Rozdział 2 Dziewczyna bez wilka

ADRIANA

Ból był oślepiający. Miałam wrażenie, że dłoń stoi w ogniu, a skóra już pokrywa się pęcherzami. Noga pulsowała tam, gdzie kawa przesiąkła przez materiał. Na podłodze krew mieszała się z kawą, w miejscu, w którym rozbita ceramika rozcięła mi dłoń aż do żywego.

– Ups. – Lisa się uśmiechnęła. – Ręka mi się omsknęła.

Odwróciła się i wyszła, a jej śmiech niósł się echem za nią.

Trzęsłam się, wpatrując się w poparzoną dłoń, z której krew równym strumieniem kapała na białe płytki. Ten ból był niczym w porównaniu z tym, co czułam w mieszkaniu Landona, a jednak jakoś to było jak ostatnia kropla. Fizyczny ból nałożony na emocjonalną ruinę.

Wszystko boli. Wszystko.

Zataczając się, podeszłam do zlewu, odkręciłam kran i wepchnęłam poparzoną, poranioną dłoń pod zimną wodę.

Wpatrywałam się w okno, a obraz rozmazywały mi łzy i ból. Wolną ręką chwyciłam naszyjnik na szyi – jedyną pamiątkę po mamie, odkąd ojciec spalił wszystko, co do niej należało, w chwili gdy umarła.

– Chciałabym, żebyś tu była, mamo – wyszeptałam przez łzy. – Nie traktowaliby mnie tak. Nienawidzę być sama.

Słowa ledwo przeszły mi przez gulę w gardle. Dłoń wciąż krwawiła do zlewu, a ślady oparzeń były wściekle czerwone.

– Nie jesteś sama.

Odwróciłam się gwałtownie, szukając wzrokiem, kto stoi za mną, ale kuchnia była pusta.

Zamrugałam i dalej tępo wpatrywałam się w dłoń pod bieżącą wodą. Może traciłam rozum. Albo ból sprawiał, że słyszałam rzeczy.

– Mam na imię Yara.

Zastygłam, a serce zaczęło bić szybciej. Głos był miękki, kobiecy i zdawał się dochodzić z… wnętrza mojej głowy?

– Kim jesteś? – zapytałam w końcu drżącym głosem.

– Jestem twoją wilczycą, głuptasie.

Wilczyca. Moja wilczyca. Po trzech latach czekania, po wyśmiewaniu i upokorzeniach, po tym, jak straciłam nadzieję—

Westchnęłam. Jaką idiotkę Lisa miała mnie za, żeby robić taki numer? To musiała być kolejna z jej okrutnych gierek.

– Lisa nie jest na tyle bystra, żeby to ogarnąć. Naprawdę jestem twoją wilczycą.

– Aha. To udowodnij.

– Spójrz na swoją dłoń.

Wyjęłam dłoń spod wody i wpatrzyłam się w nią.

Opadła mi szczęka. Oparzenia… znikały. Pęcherze się wygładzały. Głębokie rozcięcia na dłoni zasklepiały się same, a krwawienie ustało. W ciągu kilku sekund dłoń wyglądała prawie normalnie, tylko lekko różowa tam, gdzie uszkodzenia były najgorsze.

– J-jak ty to zrobiłaś?

Zachichotała, a ten dźwięk był w mojej głowie ciepły.

– Jestem trochę wyjątkowa. Słuchaj, nie mam dużo czasu na rozmowę, ale muszę ci to powiedzieć. Nie możesz nikomu o mnie mówić.

Zmarszczyłam brwi, wciąż z niedowierzaniem wpatrując się w wyleczoną dłoń. Po trzech latach pustki wreszcie miałam swoją wilczycę.

– Co? Co ty mówisz?

– Mówię, że musisz to zachować dla siebie. Po prostu idź za głosem serca, a później wszystko ci wyjaśnię.

– Co? Nie, wyjaśnij teraz. Halo?

Cisza.

– Halo?!

Strażnik przeszedł obok kuchennych drzwi i nagle przypomniałam sobie, po co w ogóle tu byłam.

Szybko chwyciłam nowe kubki i przygotowałam kolejną kawę, a w głowie miałam kompletny mętlik. Miałam wilczycę. Miałam Yarę. Teraz wszystko mogło się zmienić. Może—

Ustawiłam kubki z kawą na tacy i niemal pobiegłam do gabinetu. Stanęłam przed drzwiami, przygotowując się do wejścia i zastanawiając się, jak ukryję Yarę, żeby ojciec jej nie wyczuł. Był Alfą, wiedział wszystko.

Głosy dobiegające z wnętrza sprawiły, że przystanęłam.

„Ale on jest Królem Lykanów”. W głosie mojego ojca brzmiał autorytet, jakim zdawali się dysponować tylko alfy.

„Tym bardziej powinniśmy mu zaoferować Adrianę” — dodała Lisa.

Zaoferować Adrianę? Mnie?

Stałam tam, wsłuchując się uważnie, jak decydują o mojej przyszłości, jakby to od nich zależało. Nerwowo ścisnęłam tacę, pilnując, żeby nie wydać żadnego dźwięku.

„A-ale Lisa, nie sądzę, żeby to był dobry układ” — wyjąkał Landon.

„Co masz na myśli?” Potrafiłam sobie wyobrazić ten brzydki grymas na jej twarzy.

„To znaczy… słyszałem różne rzeczy. Król Lykanów… jest okrutny dla kobiet. Mój brat mówi, że widział go co noc z inną. Wykorzystuje je i wyrzuca jak śmieci. Niektórych już nigdy więcej nikt nie widzi”.

„Bzdura. To tylko plotki” — prychnęła Lisa.

„Mój brat pracuje na granicy, Lisa. Widzi różne rzeczy. Słyszy różne rzeczy. Król Lykanów jest niebezpieczny”.

Nawet nie wiedziałam, komu wierzyć. Nikt nigdy nie był na ziemiach Lykanów, bo było to zakazane. Wilki i Lykany nie miały ze sobą nic wspólnego poza granicą.

„No i co z tego, jeśli to prawda?” Głos Lisy był lodowaty. „Ona jest bezwilcza. Jest słaba. Jest wstydem dla tej watahy. A przynajmniej w ten sposób ojciec dostanie swój traktat, a my się jej pozbędziemy. Idealnie”.

A więc o to chodziło w spotkaniu, które Lisa chciała urządzić. Planowali mnie sprzedać Królowi Lykanów. Uprzykrzanie mi życia im nie wystarczało — chcieli, żebym zniknęła na dobre. Żebym została wykorzystana i odrzucona przez potwora.

Wiedziałam, że Lisa mnie nienawidzi i zrobi wszystko, żeby zobaczyć, jak cierpię. Na Landona też nie pokładałam wielkiej nadziei, bo był tchórzem i zdrajcą.

Jedyną osobą, na którą mogłam jeszcze liczyć, był mój ojciec. Choć odsunął mnie od siebie, gdy tylko zmarła moja matka, wciąż byłam jego córką i miałam nadzieję, że sam ten fakt uchroni mnie przed nikczemnym planem Lisy.

W pokoju zapadła cisza, a ja przygryzłam wargę, czekając, aż ktoś coś powie.

Im dłużej tam stałam, tym bardziej piekły mnie oczy. Wdzierało się we mnie zrozumienie, że tata nigdy nie powie Lisie „nie”.

„Ale kogo obchodzi, że jest niebezpieczny? To ona będzie musiała sobie z nim radzić. Tato, dla nas liczy się tylko to, że będziemy mogli mieć z nimi relacje. Czy to nie byłoby dla nas dobre?”

Mężczyzna, którego nazywałam ojcem, westchnął.

„Tak, byłoby, ale myślę, że są inne sposoby, żeby zawrzeć z nimi pokój”.

Lisa uderzyła dłonią w stół.

„Nie! Nie ma innego sposobu. Najlepszym jest dopilnować, żeby za niego wyszła — wtedy pomyśli, że oddałeś mu swoją najcenniejszą własność. Naprawdę potrzebujesz, żeby podpisał traktat. Inaczej nigdy nie będzie pokoju”.

Więc chciała, żebym była ofiarnym barankiem i żebym została wysłana do obcej krainy, by poślubić mężczyznę, który krzywdzi kobiety dla rozrywki?

Nie. Nie było mowy. Mój ojciec nie mógł się na to zgodzić.

Usłyszałam kolejne westchnienie i serce mi opadło.

„Dobrze. Ale to ty przekażesz jej tę wiadomość”.

Taca omal nie wypadła mi z rąk. Stałam tam w zupełnym osłupieniu, powtarzając te słowa w myślach raz za razem. Właśnie się zgodził.

Łzy napłynęły mi do oczu, jakby ktoś je przywołał, a w sercu poczułam tępy ból zdrady. Ludzie, o których myślałam, że będą przy mnie, byli tymi, którzy knuli mój upadek.

Cicho cofnęłam się od drzwi i pobiegłam.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział