Rozdział 5 Ona jest zdrajcą
ADRIANA
Elijah. Jego imię brzmiało ładnie. Pasowało do niego.
Odchrząknął, wyrywając mnie z zamyślenia. Podniosłam wzrok, a on wskazał na moją nogę.
— Jest mocno posiniaczona. Chyba zwichnęłaś kostkę. Dlaczego w ogóle te wilki cię goniły? Co się dzieje?
Otworzyłam usta, ale przemknęła mi przez głowę jedna myśl. Miałam właśnie wygadać swoje sekrety kompletnemu nieznajomemu, który pewnie współpracował z Lisą. W tej chwili nie ufałam nikomu.
— To nie twoja sprawa. — Opuściłam nogawkę spodni i spróbowałam odejść, teraz już świadoma swojego położenia, ale to nic nie dało, bo ból wciąż był tam, przez co osunęłam się z powrotem na podłogę.
Zanim zdążyłam spróbować ruszyć się ponownie, poczułam dłoń na swojej talii i pod nogami.
— Pozwól, że ci pomogę. — Nie czekając na odpowiedź, podniósł mnie i mocno przytrzymał w ramionach.
Był taki wielki, że od razu poczułam się bezpiecznie. Jakbym była niesiona przez wielkiego, silnego misia.
W innych okolicznościach nie miałabym nic przeciwko, ale teraz nawet nie wiedziałam, kim jest ten mężczyzna. A po tym, co stało się z Lisą, nie byłam pewna, co myśleć.
Wiedziałam, że ona tak po prostu nie odpuści. Taka już była. Chciałaby mnie jeszcze trochę pomęczyć.
— White Crescent, co? — Moja głowa odskoczyła w jego stronę tak szybko, że aż mną wstrząsnęło. — Co? Czuję to na tobie. Zabierzmy cię do domu. Las jest zbyt niebezpieczny dla takiej małej dziewczynki jak ty.
Do domu? Nie!
Uciekałam z domu, a ten ktoś, kimkolwiek, do cholery, był, zabierał mnie z powrotem. Nie pozwolę na to.
— Nie! Nie! Puść mnie! Halo?! — Moje krzyki trafiły w próżnię. Po prostu szedł dalej w kierunku, z którego uciekłam zaledwie kilka godzin wcześniej.
Nieważne, jak bardzo kopałam i szarpałam się, nie chciał mnie wypuścić.
— Puść mnie natychmiast!
Roześmiał się. Wyglądało na to, że sprawia mu to przyjemność.
Boże, czemu ja zawsze muszę wpadać w takie sytuacje?
Usłyszałam kroki, ale nie przywiązałam do tego wagi, bo on był tutaj i kimkolwiek był, był niebezpieczny.
Zatrzymał się na moment, wziął głęboki oddech, zacieśnił uścisk i odchrząknął.
— Nie musisz się bać powrotu. Nie martw się, idą po ciebie. Fajnie, co?
Słyszałam uśmiech w jego słowach i miałam ochotę go uderzyć. Tyle że to i tak nie zrobiłoby mu krzywdy, a nie chciałam go wkurzać, biorąc pod uwagę, jaki był wielki. Ale jak on mógł się uśmiechać w takiej chwili?!
Moje życie wisi na włosku!
Cholera, nie podobało mi się to uczucie, które ścisnęło mnie w dołku. Coś złego miało się wydarzyć i czułam to.
Postawił mnie na podłodze, gdy zbliżyły się kolejne kroki. Czy Lisa wróciła, żeby przyprowadzić więcej ludzi do walki z nim?
Kiedy staliśmy i czekaliśmy na tego, kto się do nas zbliżał, rzuciłam na niego szybkie spojrzenie.
Nigdy nie widziałam nikogo tak zrelaksowanego, kiedy sprawy ewidentnie zmierzały ku katastrofie. Miał kamienną twarz i patrzył przed siebie, jakby samą siłą umysłu mógł rozproszyć cokolwiek, co nadchodziło.
Kostka pulsowała bólem, choć to było najmniejszym z moich zmartwień...
— To oni! — Podniosłam wzrok i zobaczyłam Lisę, jak wskazuje prosto na nas oboje.
Nie, nie poszła po więcej ludzi. Przyprowadziła mojego ojca, Landona, i więcej strażników. Ta pieprzona suka naprawdę miała tupet.
Wyraz jej twarzy sprawił, że żołądek opadł mi aż do samego dołka.
– Stań za mną, wszystko w porządku. – Elijah popchnął mnie za siebie, ale nie musiał mnie chronić; to była moja rodzina. A przynajmniej tak mi się wydawało.
– O czym ty mówisz, Lisa?
Podeszła i stanęła obok mojego ojca, po czym ujęła go za rękę.
– Tato, to ten wyrzutek, od którego ona wyciągała sekrety i z którym miała romans. Mówiłam ci, że nie możemy jej ufać.
Zamarłam z rozdziawionymi ustami, słuchając, jak bez wahania sypie kłamstwami.
Ojciec jej nie uwierzy, ani Landon. Znali mnie zbyt dobrze, żeby uwierzyć w tak głupie kłamstwo.
– Tato, nie wierz w te bzdury. Wiesz przecież, prawda? Wiesz, że nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła? To nie jest to, co myślisz. Mogę wyjaśnić...
– Och, zamknij się, zdrajczyni. Tato, podsłuchałam, jak mówiła, że chce cię im podać na tacy. Powinieneś ją ukarać. Planowała cię zabić.
Zaczynało to brzmieć jak spór – spór o to, komu mój ojciec ma uwierzyć. Patrzył na mnie w milczeniu, a jego wzrok za każdym razem, gdy Lisa się odzywała, uciekał do niej. Nie potrafiłam odczytać, co myśli.
– Tato, musisz uwierzyć w to, co ci mówię. To ona próbowała mnie zabić. Złapała mnie w lesie i przyłożyła mi nóż do gardła. Miała maskę i stała z jakimiś wyrzutkami! Musisz mi uwierzyć. – Nie ruszył się ani o cal, ale jego oczy były utkwione we mnie.
Byłam zdesperowana, tak rozpaczliwie potrzebowałam, żeby ktoś wystąpił i coś powiedział. Po tym, jak patrzył mój ojciec, było jasne, że bez wahania stanie po stronie Lisy, a kiedy to się stanie, będę skończona.
– Słuchajcie, nazywam się Elijah i jestem...
– Proszę, proszę, nie teraz. Jesteś w samym centrum tego bałaganu, a nawet ja nie wiem, kim jesteś. Po prostu bądź cicho, ja się tym zajmę.
Był świadkiem, ale nie był dobrym świadkiem – był jedyną przyczyną tego wszystkiego. Gdyby nie przyszedł, Lisa by mnie zabiła i gdzieś porzuciła moje ciało, a mój ojciec nigdy by się nie dowiedział o mojej śmierci. Myślałby, że naprawdę uciekłam.
A może to wcale nie byłoby takie złe. Przynajmniej byłabym z mamą znowu i nie musiałabym użerać się z Lisą.
Zrobiłam krok do przodu.
– Tato, ja...
Landon podszedł do mnie, spojrzał mi prosto w oczy i spoliczkował mnie. Prawie straciłam równowagę, ale to dezorientacja najbardziej mnie oszołomiła.
Landon mnie uderzył?
– Ty brudna dziwko, zdradzałaś mnie przez cały ten czas?
Otworzyłam usta, żeby wyjaśnić, ale nie wydobyły się ze mnie słowa. Jeśli ktoś miałby stanąć po stronie Lisy, nigdy bym nie pomyślała, że będzie to Landon, bo sądziłam, że zna mnie lepiej.
Kiedy patrzyłam na niego z oczami pełnymi łez, widziałam w nim wściekłość, gdy mierzył mnie wzrokiem z góry. Nie płakałam dlatego, że Landon mnie uderzył, tylko dlatego, że mi nie uwierzył.
– Złamałaś tabu i zostaniesz za to ukarana.
– Czekaj, Landon. – Próbowałam chwycić go za koszulę, ale mnie odepchnął. – Landon, musisz mnie posłuchać.
Nie miało to sensu – odwrócił się do mnie plecami. Jeśli szybko czegoś nie zrobię, zabiją mnie.
– Elijah. – Zaciągnęłam go w kąt. – Musisz im powiedzieć, co się stało. Nie pomijaj żadnych szczegółów, proszę. Jeśli nic nie powiesz, mój ojciec każe mnie zabić.
Spojrzał na mojego ojca, potem na mnie i skinął głową.
