Rozdział 8
Levy
Widok Harper wśród dzieciaków w wieku mojego syna sprawia, że czuję się jak jakiś pieprzony stary zboczeniec, a jednak nic nie poradzę na to, że ją lubię — chyba lubię ją stanowczo za bardzo. Nie chodzi tylko o to, że jest po prostu olśniewająca, ale też mądra i tak cholernie miła. Do tego uprzejma, a opieka nad jej mamą i młodszą siostrą na pewno nie jest łatwa. Ma tak ciężko, że szczerze mam ochotę wziąć ją pod swoje skrzydło i chronić tę dziewczynę, zaoferować jej pomoc, i jasne, że bardzo ją lubię. Jak mówiłem, to nienaturalne chcieć być z dziewczyną, która jest od ciebie młodsza o osiemnaście lat. Niektórzy naprawdę krzywo by na to patrzyli.
Cholera, wiem, wiem — jest mnóstwo ludzi w związkach z różnicą wieku, ale czy ja naprawdę mógłbym spotykać się z Harper? Do diabła, ona jest byłą dziewczyną mojego syna, i jak, do cholery, Dylan miałby zareagować, gdyby wiedział, że mam na jej punkcie jakiegoś ogromnego crusha czy jak to tam dzieciaki dzisiaj nazywają?
Samo patrzenie na nią w tych jej obcisłych dżinsach sprawia, że w moich lędźwiach narasta żar, a ten jej słodki tyłek — wysoko, jędrnie uniesiony, jakby czekał na klapsa — o kurwa, to w ogóle nie powinno mi teraz przechodzić przez myśl. Ja pierdolę, już jestem w tak wielkich kłopotach.
Odjeżdżam spod college’u, do którego chodzą Dylan i Harper. Dobrze widzieć, że Dylan ruszył dalej i jest z tą drugą dziewczyną — zapomniałem jej imienia — ale wiem, że ona i Harper są bliskimi przyjaciółkami. Cała trójka często wpadała kiedyś do domu i siedzieli u nas, no wiesz, wtedy, gdy to było jeszcze „fajne”. Teraz liczą się dla nich imprezy i wypady ze znajomymi. Więc chyba już nie jestem tym fajnym gościem — może poza Harper, która dała mi całkiem jasno do zrozumienia, że mnie chce. To jest popieprzone. Gdyby ktoś się dowiedział, że ona się za mną ugania, a ja odwzajemniam to, co do niej czuję… ja pierdolę, całe miasteczko by gadało, a gdzie w tym wszystkim byłby Dylan? Moje własne dziecko znalazłoby się w samym środku plotek, w mieście i w szkole. Kręcę głową. Muszę coś zrobić, żeby trzymać się od Harper z daleka — nie ma mowy, żebym chciał narażać Dylana na takie gówno.
Dobrze jest być na motorze. Kocham tę wolność, ten dreszcz — tylko ja i moja maszyna. Jadę bocznymi, wiejskimi drogami do mojego drugiego garażu, gdzie czeka klient, który zabiera do domu BSA Rocket Gold Star z lat sześćdziesiątych, którą mam już od jakiegoś czasu i nad którą pracowałem. To była praca z miłości, i szczerze mówiąc, rozważałem, żeby jej nie sprzedawać i ją zatrzymać, ale cóż — cena jest całkiem konkretna; dostanę za nią ponad dwadzieścia tysięcy dolarów. Mógłbym cisnąć więcej, skoro wyprodukowano tylko jakieś tysiąc pięćset sztuk, ale nie muszę być chciwy. Cholera, mam dość kasy z moich warsztatów, a żyjemy wygodnie i spokojnie.
— Dzień dobry, Levy. — Facet, który chce ją kupić, już czeka. Nie dziwię się; założę się, że nie może się doczekać, żeby zabrać to cacko do domu. Widzę przyczepę z tyłu jego pick-upa. — Fajny poranek na przejażdżkę, co?
— Pewnie, Dan. Nadal chcesz kupić to cudo?
— Jasne, że tak. Odkąd zobaczyłem ją w internecie, nie mogę się doczekać, aż ją od ciebie wezmę. Chciałeś ją zatrzymać?
— Myślałem o tym, ale wiesz… ona potrzebuje nowego domu, a u mnie byłaby wyciągana na drogę raz na kilka tygodni. Zasługuje na więcej.
— Moja żona też jest podekscytowana. Siedzi w aucie, czekaj, zawołam ją. Ona ciągle siedzi na tym Facebooku, ale moment. — Kopię czubkiem buta w żwir, czekając, aż pójdzie po żonę.
Jestem zaskoczony, kiedy ją widzę, bo spodziewałem się kobiety bardziej w wieku Dana. On ma coś koło wczesnych czterdziestu — wiem to, bo musiałem ogarnąć jego papiery i rejestrację. Ma potargane, piaskowo-blond włosy, nosi starą, szarą koszulkę Linkin Park i dżinsowe szorty z obciętymi nogawkami. Podobno kiedyś surfował w Kalifornii, a teraz jest na emeryturze i w zasadzie robi, co chce. No więc tak, wracając do jego żony — jest pięknością, to na pewno.
Jej duże, zielone oczy w kolorze mchu patrzą na mnie spod ciemnych rzęs, które je obramowują. Jej uśmiech się poszerza, a białe zęby mogłyby rozświetlić nocą ciemny chodnik — są aż nienaturalnie białe. Chyba większość dziewczyn z Kalifornii tak wygląda. — Cześć, miło mi pana poznać. Od kilku tygodni słyszę od Dana o tym motorze i tylko o nim. — Paruję śmiechem, biorę jej delikatną dłoń i potrząsam nią. — Jestem Lori-Ann. Naprawdę mi miło, Levy.
Dałbym jej może dziewiętnaście, dwadzieścia lat, i nie umknęło mi, że ma na palcu platynową obrączkę — pasującą do obrączki Dana — tylko w jej są trzy różowe diamenty.
— Miło cię poznać, Lori-Ann. No cóż mogę powiedzieć? Motocykl to prawdziwa perełka, klasyk, a w latach sześćdziesiątych zrobili ich tylko jakieś tysiąc pięćset. Miałem szczęście dorwać ją parę lat temu i przy niej pogrzebać. Naprawdę się cieszę, że ktoś da jej trochę miłości.
— Och, nie martw się o to — chichocze; brzmi tak młodo i przypomina mi Harper. — On da jej więcej miłości niż ja, prawda, Dan, kochanie?
Przyciąga ją do piersi i całuje w czubek miodowych włosów. Uderza mnie, że mimo ogromnej różnicy wieku wyglądają, jakby do siebie pasowali. Cholera, ona ma nawet dżinsowe szorty obcięte do kolan i koszulkę w dobranym kolorze. To czemu, do diabła, czuję się tak podle z tym, jak bardzo lubię Harper?
Dopięliśmy ostatnie szczegóły w papierach, wręczam Danowi kluczyki i gwiżdżę na jednego z moich chłopaków, Jake’a, żeby pomógł Danowi, a mnie — wepchnąć Gold Stara na tył przyczepy. Dan ściska mi dłoń i mówi, że będzie wypatrywał na moją stronę kolejnych cennych motocykli, które pojawią się na rynku. Kiwnięciem głowy dziękuję mu za interes. Kiedy są już bezpiecznie w swoim pick-upie, patrzę, jak Lori-Ann pochyla się i całuje męża prosto w usta. Wygląda to słodko i uroczo, a jednak sprawia, że czuję się jeszcze gorzej z tym, że tak mi się podoba Harper i że pragnę jej tak cholernie mocno, że przysięgam — ta dziewczyna mnie wykończy, tym jak wciąż daje mi znać, jak bardzo mnie chce, a moje jaja na zawsze zostaną sine i obolałe.
Dzwoni komórka; widzę, że to moja asystentka, Lou-Rae, więc odbieram.
— Hej, LR, co tam?
— Tylko sprawdzam, czy dotarłeś tam bez problemu i czy wracasz dziś do biura, czy mam trzymać wartę?
— Nie, wrócę. Tylko sprawdzam tu parę rzeczy. Słuchaj, możesz mi wpisać w grafik objazd po wszystkich warsztatach? Wiem, że nie byłem u części chłopaków od dawna, a dobrze by było wszystkich odwiedzić i nadrobić. Może też zorganizujemy jakieś spotkanie, co ty na to?
Zawsze lubię przegadać takie rzeczy z Lou-Rae — jest ode mnie trochę starsza, mądrzejsza i, no wiesz, po prostu świetna w tym, co robi. Jest fantastyczną osobą do odbijania pomysłów dla faceta takiego jak ja. Muszę przyznać, że odkąd Lilly zmarła, jestem strasznie zagubiony. Nie kochasz kobiety tak, jakby była księżycem, gwiazdami i słońcem w jednym, tracisz ją — i nie otrząsasz się z tego ot tak, w pośpiechu.
— Szefie, myślę, że to dobry pomysł. Zajmę się tym. Znajdę nam gdzieś stodołę i zrobimy porządną imprezę, z dawnych lat — sprowadzimy rodziny, będzie grill, zespół na żywo.
No proszę, Lou-Rae.
— Podoba mi się, w jaką stronę z tym idziesz, LR, leć z tym. Wydaj, ile chcesz, chcę, żeby chłopaki mieli porządną noc. Powiedzmy za dwa tygodnie i wyślij wszystkim maila, jak tylko ogarniesz stodołę i datę, żeby mogli sobie zarezerwować termin.
— Jasne, Levy. Już się robi.
Uwielbiam, jak podekscytowany brzmi jej głos; jeśli jest jedna rzecz, którą lubi robić, to udawać kwokę i opiekować się swoimi chłopcami.
Odbieram wiadomość od Dylana.
Hej, tato, możesz nas odebrać ciężarówką po szkole i zawieźć mnie i Harper nad jezioro? Chcemy popływać.
Jasne, nie ma sprawy. Będę koło trzeciej czy macie wolne lekcje?
Trzecia pasuje, będziemy gotowi, a i ona musi odebrać strój kąpielowy, sorry, to będzie znaczyło, że trzeba nas podrzucić do niej, a potem nad jezioro i jeszcze, możesz po nas przyjechać koło szóstej.
Nie ma sprawy.
I… zawsze jest jakieś „i” u Dylana. Jakbym był jego prywatną taksówką. Co ja powinienem zrobić, to kupić mu samochód, tylko że to uparty dzieciak — trochę jak jego stary — i chce oszczędzać na własne auto. Muszę to w nim podziwiać.
Możesz nam też zrobić coś do jedzenia, żebyśmy zjedli nad jeziorem? To wszystko, dzięki tato.
Jasne.
Muszę przyznać, że to bieganie wokół Dylana — choć nadal jest dla mnie wielką radością, że mój dzieciak tak mnie kocha i szanuje — tylko podkreśla, jacy oni oboje, on i Harper, są młodzi. Cholera, sama myśl, że ona spała z moim synem, sprawia, że przechodzą mnie ciarki, a ja tamtej nocy waliłem konia, wyobrażając sobie wszystkie brudne rzeczy, które mógłbym z nią zrobić. Ja pierdolę. WIELKIE. KŁOPOTY.
