Tak blisko

Usiadłem wygodniej, z oparciem wbitym w plecy, w radiu cicho sączyła się muzyka, a Marco prowadził samochód. Odpaliłem cygaro, zdjąłem ten pierdolony czarny kapelusz, rzuciłem go na siedzenie obok i odchyliłem się, obserwując długi sznur samochodów. Cmentarz był już niedaleko, a wszyscy chcieli zdąż...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie