Rozdział 267

Tracę odwagę i znowu zawracam w stronę auta Arricka. Celuję w drzwi, ale on łapie mnie od tyłu, obraca z powrotem i obejmuje w pasie, popychając mnie do przodu, idziemy powoli, a jego krocze przyciska się do mojego tyłka, jakby miał mnie w ten sposób przepchnąć dalej.

– Robimy to… Moja mama raczej ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie