Rozdział 3 Odkrycie

Xander

Idę sobie swobodnie chodnikiem, bez żadnego konkretnego celu.

Powinienem być w pracy i rządzić swoim imperium. Wiem, że Zion, mój brat, bez problemu poprowadzi biuro przez jeden dzień, ale ja wszystko wolę trzymać twardą ręką.

Właściwie każdy z moich braci dałby radę, ale Zion jest ode mnie tylko trochę młodszy, następny w kolejce i — jeśli to w ogóle możliwe — jeszcze bardziej bezwzględny niż ja.

To właśnie te odstępstwa od mojej codziennej rutyny i nawyków sprawiają, że czuję się tak niespokojny. Nie biorę wolnego. Mam zbyt dużą potrzebę kontroli, żeby nie mieć rąk we wszystkim.

Moja rodzina jest silna, niesłychanie wpływowa i bogatsza niż legendarny Midas.

Obaj moi ojcowie nie żyją, dlatego teraz to ja stoję na czele rodziny. Obaj zginęli z rąk zdrajców.

Kiedy ich dorwałem, wykazałem się wielką kreatywnością w doborze metod tortur. Zawsze byłem brutalny i sprawiało mi przyjemność zadawanie bólu wrogom. Jest w tym prawdziwa sztuka: przeciągać ich cierpienie, utrzymując ich przy życiu tak długo, jak to możliwe. Nigdy — nawet jako dziecko — nie stroniłem od mroczniejszych aspektów rodzinnego imperium.

Moja matka, co zdumiewające, zdołała zachować w sobie łagodność i miłość do swoich dzieci, nawet otoczona przez moich ojców i trzech synów — wszystkich niezwykle potężnych alf.

Stało się to jedną z moich najuroczystszych przysiąg. Że będę chronił matkę i siostrę przed ciemnością, w której ja i moi bracia tkwimy każdego dnia.

Moja matka ma najwyższy status społeczny po urodzeniu czwórki dzieci, co w dzisiejszych realiach świata jest czymś niesłychanym.

Udało nam się utrzymać bardzo bliską rodzinę, mimo dość mrocznej branży, w której działamy.

Pamiętam, jak w szkole czytałem o rodzinach zorganizowanej przestępczości i ich historii. Chociaż teraz właściwie już czegoś takiego nie ma, zawsze uderzało mnie, jak bardzo przypomina to życie mojej rodziny.

Idąc, uśmiecham się do siebie, mijając przypadkowych przechodniów. Zdecydowana większość z nich jest zupełnie nieświadoma, jak naprawdę funkcjonuje nasze społeczeństwo i rządy. Ale być może — szczerze mówiąc — to wcale tak bardzo nie różni się od przeszłości, sądząc po historii.

Jako najsilniejsza Alfa ze wszystkich, jakich kiedykolwiek spotkałem, dawno temu pozbyłem się naiwności. Czasem moja siostra, Aria, mówi mi, że jestem zbyt twardy i cyniczny. Uśmiecham się i postanawiam nadal chronić ją przed prawdą o świecie.

Moi bracia, Zion i Sean, aż nazbyt dobrze wiedzą, jak mroczny potrafi być świat. Podzielają moją determinację, by strzec matki i siostry za wszelką cenę. My trzej staliśmy się bardzo biegli w podtrzymywaniu ich łagodniejszego spojrzenia na życie.

Nagle czuję gwałtowny impuls w klatce piersiowej.

Wyrywa mnie z zamyślenia.

Właśnie dlatego w ogóle idę teraz jakimś przypadkowym chodnikiem.

Zaczęło się kilka dni temu.

Poczułem się skrajnie rozdrażniony — no cóż, bardziej niż zwykle. Nie było żadnego wytłumaczenia dla mojego niepokoju. Potem przerodziło się to w fizyczne odczucie elektrycznego impulsu w piersi albo wrażenie, jakby coś mnie dosłownie ciągnęło.

Było to uczucie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem i którego nie potrafiłem sobie wytłumaczyć.

Dziś rano, gdy się obudziłem, wrażenie się nasiliło i nagle przytłoczyła mnie potrzeba, by przyjść w te okolice.

Nie mam konkretnego miejsca; tylko mgliste poczucie ogólnego obszaru.

To nowe, nagłe szarpnięcie jest najsilniejsze, jakie kiedykolwiek poczułem. Zatrzymuję się, zamykam oczy i skupiam na tym odczuciu. Próbuję oddychać powoli, kiedy coś mocno szarpie mnie w prawo.

Gdy moja głowa odruchowo odskakuje w tamtym kierunku, orientuję się, że stoję przed małą kawiarnią.

Bez chwili namysłu pociągam za drzwi i wchodzę do środka. W tej samej sekundzie ogarnia mnie nagle wrażenie ciepłych fal, które przelewają się przeze mnie. Uczucie w piersi wariuje, a elektryczne mrowienie się nasila.

Kiedy silny, elektryczny impuls nagle pędzi w dół mojego lewego ramienia, odwracam w tamtą stronę głowę. Jakby moje oczy same przyciągało to, o czym wiem już, że prowadziło mnie tu przez cały czas.

Gdy na nią trafia mój wzrok, każdy zmysł w moim ciele ogniskuje się na tym jednym miejscu, które zajmuje. Jest absolutnie najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widziałem.

Siedzi przy stoliku z przenośnym komputerem przed sobą i trzyma w dłoni filiżankę kawy. Wpatruje się w ekran swojego urządzenia z wyrazem skupienia na twarzy.

Porcelanowa skóra, która niemal zdaje się świecić w słońcu wpadającym przez okna, obok których siedzi. Włosy ma długie, gęste, w głębokim odcieniu czerwieni, z wyjątkiem końcówek — te są jednolicie, jaskrawo białe. Przez moment zastanawiam się nad jej niezwykłym kolorem włosów.

Do tej chwili nigdy nie spotkałem nikogo z włosami równie nietypowymi jak moje. Moje są jednolicie, jaskrawo białe. Noszę je dość długie, poniżej ramion. Zawsze było to po prostu kolejną z moich osobliwości. Teraz, wpatrując się w białe końcówki jej włosów, nie potrafię powstrzymać uśmiechu na widok tej wyjątkowej cechy, którą dzielimy.

Nie potrafię ruszyć się z miejsca przy drzwiach, wpatrując się w nią i chłonąc jej obecność.

Jest moją prawdziwą partnerką i jeśli jest moja, będzie też mojego brata.

Dawno temu odkryliśmy, że wszyscy mamy tendencję do tego, by ciągnęło nas do tej samej kobiety. To niemal wyglądało jak genetyczny pociąg do konkretnej kobiety. Dzięki temu każdy z nas mógł zabiegać o nią jednocześnie.

Gdy to powtarzało się raz za razem, postanowiliśmy spróbować dzielić się kobietami. To zadziałało i uchroniło nas przed rywalizowaniem ze sobą.

Jako silne alfy mamy skłonność do ostrej rywalizacji, choć staramy się, by pozostawała przyjazna. To, że ta rywalizacja zaczęła wylewać się na nasze życie prywatne z udziałem kobiety, było problematyczne. Po raz pierwszy między naszą trójką pojawiła się wrogość. A że kobiet było jak na lekarstwo, konkurencja wskoczyła na jeszcze wyższy poziom.

Ponieważ zwykle z jedną samicą wiąże się kilku samców, zaczęliśmy rozmawiać o stworzeniu związanej grupy. Ufam moim braciom bardziej niż komukolwiek innemu, więc wydało mi się to oczywiste. Tylko im mógłbym naprawdę zaufać, że ochronią i zaopiekują się samicą, z którą w końcu się zwiążę. Więc wszyscy się zgodziliśmy. Od tamtej pory mieliśmy wspólnie ją zdobywać, pieprzyć i w końcu związać się jako grupa.

Dlatego wiem, że ta kobieta będzie należeć do nas wszystkich.

To nie pierwszy raz, kiedy moje zdolności Alfy wykraczają daleko poza normę. Często wiem, kiedy ktoś kłamie. Miewam też przeczucia, ilekroć ktoś z mojej rodziny jest w niebezpieczeństwie albo znajduje się w stanie silnego emocjonalnego rozchwiania.

W dniu, w którym zginęli moi ojcowie, wiedziałem, że zostali nam odebrani, zanim ktokolwiek mi o tym powiedział.

My — moi bracia i ja — nauczyliśmy się nie lekceważyć takich doznań. Jednak to pierwszy raz, kiedy dzieje się coś takiego. To był jeden z powodów mojego wzmożonego rozdrażnienia. Nie wiedziałem, jak interpretować to, co się dzieje.

Teraz już wiem. Coś prowadziło mnie do mojej prawdziwej partnerki.

Moi bracia na pewno będą zaskoczeni, kiedy dowiedzą się, jaki jest wynik dzisiejszej wyprawy.

Zastanawiam się, co ona może czuć. Czy dostaje jakieś sygnały, że jej prawdziwy partner ją odnalazł?

W tej samej chwili kelnerka zatrzymuje się przy jej stoliku. Kobieta podnosi wzrok i widzę, że ma najpiękniejsze zielone oczy. Jej twarz rozjaśnia się, a ona odchyla głowę i wybucha śmiechem na coś, co mówi kelnerka. Jest absolutnie olśniewająca. Serce zacina mi się w piersi i nagle potrzebuję usłyszeć jej głos.

Przechodzę do małego, pustego stolika blisko miejsca, gdzie siedzi. Stół jest za mały dla mojej ogromnej postury, ale stoi najbliżej niej, więc nie zamierzam szukać innego.

W tym momencie kelnerka się odwraca. Wygląda na lekko zaskoczoną, że tu siedzę, ale przykrywa to uśmiechem i podchodzi do mnie.

— Dzień dobry — wyciąga z fartucha bloczek i długopis. — Coś do picia?

Nie potrafię oderwać wzroku od mojej bratniej duszy na tyle długo, żeby przyjrzeć się twarzy kelnerki.

Bez zastanowienia odpowiadam:

— Tylko kawę, proszę.

Zauważam, że kelnerka zerka na przemian na kobietę i na mnie. Jestem pewien, że widzi intensywność mojego spojrzenia.

— Przynieść menu, czy pan już wie, co chciałby zamówić? — pyta.

Czuję, jak w powietrzu narasta napięcie, więc zmuszam się, by spojrzeć na kelnerkę.

Uśmiecham się i odpowiadam:

— Nie, dziękuję, na razie tylko kawę. — Spoglądam na jej identyfikator i dodaję: — Rachelle.

Staram się, żeby mój uśmiech był swobodny i niewymuszony, i wkładam ogromny wysiłek w to, by moje oczy nie wróciły do kobiety, która właśnie stała się centrum mojego świata.

Rachelle uśmiecha się w odpowiedzi, chociaż wciąż wydaje się to trochę chwiejne na krawędziach.

Odchodzi, bez wątpienia po zamówioną kawę.

Kiedy jest już wystarczająco daleko, znów spoglądam w stronę kobiety. Staram się wyglądać tak, jakbym po prostu patrzył przez okno.

Nie wiem, czy czuje, że na nią patrzę, czy też odczuwa to niewiarygodne przyciąganie ku mnie, ale nagle dostępuję cudu, bo podnosi wzrok i patrzy prosto na mnie.

Uderza mnie z całą siłą zarówno jej uroda, jak i ten wstrząs w mojej piersi. Przez kilka sekund zapominam, jak się oddycha, gdy zalewa mnie miłość do tego anioła siedzącego przede mną.

Przez chwilę żadne z nas nic nie mówi; jesteśmy uwięzieni w spojrzeniu drugiego.

W końcu jakby się otrząsa i uśmiecha nieśmiało, jakby była trochę zawstydzona tym, że się gapiła.

— Strasznie przepraszam, że wpatrywałam się w pana jak idiotka, ale uderzył mnie kolor pana włosów — mamrocze cicho.

Ponieważ wciąż nie odzyskałem zdolności mówienia, nadal tylko się w nią wpatruję.

Wierci się, jakby się denerwowała, i ciągnie dalej: — To znaczy, nieczęsto, a właściwie chyba nigdy, widzi się kogoś z białymi włosami. — Lekko plącze się w słowach.

— A ja sama bez przerwy dostaję komentarze o białych końcówkach moich włosów.

Nabiera powietrza i mówi dalej: — Wszyscy ciągle pytają, czemu je farbuję, gdzie to robię i tak dalej, i tak dalej.

Macha ręką, bo te uwagi ją irytują. — Zazwyczaj, kiedy mówię im, że to naturalne, nie wierzą mi.

Słucham jej tylko jednym uchem, nie przestając oddawać jej czci wzrokiem.

— A pan też tak ma? — pyta, zaczynając nerwowo wykręcać dłonie.

Jej pytanie nagle dociera do mojego mózgu i odpowiadam szybko:

— Nie, większość ludzi jest zbyt onieśmielona mną, żeby pytać o moje włosy.

Mój uśmiech staje się coraz szerszy, kiedy dodaję:

— Było parę pań, które mnie o to zapytały, i mogę panię zapewnić, że to wszystko jest naturalne. I pani też wierzę. — Spieszę, by ją uspokoić.

Z jej uśmiechu znika nerwowość i robi się jeszcze szerszy. Otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim zdąży, ktoś nam przerywa.

Rachelle wraca i stawia przede mną zamówioną kawę. Zmusza mnie to, żebym szarpnięciem odwrócił wzrok od pięknej wizji naprzeciwko i spojrzał na Rachelle.

Na jej twarzy maluje się grymas, ale próbuje go wygładzić, mówiąc:

— Gdyby zmienił pan zdanie i chciał coś innego, proszę mnie zawołać.

Uśmiecha się, ale wygląda to dość sztucznie.

W tej samej chwili Rachelle odwraca się do mojej kobiety i pyta:

— Alex, potrzebujesz więcej kawy?

Więc ma na imię Alex. Dość nietypowe jak na kobietę, ale i tak jestem ogromnie wdzięczny Rachelle, że tak po prostu podsunęła mi tę informację.

Patrzę, jak Alex kręci głową do kelnerki, która potem się odwraca i odchodzi.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział