Rozdział 66

Rzygam w krzaki na skraju ogrodu, trzymając się za głowę, kołysząc się jak pijana łajba, buty w ręce, torba dynda gdzieś przy kostkach. Czuję się jak wyjęta z piekła, wykończona i w myślach liczę – ile ja właściwie wypiłam? – i znowu aż otwieram usta ze zdumienia, że po takiej ilości mogę się tak cz...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie