Rozdział 54 54

„No więc… ten Mik… Michajłow” — mówię, wciąż potykając się na tym nazwisku. — „Zakładam, że mają swojego szefa, twojego odpowiednika? Jakiegoś innego wielkiego kozaka z ego wielkości Jowisza?”

— Mają.

— Jak się nazywa?

Zerka na mnie. Zastanawiam się, co mieści się w tym spojrzeniu. Ale zaraz odwr...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie