Rozdział 36 36

LEO

Kiedy Willow spotyka mnie na dole punktualnie o szóstej, wystarczy, że rzuci okiem na mój garnitur, a jej oczy rozszerzają się z przerażenia.

– Dokąd my idziemy?

– Na kolację.

– Ja… Ja myślałam, że zjemy tutaj.

– Nie dziś.

Spogląda na siebie. Ma na sobie ciemne, sprane dżinsy i luźny b...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie