochuje, albo odkrywa, że z jakiegoś powodu opłaca im się związać. Nie ma już właściwie żadnej zorganizowanej religii — tylko banda sekt, w które trzeba być kompletnym idiotą, żeby się wpakować — więc nie ma też wielkich ceremonii ślubnych. Teraz chodzi wyłącznie o załatwienie papierów od wiązania.
Ponieważ nasz świat, a przynajmniej moja jego część, podzielony jest na regiony zamiast tego, jak uczono nas, że kiedyś było — na stany i takie tam — każdym z tych regionów rządzi największy, najgroźniejszy Alfa. Ma całe biuro, personel i całą tę resztę, ale wszystkie prawa i decyzje muszą przechodzić przez jego urząd. Więc jeśli chcesz się związać, składasz wniosek o formalne dokumenty wiązania; kiedy zostaną zatwierdzone, jesteście już prawnie związani. A gdy dołączają kolejni członkowie, po prostu dopisuje się ich do więzi w papierach. Nigdy nie słyszałem, żeby komuś odmówiono, więc to tylko kolejne formalności — co, z tego co rozumiem, było też „rzeczą” już wcześniej.
Następny typ wiązania tak naprawdę dzieli się na dwie grupy. Pierwsza to względnie normalna więź pary Alfa. To po prostu znaczy, że Alfa znajduje dziewczynę, która mu się podoba, i chce się z nią związać oraz postarać o mnóstwo dzieci Alfa.
Idzie wtedy do rodziny dziewczyny i formalnie prosi o możliwość związania się z nią, a ponieważ rodziny nigdy nie mówią Alfie „nie”, udzielają błogosławieństwa. Potem para składa wniosek o formalne dokumenty i zostają związani. Czasem zmienia właściciela jakaś kasa, ale to trzyma się w absolutnej tajemnicy.
Alfy mają jeszcze jedną rzecz, której wymagają przy wiązaniu: znak kojarzenia, czyli ugryzienie, jak to nazywają. Uważam, że to tylko wymówka, którą Alfy sobie wymyśliły, żeby wyglądać bardziej dominująco, bardziej kozacko czy w imię jakiegoś innego gówna. Więc kiedy ruchają się na umór, żeby skonsumować więź, ten zboczony Alfa gryzie, co rzekomo ma sprawić, że ich DNA w jakiś sposób się połączy dzięki genowi Alfa. Brzmi jak bzdura, ale co tam.
To jest ta jasna, szczęśliwa strona wiązania. A teraz: jeśli dana samica nie chce związać się z danym Alfą, jedyne wyjście ma wtedy, gdy jej rodzina ma dość jaj, żeby postawić się Alfie i powiedzieć „nie”, albo jeśli on jest naprawdę honorowym Alfą, przyjmie jej odmowę i pójdzie dalej.
Przez większość czasu i tak Alfa będzie dążył do zawarcia więzi. Ponieważ nikt nie może wnieść oskarżenia przeciwko Alfie, jeśli sam nie jest silniejszym Alfą, tacy mogą w zasadzie robić, kurwa, co im się podoba, więc jej odmowa znaczy tyle co nic. Jeśli jej ojciec albo ojcowie są silniejszymi Alfami, jest bezpieczna; jeśli nie — on i tak może ją wziąć. Więzi są na całe życie, więc kiedy już do tego dojdzie, nie da się tego cofnąć.
Drugi rodzaj więzi Alfy to jednorożec wśród więzi. Nazywa się więzią prawdziwych partnerów i ja osobiście nigdy takiej nie widziałam.
W skrócie: jeśli Alfa zobaczy jakąś samicę i nagle trafia go miłość od pierwszego wejrzenia — zdecydowanie zbyt podobna do tych starych romansideł, moim zdaniem. Podobno samica też zostaje trafiona miłością od pierwszego wejrzenia.
Kiedy tak się dzieje, załatwia się papierologię związaną z więzią, a potem wchodzi w grę drugi element więzi prawdziwych partnerów. Gdy taki Alfa zadaje ugryzienie godowe, zamiast tylko odcisnąć swoje DNA, uruchamia „ruję godową” — moment, w którym wszyscy zaangażowani tracą rozum i pieprzą się, aż żadne z nich nie jest w stanie chodzić. Zwykle trwa to około trzech dni. Na koniec samica ma lśniące nowe ugryzienie albo ugryzienia, i są już wszyscy na zawsze połączeni — sparowani i związani więzią. Zawsze mówią, że po rui godowej nie mają żadnych wspomnień.
Jest jeszcze jeden aspekt więzi prawdziwych partnerów, który naprawdę czyni z tego coś niezwykłego: płodność. Podobno prawdziwi partnerzy mają nadzwyczajną płodność i mogą mieć więcej dzieci, ale znowu — ja osobiście nigdy nie widziałam tego zjawiska.
A że moi rodzice to wspinające się po drabinie społecznej dupki, wiem, że zegar tyka, dopóki mój ojciec nie spróbuje sprzedać mnie jakiemuś Alfie w ramach biznesowego układu.
Dlatego Dean, Rachelle i ja ułożyliśmy plan i poczyniliśmy przygotowania, żeby wynieść się stąd, do diabła, zanim to się stanie.
W trakcie edukacji zorientowałam się, że mam ponadprzeciętną inteligencję, bo nie zapominam rzeczy. Później dowiedziałam się, że nazywa się to hypothymią, co jest po prostu mądrą gadką na „niczego, kurwa, nie zapominam”. Ukrywałam to przed wszystkimi poza Deanem i Rachelle.
Dzięki temu mogłam rozwinąć swoje umiejętności komputerowe i wykorzystać je do tworzenia programów zabezpieczających, a w planach mam zbudowanie firmy zajmującej się bezpieczeństwem komputerowym. Dean i Rachelle są moimi partnerami i pojadą ze mną, żeby pomóc.
Niedawno zdobyłam pierwszego płacącego klienta i dostałam zapłatę za korzystanie z mojego programu zabezpieczającego w ich firmie. Więc teraz mamy środki, żeby wykupić przejazd z tego sektora, a potem załatwić wszystko tak, by dostać pozwolenie na przekroczenie regionów.
Nie możesz podróżować między regionami bez zgody biura Alfy regionu, do którego chcesz wejść. Wiedząc, że samo przeniesienie się tuż za granicę mojego regionu nie uchroni mnie przed lepkimi łapskami mojego ojca, już dawno temu stworzyłam fałszywą tożsamość i używałam jej przy zleceniach komputerowych, żeby zatrzeć ślady.
Więc wykorzystam ją, żeby złożyć wniosek o przekroczenie granicy i zamieszkanie w nowym regionie. Tam we trójkę zbudujemy moją firmę i będziemy żyć długo i szczęśliwie. Taki jest plan, przynajmniej.
Powinnam była wiedzieć, że coś to spieprzy.
