Rozdział 53 53

O Boże, niech to się wreszcie skończy — myślę desperacko, kiedy kaszlę, wypluwając już tylko ślinę.

Nie widzę Leo stojącego w progu, dopóki się nie odezwie. „Jesteś chora?”

„Jezu!” sapnę, odwracając od niego twarz. „Słyszałeś kiedyś o pukaniu?”

„To mój, kurwa, dom.”

„I twój, kurwa, świat” — warc...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie