Rozdział 321

Paryż jest tak samo mokry i szary jak Nowy Jork, chociaż jakoś tutaj wydaje się to gorsze, bo ten wieczny szary obłok, który zawsze mnie tu przygniata, spada na mnie od razu, jak tylko wychodzimy z samolotu. Arry trzyma mnie za rękę i nie puszcza; zawsze obok, zawsze mnie podtrzymuje, i kiedy wracam...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie