Rozdział pięćset sześćdziesiąt trzy

SANDY

„Więc jesteś jednym z nich, co?” szepczę, pochylając się konspiracyjnie nad ladą.

Charlie uśmiecha się, jego oczy krążą po barze, gdy podaje mi whiskey sour.

„Nie,” mówi prawie przepraszająco. „Chciałbym, ale nie, nie jestem.”

„Hmm,” mruczę, unosząc brew. „A jednak ci ufają. Jesteś czę...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie