Rozdział 1 Niespodzianka urodzinowa

ADRIANA

Wpatrywałam się w wiadomość na ekranie telefonu, czytając ją po raz trzeci, a kąciki ust same unosiły mi się w uśmiechu.

„Wpadnij dziś wieczorem. Zaplanowałem coś wyjątkowego na twoje urodziny. Kocham cię.”

Landon jest najlepszą rzeczą, o jakiej nawet nie śmiałam marzyć. Jesteśmy razem od pięciu lat, a on wciąż znajdował sposoby, żeby sprawiać, że czułam się ważna. W świecie, w którym moja własna rodzina zapominała o moich urodzinach — tak naprawdę mieli kompletnie gdzieś, co się ze mną dzieje — Landon był moim światłem. On mnie widział.

Dotknęłam pierścionka-obietnicy na palcu. Dał mi go w zeszłym roku, dokładnie tego dnia. Prosta srebrna obrączka z wygrawerowanymi w środku naszymi inicjałami. „Obietnica” — powiedział wtedy — „na zawsze”.

W końcu mam osiemnaście lat. Czekałam na to, odkąd skończyłam piętnaście. Na dzień, w którym wreszcie przejdę przemianę, wreszcie dostanę swojego wilka. Wtedy może wszystko będzie inaczej i wreszcie stanę się cała.

Wpuściłam się do środka zapasowym kluczem, który mi dał, gotowa go zaskoczyć.

Uśmiech zsunął mi się z twarzy, gdy tylko po otwarciu drzwi usłyszałam dziwny dźwięk.

— Landon? — zawołałam do prawie ciemnego mieszkania.

Zamiast jego znajomego głosu znów usłyszałam ten odgłos. Głośniejszy. Jakby ktoś uprawiał seks.

Podeszłam bliżej, chcąc się upewnić. To musi być jakaś pomyłka. Serce podeszło mi do gardła, kiedy dotarłam do wejścia do sypialni Landona. Drzwi były szeroko otwarte.

Moje stopy stanęły w miejscu. Mój mózg odmówił przetworzenia tego, co widziały oczy.

Ludzie w łóżku uprawiający seks.

Nie…

Ugięły się pode mną kolana i omal nie straciłam równowagi. Zacisnęłam palce na klamce, niezdolna oderwać wzroku od tego, co widziałam. Lisa i Landon… uprawiający seks.

Moja siostra i mój chłopak. Byli tak zajęci sobą nawzajem, że nawet mnie nie usłyszeli. Wciąż nie zauważali, że stoję tuż obok.

— Kurwa, już prawie… mocniej, kochanie — jęk Lisy zadźwięczał mi w uszach, gdy Landon docisnął ją do siebie, chwycił w talii i przyciągnął bliżej do swoich bioder. Wyrzucił z siebie przekleństwo i pocałował ją brutalnie, jęcząc w jej usta.

Pięć lat zniknęło bez śladu.

Mój wzrok zatrzymał się na nadgarstku Landona, na którym wciąż miał bransoletkę, którą zrobiłam mu na trzecią rocznicę — tę samą rękę, która teraz ściskała pośladek mojej siostry, przyciągając ją bliżej do jego krocza.

Nie potrafiłam odwrócić wzroku, choćbym nie wiem jak próbowała. Aż w końcu otworzył oczy i jego rozpalone seksem spojrzenie spotkało moje.

Nie przestał.

— Landon? — Mój głos pękł.

Wtedy Lisa mnie zobaczyła. I zamiast przestać, zamiast okazać choćby odrobinę wstydu, uśmiechnęła się i pocałowała go jeszcze głębiej, nie odrywając ode mnie wzroku ani na chwilę.

— Adriana… — zaczął Landon, ale Lisa mu przerwała.

— Och, nie przerywaj przez nią. — Odchyliła się odrobinę, a ten złośliwy uśmiech wciąż miała na twarzy. — Naprawdę myślałaś, że on cię chciał?

Nie mogłam oddychać.

– Ty, bez wilka? Kiedy nawet nie potrafisz się przemienić? – roześmiała się, a ten dźwięk przeciął mnie jak szkło. – Daj spokój. I tak nigdy na niego nie zasługiwałaś.

Ręce trzęsły mi się, kiedy zsunęłam z palca pierścionek zaręczynowy. Ten, który mi dał. Ten, który miał znaczyć „na zawsze”.

Rzuciłam nim w nich. Odbił się od klatki piersiowej Landona i z brzękiem potoczył po podłodze.

A potem uciekłam.

Nie zatrzymałam się, dopóki nie dotarłam do parku niedaleko siedziby sfory. Płuca miałam ściśnięte, jakby ktoś związał je w supeł.

Osunęłam się na ławkę. Nie mogąc już dłużej tego w sobie trzymać, wrzasnęłam na całe gardło. Nie obchodziło mnie, że ktoś może być na tyle blisko, by mnie usłyszeć. Krzyczałam, aż rozbolało mnie gardło, a oczy zapiekły.

Potem przyszły gwałtowne, brzydkie szlochy, które trzęsły całym moim ciałem. Wciąż ich widziałam, wciąż ich słyszałam. Nie potrafiłam wyrzucić tego dźwięku z głowy.

Moja własna siostra. Moja krew.

Ta zdrada bolała głębiej niż jakakolwiek fizyczna rana, jaką kiedykolwiek mi zadała. A było ich wiele.

Nie wiem, jak długo tam siedziałam, ale niebo pociemniało, kiedy w końcu podniosłam się na drżących nogach i ruszyłam z powrotem do siedziby sfory.

– Popatrzcie na dziewczynę bez wilka!

– Ktoś tu płakał.

– Ooo, co się stało? Chłopak wreszcie zrozumiał, czym jesteś?

Zignorowałam szepty i śmiechy, które ciągnęły się za mną, gdy szłam korytarzami siedziby sfory, z oczami wciąż czerwonymi i opuchniętymi, z twarzą w plamach od płaczu. Nie podnosiłam głowy i próbowałam dotrzeć do swojego pokoju.

– Adriana!

Głos ojca huknął po całym domu. Wzdrygnęłam się.

– Adriana! Kawa! Mój gabinet! Natychmiast!

Oczywiście, że czegoś ode mnie potrzebował. Nie „wszystkiego najlepszego”. Nie „wszystko w porządku?”. Tylko rozkazy.

Zmieniłam kierunek w stronę kuchni, a nogi miałam jak z ołowiu.

Przygotowywałam kawę, dłonie lekko mi drżały, kiedy usłyszałam ruch za plecami. Wiedziałam, że to ona, bo codziennie używała tych samych, odpychających perfum.

– No proszę, proszę. Ależ wyglądasz żałośnie.

Lisa stała w drzwiach, z tym samym okrutnym uśmiechem na twarzy.

– Naprawdę myślałaś, że płacz cokolwiek zmieni? – podeszła bliżej. – Wiesz, jaka jest między nami różnica, Adriana? Jestem od ciebie lepsza pod każdym względem. Ładniejsza. Silniejsza. I najwyraźniej lepsza w łóżku.

Zaśmiała się z własnego żartu.

Oparłam dłonie o blat i zamknęłam oczy. Nie miałam na nią czasu. – Lisa, proszę…

– Proszę co? – ruszyła szybciej, niż zdołałam śledzić, i nagle stała tuż przede mną. – Jesteś nikim. Zawsze byłaś nikim. A teraz Landon też to wie.

Odsunęłam się od niej i podniosłam tacę z kawą i filiżankami. Poszła za mną. Nie zauważyłam na czas jej ręki. Dopiero gdy uderzyła z całej siły. Syknęłam, kiedy wrząca kawa rozlała się wszędzie. Taca z brzękiem spadła na podłogę. Gorący płyn chlusnął na moją dłoń i spłynął po nodze, parząc przez dżinsy. Odłamki ceramiki wbiły mi się w dłoń, gdy instynktownie próbowałam złapać spadające filiżanki.

Krzyknęłam.

Następny Rozdział