Rozdział 9

Harper

O rany, Levy jest teraz tak cholernie seksowny. Opiera ramię o krawędź ciężarówki, a ja widzę, jak żyły dosłownie pulsują mu na przedramionach, a te dziary i ten ciemny tusz, który ciągnie się aż do końca rękawa jego T-shirtu, sprawiają, że mam ochotę ścisnąć uda.

– Wszystko w porządku? Wyglądasz… no, jakbyś była czerwona. Rumienisz się czy co? – pyta mnie Dylan.

– Co? Hę? – jąkam się. Kurwa, czy ja się właśnie zdradzam. I tak, jest mi gorąco i parno, a do tego założę się, że gdyby spojrzał, zobaczyłby moje sutki zachowujące się jak świecące reflektory, napierające na koronkowy biustonosz i cienki, sprany T-shirt.

– Ty, głupku, wyglądasz, jakby cię coś strasznie podniecało – zerka na mnie jeszcze raz; przestępuję z nogi na nogę i przygryzam dolną wargę, kiedy Levy zatrzymuje ciężarówkę tuż przed nami. Zauważam, jak jego intensywne spojrzenie omiata mnie od góry do dołu. O kurwa, teraz to już naprawdę się rumienię – tak buraczanie, do granic możliwości. Powinnam udawać, że mam luz, ale uwierz mi, nie ma szans, żebym miała luz przy tym facecie. Zastanawiam się, czy jego kutas jest tak szeroki jak jego przedramię; mówią, że przedramię faceta to dobra miara jego kutasa. Jasne, to może być jakiś dziwny śmieciowy „fakt” z internetu. Kto wie, ale jeśli to prawda, to kurwa… chcę, żeby kutas Levy’ego był w mojej mokrej cipce. Teraz majtki mam wilgotne i lepkie. Super.

Dylan przenosi wzrok ze mnie na swojego ojca.

– Coś jest z tobą? – pyta podejrzliwie.

Na szczęście Lacey podbiega do nas.

– Hej, ludzie, zaczekajcie. Mogę jechać z wami nad jezioro?

– No jasne – mówi Dylan, obejmuje ją ramieniem i przyciąga do pocałunku.

– To co, chcecie tę podwózkę czy nie? Nie jestem pieprzoną taksówką, mam co robić.

– A tak, jak co, tato? Zimne piwko i ESPN – Dylan chichocze, prowadząc Lacey za rękę w stronę ciężarówki ojca. Idę za nimi, nie spuszczając wzroku z Levy’ego i z tych jego pełnych warg, wyobrażając sobie, jakie byłyby w dotyku przy moim rozgrzanym wnętrzu. Nie potrafię przestać myśleć o Dylanowym tatusiu w najbrudniejszy możliwy sposób. Czy mnie to obchodzi? Niespecjalnie. Osobiście uważam, że to całkiem normalne, że dziewczyna w moim wieku myśli o starszych facetach, a poza tym nikt nic nie mówił, kiedy Catherine Zeta-Jones brała się ze starym Michaelem Douglasem, więc czemu, kurwa, mam się przejmować tym, że moja cipa chce trochę akcji z Levym. Tylko że wiem, iż zabiłoby to Dylana. Myślę, że to byłby koniec naszej przyjaźni, a mimo że Dylan i ja nie jesteśmy już chłopakiem i dziewczyną, wciąż jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. I zawsze nimi będziemy. Lacey jest z tym okej, ja też jestem okej z tym, że jest jego dziewczyną, ale ja… gdybym naprawdę zrobiła cokolwiek z jego tatusiem, to zniszczyłoby naszą przyjaźń.

Tylko że sposób, w jaki moja cipka boli z tęsknoty za jego pulsującym kutasem między moimi nogami, a łechtaczka dudni, jest jak ból w kościach — myślę, że gdyby teraz położył mnie na plecach i rozchylił mi szeroko nogi, żeby zobaczyć moją mokrą, ociekającą cipkę dla niego… kurwa, zrobiłabym to w jednej chwili. Aż tak bardzo pragnę tego mężczyzny.

— Nad jezioro i mam was potem odebrać? — słyszę głęboki, zachrypnięty głos Levy’ego, który ściąga mnie z powrotem do chwili. Kurwa, czy ja właśnie miałam się tu dotykać na pace ciężarówki, tuż obok Lacey i Dylana. Jezu, muszę się ogarnąć. Ten facet jest niebezpieczny, tak cholernie niebezpieczny, że potrafi sprawić, iż mój umysł kompletnie zapomina, co do diabła dzieje się dookoła. Jest bycie napaloną nastolatką, która nie umie przestać się macać — i bądźmy szczerzy, w liceum moje palce wiecznie wędrowały między nogi i dotykały łechtaczki. Ale teraz mam dwadzieścia lat, powinnam umieć skupić się choć trochę bardziej i nie dać się tak ponieść. Ten mężczyzna uzależnia; mogłabym siedzieć i patrzeć na niego godzinami. Sam widok jego silnych, grubych palców na kierownicy sprawia, że zaciskam uda, wyobrażając sobie, jakie spustoszenie mogłyby zrobić, wbijając się głęboko we mnie. Uda mam lepkie od własnej wilgoci.

— Tak, odbierz nas za parę godzin, proszę, tato, byłoby super. Eee, mógłbyś też potem podrzucić Lacey? Hej, Harper, chcesz zjeść dziś z nami? — Dylan jest taki kochany; wie, że moja matka nie ruszyłaby tyłka z kanapy, żeby coś zjeść, a moja siostra, Taylor, ma dziś trening hokeja. Jest całkiem dobra, mówią o tym, żeby wciągnąć ją do programu na studiach; trzymam za nią kciuki, żeby dostała stypendium, bo na litość boską, nie stać nas, żeby ją gdziekolwiek wysyłać.

— Jasne, czemu nie, dzięki wielkie. Najpierw muszę tylko zajrzeć do mamy i upewnić się, że będzie coś do jedzenia dla Taylor, kiedy wróci.

— Zamówię nam wszystkim pizzę. Lacey, kochanie, jesteś jak najbardziej mile widziana, możesz do nas dołączyć zamiast pędzić prosto do domu. Zamówię dodatkową, Harper, i będziesz mogła zabrać jedną dla Taylor do domu, żeby ją sobie podgrzała. Po treningu hokeja będzie wygłodniała.

— Dziękuję ci bardzo, Levy, naprawdę to doceniam. — Chciałabym przestać się rumienić za każdym razem, gdy się do mnie odzywa. Zerkam w lusterko wsteczne i łapię jego elektrycznie niebieskie, intensywne oczy wpatrzone prosto we mnie. Wiercę się na siedzeniu. O kurwa, chyba zaraz zmoczę mu tylną kanapę.

Dylan pokazuje Lacey jakieś losowe wideo z YouTube’a o piramidach; ta dwójka ma obsesję na punkcie starożytnego Egiptu. Znaczy, rozumiem — to fascynujące i też chciałabym pojechać, ale dla mnie to nigdy się nie wydarzy. Lacey i Dylan planują jechać następnego lata; jego tata powiedział, że opłaci połowę kosztów lotów dla Dylana i hoteli, jeśli Dylan uzbiera drugą połowę. Wyobrażasz sobie mieć tatę i… albo choćby mamę, którzy zrobiliby coś takiego dla ciebie? Byłabym w niebie.

Levy ma pieniądze, to żadna tajemnica. Zbudował swój biznes od zera i teraz ma mnóstwo warsztatów w okolicy i w innych hrabstwach, a do tego franczyzę w Michigan i jedną w Nowym Jorku. A jednak nie chodzi i nie zachowuje się jak jakiś obrzydliwie bogaty facet. Ich dom wciąż jest skromny, chociaż Dylan mówił, że kiedy już będzie na studiach, jego ojciec planuje przeprowadzić się na wieś, nad duże jezioro. Robi mi się smutno, bo nie mogłabym wtedy patrzeć, jak Levy ćwiczy z przodu na podwórku przy swoich motocyklach, z gołym torsem, eksponując te swoje pierdolone, ogromne bary, całą tę lśniącą opaleniznę i tatuaże na łopatkach, i krople potu spływające mu po plecach aż do pasa dżinsów.

Posyła mi oczko; wstrzymuję oddech, przechylam głowę i przygryzam wargę. On krzywi usta w półuśmiechu i zerka przez okno, jakby chciał przerwać to, co właśnie między nami zaszło.

Piętnaście minut później docieramy nad jezioro; prawdę mówiąc, moglibyśmy tu dojść pieszo z kampusu, ale dzień jest ciepły i tylko byśmy się ugotowali. Levy czeka, aż wszyscy wysiądziemy, i czuję na sobie jego wzrok. Wydaje mi się? Czy on naprawdę na mnie patrzy — i czy w ogóle powinien? Ma trzydzieści osiem lat, jest ode mnie starszy o osiemnaście i to spora różnica, ale kurwa, przez to aż mnie pali od środka.

— Uważajcie na siebie, dzieciaki, i do zobaczenia za parę godzin. Dylan, jakbyś czegoś potrzebował, dzwoń. Jadę do warsztatu sprawdzić, jak tam sprawy, potem wrócę do domu i będę robił papierkową robotę w biurze.

— Super, dzięki, tato. Damy sobie radę, będziemy się tylko wygłupiać. — Levy kiwa głową i rusza.

— No dalej, ludzie, ostatni w wodzie jest gamoniem! — Lacey już ściąga bluzkę przez głowę, odsłaniając uroczy biustonosz typu top, biały w niebieskie stokrotki. Robię to samo, po tym jak rzucam plecak na ziemię. Zdejmuję koszulkę i dopiero wtedy dociera do mnie, że o ja pierdolę, mam na sobie koronkowy stanik — no trudno, to nie tak, żeby Dylan wcześniej go nie widział, a decyzja o wypadzie nad jezioro była spontaniczna, podjęta w ostatniej chwili przez nas oboje. Jest kochany i się na mnie nie gapi, co byłoby po prostu cholernie krępujące. Właściwie to chyba założę koszulkę z powrotem. Po co ja w ogóle włożyłam dziś rano jakiś seksowny stanik?

Woda jest chłodna i przechodzą mnie ciarki. Lacey pływa swobodnie, a Dylan skacze z kamienia i oblewa nas oboje. Po chwili już zanurzamy się nawzajem i wygłupiamy jak dzieciaki. To takie dobre uczucie — być wolną i niczym nieskrępowaną; żadnej presji związanej ze studiami i nauką, żadnej presji bycia przy mamie i ciągłego zamartwiania się, czy wszystko z nią w porządku, czy może dziś jest ten dzień, kiedy zapije się na śmierć. Nie muszę się teraz martwić o Taylor; jest w szkole i jest wzorową uczennicą, jestem cholernie dumna z mojej młodszej siostry. Mimo trudności, z jakimi obie musiałyśmy się mierzyć, dorastając, radzi sobie niesamowicie, a ja też jestem z siebie dumna, bo dosłownie musiałam ją wychować i zajmować się moją mamą.

– Chodź, poopalamy się chwilę na skałach – mówi Dylan i zaczyna wychodzić z krystalicznie zielonej wody. Lacey idzie za nim i obejmuje go pod ramię; wiesz, naprawdę się cieszę, że przestał coś do mnie czuć i jest z moją najlepszą przyjaciółką. Nie potrafiłabym wymyślić milszej dziewczyny, z którą Dylan mógłby się spotykać. To trochę surrealistyczne, ale cóż – tak jest, jak jest, i cieszę się ich szczęściem. Wychodzę z wody i siadam obok nich na jednym z większych głazów, po czym kładę się na plecach, chłonąc ciepło słońca w skórę, uwielbiając to, jak przyjemnie działa na moje ciało i twarz. To jest życie; tylko chciałabym, żeby zawsze mogło być tak beztrosko i łatwo.

– Gotowa na egzaminy w przyszłym tygodniu? – pyta mnie Lacey, a Dylan opiera głowę na plecaku.

– Tak. Jeszcze trochę nauki, ale już prawie. W domu ostatnio było ciężko: trzeba przygotować Taylor do jej zajęć i wiesz, zajmować się mamą. Jestem trochę do tyłu, ale nic poważnego.

– U mnie też. Za bardzo byłam zajęta wychodzeniem prawie co wieczór, kiedy powinnam się uczyć, a ten… – wskazuje głową na Dylana. – On mnie rozprasza. – Chichocze.

– No tak, tylko pamiętaj, że Dylan nie musi się uczyć, jest tak mądry, że aż mnie to dobija. Ty musisz trzymać się nauki, Lacey. Chcesz skończyć studia, prawda? I to z dobrymi ocenami.

– Wiem, ale mam dość nauki. Chcę już wychodzić do ludzi i znaleźć pracę. Najpierw podstawówka, potem liceum, a teraz college… beznadzieja.

– To najlepsze, najbardziej beztroskie dni w naszym życiu. Wiem, że tak nie myślimy, bestie, ale naprawdę tak jest. Trzeba to wykorzystać. Nim się obejrzysz, wszyscy będziemy pracować od dziewiątej do piątej, potem obowiązki domowe, zakupy, cały ten pakiet, i tylko jakieś dwadzieścia pięć dni urlopu rocznie.

– Kurwa, brzmi dołująco, ale przynajmniej będziemy dobrze zarabiać.

– Jasne, jeśli będziesz trzymać się nauki. Może mniej imprezowania, Lace, a więcej uczenia.

– No – wtrąca Dylan.

Lacey klepie go żartobliwie w wyrzeźbiony brzuch. Ten facet ćwiczy więcej niż jakikolwiek facet, jakiego znam. Ciekawe, czy ma to po swoim umięśnionym tatusiu.

Dwie godziny mijają jak z bicza strzelił, kiedy słyszymy klakson ciężarówki Levy’ego. Zrywamy się, zbieramy graty i idziemy w stronę miejsca, gdzie jego samochód stoi zaparkowany przy skraju linii drzew.

– Dobrze się bawiliście? – pyta, a ja nagle uświadamiam sobie, że wyglądam, jakbym startowała w konkursie mokrych koszulek, z sutkami odznaczającymi się pod cienkim T-shirtem. Więc co robię? Dokładnie to: prostuję ramiona i wypinam cycki. On to zauważa i szybko odwraca wzrok, a po szyi wspina mu się czerwony rumieniec.

– Było super, tato. Dzięki, że nas woziłeś. Jestem ci winna przysługę.

Levy wyskakuje z auta i otwiera nam tylne drzwi. Lacey wsiada pierwsza, Dylan obchodzi samochód na drugą stronę. Kiedy ja mam wsiąść, moja prawa pierś ociera się o wytatuowane ramię Levy’ego i, ja pierdolę, moje cycki dostają szału: sutki twardnieją jeszcze bardziej, a cipka zaciska się w skurczu. Zastygam tak na parę sekund i dociskam pierś do jego ramienia, upewniając się, że Dylan mnie nie widzi.

– Harper – syczy ostrzegawczo.

Bezgłośnie formuję do niego „co?”, ale na świętego Maloney’a, jakie to jego ramię jest przyjemne przy mojej skórze. Wiem, że on też to poczuł. I co my z tym zrobimy?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział