Rozdział 3

Harper

Naprawdę świetnie się to oglądało, jak Levy tak cierpi. Jest facetem, wiem, że go kusi, a co najlepsze — jest starszy, facet z doświadczeniem. Wszystkie dziewczyny to lubią, prawda? Faceta, który będzie dokładnie wiedział, co robić, a nie jak chłopcy. Uwielbiam jego szerokie barki i te seksowne, czarne tatuaże, które pną mu się po ramionach — mówię wam, to jest strasznie podniecające. Zastanawiam się, jak dużego ma kutasa, i nie mogę się doczekać, aż później dziś wrócę do domu i pobawię się wibratorem, myśląc o tym, jak Levy mnie pieprzy.

— Halo, Ziemia do Harper. Gdzie ty masz głowę? — pyta Dylan, odwracając się, żeby spojrzeć na mnie, gdy przechodzę przez jego sypialnię. Ściany są pomalowane na błękit nieba, po prawej stoi podwójne łóżko, przy lewej ścianie biurko do pisania i nauki, a on wciąż ma wystawione swoje dinozaury z dzieciństwa. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.

— Och, nigdzie. — Mówię mu, po czym padam na łóżko, a torbę z książkami zrzucam na podłogę.

— Znam to spojrzenie. To chłopak? Powiedz mi, spotykasz się z kimś nowym?

— Do diabła, nie. A ty spotykasz się z jakąś dziewczyną? — Nie przeszkadza mi to, jeśli tak. Chodziliśmy ze sobą pięć lat i było dobrze; wiesz, dorastaliśmy jako najlepsi przyjaciele i po prostu naturalne było, że zostaliśmy chłopakiem i dziewczyną, więc jeśli widuje inną, to mówię: super, niech mu się układa. Dylan zasługuje na szczęście, zwłaszcza po tym, co przeszedł, kiedy zmarła jego matka. Serce mi się dla niego rozpadło, ale teraz radzi sobie dużo lepiej, był na terapii i mierzy się z żałobą. Na szczęście nigdy nie uciekł w alkohol ani nie brał narkotyków jak niektóre dzieciaki, które znam.

— Nie. Muszę się skupić na nauce, Harp. Za dużo od tego zależy. Chcę dobrze wypaść i znaleźć porządną pracę.

— Twój tata radzi sobie świetnie, nie możesz wejść z nim w interesy? — Jego ojciec ma sieć sklepów motocyklowych w całym kraju; nie jest miliarderem, ale ma dużo pieniędzy. Nie będę kłamać — to kolejny powód, dla którego mnie kręci, bo jest człowiekiem, który sam do wszystkiego doszedł, i jeździ na motorze. Z przyjemnością usiadłabym mu na tylnym siedzeniu i pojechała się przejechać; kurwa, ja bym chętnie „pojeździła” na Levym, to na pewno. Znowu odpływam, marząc o jego dotyku na mojej skórze, o tym, jak jego palce czułyby się we mnie. Ściskam uda.

Dylan patrzy na mnie dziwnie.

— Czemu tak się na mnie gapisz? — pytam.

— Bo wyglądasz jak pieprzona idiotka, Harp. O kim myślisz? Wiem, że o jakimś typie, wypluj wreszcie. — Cholera, nie mogę mu powiedzieć, że mam mokre sny o jego tatusiu. Kurwa, to by naprawdę rozwaliło naszą przyjaźń, a że Dylan jest jak mój najlepszy przyjaciel na całym świecie, nie mogę ryzykować, że kiedykolwiek się dowie.

— Eee, wiesz, po prostu bujam w obłokach, Dylan. To powiedz mi: idziesz jutro wieczorem na imprezę u Lacey? Słyszałam, że ma grać zespół na żywo. Tak się cieszę, że wreszcie pójdę na jakąś imprezę — od tej nauki pęka mi głowa.

— Nie miałem iść, ale wiesz… chyba oboje potrzebujemy przerwy. Zróbmy to. — Przybijamy piątkę i uwielbiam widzieć jego uśmiech. Będzie dobrze, czuję to.

— To co ja mam na siebie włożyć? Myślę, że może moje podarte czarne dżinsy, rockową koszulkę z jaskraworóżowym stanikiem pod spodem i trochę łańcuchów na szyję. — Unosi brwi i parska śmiechem.

— Próbujesz wyglądać jak mój stary?

— Co? Twój ojciec nosi teraz jaskraworóżowy stanik? — chichoczę. Dylan rzuca we mnie poduszką.

– Nie, chodzi mi o ten cały motyw czarnych ciuchów.

Ups, chyba zdradzam się trochę zbyt oczywiście.

– Po prostu mam ochotę na zmianę, to wszystko.

– Cóż, cokolwiek zrobisz, tylko nie farbuj włosów. Są takie śliczne, ten blond i do tego naturalny.

– Nigdy bym ich nie pofarbowała; za bardzo je kocham.

– No, wyglądasz w nich jak Blake Lively. – Odwraca się i zaczyna otwierać jedną ze swoich książek do zadań. – Powinnaś znowu zacząć się z kimś spotykać, Harp. Wiesz, że zawsze będę cię kochał, prawda? Po prostu zauważyłem, że nie byłaś z nikim, odkąd rozstaliśmy się latem.

O, do diabła. Jak mam mu powiedzieć, że to dlatego, iż nie chcę już chłopaka, tylko chcę jego tatusia – i wyłącznie jego tatusia. Nie potrafię przestać myśleć o Levym i wiem, że latem zaczęłam myśleć o Levym inaczej. Może to przez wszystkie zmiany, jakie ostatnio przechodzi moje ciało, przez hormony, a może po prostu dorastam.

– Tak, może. – Wzruszam ramionami i pozwalam, by włosy opadły mi trochę na twarz, bo czuję, że się rumienię.

Uczymy się spokojnie obok siebie, ściśnięci przy jego biurku, tak jak zawsze. Dylan ma włączoną playlistę, głównie grunge, bo to jego klimaty. Ja lubię różną muzykę; ostatnio słucham Taylor Swift, ale Dylan nie znosi jej jak ognia. Mieliśmy już niejedną kłótnię o pannę Swift, mówię wam. I tak zawsze w końcu ustępuje i pozwala mi jej słuchać, więc tak – dzisiaj ja pozwolę mu puszczać jego grunge.

Jego tata woła z góry, że kolacja gotowa. Zamykam książkę do nauki szybciej niż nietoperz z piekła rodem, przez co Dylan zerka na mnie, a potem pędzi na dół jak błyskawica.

– Hej, poczekaj na mnie – woła za mną.

Mięśnie Levy’ego napinają się, gdy stawia ciężkie naczynie z jedzeniem na środku stołu; mam ochotę przesunąć palcami po jego ramionach i ścisnąć biceps.

– Siadaj, młoda damo.

Ooo, lubię, kiedy mówi do mnie „damo”. Dylan rzuca się na krzesło obok mnie, a jego tatuś zajmuje miejsce po mojej drugiej stronie. Kiedy Dylan wyciąga się po łyżkę do nakładania, korzystam z okazji i przysuwam krzesło bliżej Levy’ego, tak żeby Dylan tego nie zauważył.

Czuję bijące od niego ciepło, kiedy pozwalam, by moje udo musnęło jego. Levy upuszcza butelkę piwa, która już miała dotknąć jego ust. Zaczyna kaszleć. Klepię go po plecach.

– Wszystko w porządku, Levy? – mówię głosem słodkim jak cukierki i landrynki.

– Tak, tak, po prostu nie w tę rurę poszło. – Opanowuje się i podnosi butelkę piwa. Dylan podaje mu ściereczkę, którą wyciągnął ze zlewu za nami.

– Proszę, tato. Przyniosę ci świeże piwo.

– Dzięki, synu. – Levy posyła mi spojrzenie; jego ciemne oczy są ponure. Wsuwam dłoń pod stół i ściskam jego udo. On łapie moją rękę; puls mi szaleje od intensywnego żaru i palącego dotyku jego dużej, zgrubiałej dłoni na mojej. Dylan papla bez przerwy, kompletnie nieświadomy tego, co dzieje się pod stołem.

Levy niemal robi mi krzywdę, tak mocno ściska moją dłoń, po czym odrywa ją od swojego uda i kładzie na moim.

– Przestań – syczy mi do ucha, a jego ciepły oddech posyła dreszcze w górę i w dół kręgosłupa.

Nie ma mowy, kurwa, myślę. Chcę tego mężczyzny i choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobię, będę miała Levy’ego – tak czy inaczej.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział