Rozdział 1 Soczyste zdjęcie

ALICE

Przed tym absolutnie okropnym, gównianym, beznadziejnym dniem miałam wszystko.

Przystojnego i kochającego narzeczonego. Najlepszą przyjaciółkę, którą znałam całe życie i która zrobiłaby dla mnie wszystko. Świetne stanowisko w jednej z najlepszych firm w kraju. Wspierającą rodzinę, która trzymała się przy mnie bez względu na wszystko.

A teraz? To wszystko się skończyło.

Wszystko zaczęło się od imprezy sylwestrowej, którą nasza firma, Hawthorne Group, organizowała w Sylwestra. To było wydarzenie, na które w ogóle nie powinnam była iść, ale moja najlepsza przyjaciółka, Emma Barkley, która pracowała w tej samej firmie co ja i tak naprawdę zorganizowała to wszystko, przekonała mnie, żebym do niej dołączyła.

Wciąż pamiętałam jej błagania na kilka dni przed imprezą. „No weź, Alice! Będzie super!”

„Nie, nie sądzę, żeby to w ogóle było super” — sprzeciwiłam się, krzyżując ręce na piersi. — „Co niby ma być fajnego w spędzaniu Sylwestra w firmowym klimacie? To ma być nasza przerwa od pracy!”

Złożyła dłonie jak do modlitwy i zatrzepotała rzęsami. „No tak, ale nie lecisz do Maryland, żeby zobaczyć się z rodziną, a Benjamin wciąż jest za granicą. Co innego masz w planach?”

„Mogę dosłownie zostać w domu, Ems. Nie muszę nigdzie wychodzić w Sylwestra”.

Zostanie w domu byłoby dla mnie o wiele lepszą opcją. Spędzanie niepotrzebnego, niepłatnego czasu blisko mojego szefa, Theodore’a Linden-Hawthorne’a, przyprawiało mnie o ciarki. Żałuję, że nie posłuchałam tego instynktu.

Nie byłabym teraz tam, gdzie jestem, gdybym go posłuchała.

Mój szef był przysłowiowym wrzodem na tyłku — i mówię to z możliwie największym brakiem szacunku. Kiedyś pracowałam dla jego ojca, to znaczy dla Theodore’a Hawthorne’a seniora, i był najmilszym człowiekiem na świecie. W ciągu roku awansował mnie z młodszej asystentki na asystentkę zarządu i teraz zarabiałam więcej, niż kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć.

Ale pan Hawthorne zmarł sześć miesięcy temu, a jego najstarszy syn, Theodore Linden-Hawthorne, przejął firmę.

I od tamtej pory żyłam w piekle na ziemi.

Emma chciała, żebym spędzała dodatkowy czas w towarzystwie tego diabła?

A skąd. Nie. Nie ma mowy, do cholery.

„No tak, ale twoja najlepsza przyjaciółka na całym świecie prosi cię, żebyś przyszła z nią, żeby nie musiała sama stawić czoła imprezie, którą organizuje” — oznajmiła, ujmując moją dłoń i ściskając mocno. — „Och, proszę, Alice. Zrobisz to dla mnie? Proszę. To jedyna rzecz, o którą kiedykolwiek cię poproszę!”

Uległam dwa dni przed imprezą. Emma prosiła tak ładnie, a poza tym mogłam to zrobić dla najlepszej przyjaciółki.

To właśnie powtarzałam sobie nawet wtedy, gdy przechodziłam przez drzwi sali, ubrana w białą sukienkę do kolan, z rozkloszowanym dołem i dekoltem halter.

Dobry wybór jak na taką profesjonalną okazję.

Włosy miałam upięte, a w uszach diamentowe kolczyki, które mój narzeczony, Benjamin, podarował mi na Boże Narodzenie — wtedy widzieliśmy się ostatnio. Zobaczyłam Emmę po drugiej stronie sali; pomachała do mnie. Ruszyłam w jej stronę, patrząc tylko na jej twarz, ale ktoś wszedł mi prosto przed oczy, zasłaniając mi widok.

Oczywiście był to sam diabeł.

Theodore Linden-Hawthorne. Ubrany w biały garnitur Armaniego, który pewnie kosztował fortunę. Ciemne włosy miał zaczesane do tyłu, a wyraz jego wyrzeźbionej twarzy był tak ostry, że mógłby ciąć szkło.

Obrzucił mnie spojrzeniem od góry do dołu, przez które poczułam się nie na miejscu, choć wiedziałam, że wyglądam zabójczo, i musiałam się uśmiechnąć oraz przywitać z nim uprzejmie. „Panie Linden-Hawthorne”.

„Panno Rhodes” — powiedział swoim zwyczajowym, oschłym tonem, po czym jego lodowate, niebieskie oczy znów wróciły na moją twarz. — „Widzę, że jednak pani przyszła”.

To stwierdzenie sprawiło, że zamarłam, więc szybko dodał: „To nie egzamin, panno Rhodes. To była tylko obserwacja. Pani nazwiska nie było na ostatecznej liście zaproszeń, którą otrzymałem”.

„Ja… tak. Zdecydowałam się przyjść w ostatniej chwili”.

„W ostatniej chwili” — powtórzył. — „Jakby to był dodatek po namyśle”.

Zauważyłam kieliszek szampana w jego dłoni i zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest pijany, bo dlaczego w ogóle mówi do mnie w ten sposób?

„Zdaje sobie pani sprawę, że wielu ludzi dałoby się zabić, żeby znaleźć się na tej liście?” — ciągnął, po czym upił łyk szampana. — „A dla pani to był pomysł do wyrzucenia. Jakże… stosowne.”

Zacisnęłam mocniej palce na kopertówce. Emma obserwowała z pewnej odległości, z lekko rozszerzonymi oczami.

– Nie jestem pewna, co pan ma na myśli, proszę pana.

– To, co mam na myśli – powiedział, po czym zrobił krok w moją stronę – to że wyglądasz, jakbyś wolała być gdzie indziej, a to nie jest dobry wizerunek dla firmy. Chcę widzieć uśmiech na tej twarzy, panno Rhodes. Zrozumiano?

Wpatrywałam się w niego w odpowiedzi, zastanawiając się, czy nie postradałam zmysłów. Przełknął resztę drinka, a potem natychmiast się ode mnie odwrócił. Ruszyłam w stronę Emmy, która od razu zapytała:

– Eee… o co mu chodziło?

– Odwaliło mu – wyrzuciłam z siebie, zanim obejrzałam się przez ramię.

Oczywiście patrzył na mnie, choć stał pośród dużej grupy ludzi. Wykonał rękami gest, żebym się uśmiechnęła, a ja gwałtownie odwróciłam wzrok, bo nie ufałam sobie, że zdołam zachować kamienną twarz.

– Widzisz? Jego marzeniem jest znaleźć pretekst, żeby mnie zwolnić! Nie wiem, czy to w ogóle taki dobry pomysł, Emma. Może ja po prostu…

Szybko chwyciła mnie za ramię.

– Nie! Oczywiście, że nie. Musisz postawić na swoim, Alice! Nie możesz pozwolić mu wejść sobie na głowę. Pamiętasz, jak ciężko walczyłaś o to stanowisko. Zasługujesz, żeby tu być, dlatego jeszcze cię nie zwolnił. Wie, że jesteś najlepszą asystentką zarządu w całym kraju!

– Nie wiem, Emma – westchnęłam. – Ja po prostu… nie wiem.

Pogładziła mnie po ramieniu i wbiła we mnie uważne spojrzenie.

– Będzie dobrze. Wiem, czemu jesteś zdenerwowana. Tęsknisz za Benjaminem, prawda?

Uśmiechnęłam się na jej słowa, spychając interakcję z szefem na sam tył głowy.

– Tak. Tęsknię. Naprawdę mi go brakuje.

Nie było go już od około tygodnia i miał wrócić w pierwszym tygodniu stycznia. Ale odkąd jesteśmy razem od dwóch lat, nigdy nie byliśmy z dala od siebie tak długo.

– Napijesz się? – zapytała Emma, mrugając i chwytając mnie za rękę. – Bo ja na pewno potrzebuję.

– Nie – powiedziałam szybko, wbijając obcasy w marmurową posadzkę lobby biurowca. – Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.

– Dlaczego? Wszyscy piją. Wyluzuj.

Pić, będąc w tym samym pomieszczeniu co pan Linden-Hawthorne? Nie, dziękuję. Tyle że Emma mnie nie słuchała. Nigdy nie słuchała. Zaciągnęła mnie do długiego stołu w rogu, gdzie stał rząd napełnionych kieliszków szampana, i podała mi jeden.

– Tylko jeden. Proszę. Daj, wezmę to od ciebie. – Zabrała mi kopertówkę i zmusiła, żebym trzymała kieliszek obiema rękami. – Spokojnie. Łyk. No właśnie. Tylko jeden drink. Tyle ci potrzeba, żeby… o, dobry wieczór, panie Landon!

Przemknęła obok mnie, żeby przywitać dyrektora operacyjnego firmy, a ja skupiłam się na tym, by wziąć kolejny łyk musującego szampana. Podniosłam wzrok i nagle zobaczyłam pana Linden-Hawthorne’a, który patrzył prosto na mnie, i na moment znieruchomiałam, niepewna, co mam zrobić. Za plecami słyszałam, jak Emma rozmawia z naszym COO, a z jakiegoś powodu nie potrafiłam oderwać oczu od mojego doprowadzającego mnie do szału szefa.

Może chciałam mu pokazać, że mnie nie onieśmiela. A może po prostu chciałam, żeby dobrze przyjrzał się mojej twarzy i zobaczył, że się nie uśmiecham.

Emma wróciła do mnie i podała mi kopertówkę.

– Przepraszam. Nie zauważyłam, że ją mam.

– Nic nie szkodzi – zapewniłam, odbierając ją.

– Czułam, jak wibruje ci telefon. Chyba dostałaś SMS-a czy coś. – Mrugnęła. – Może od Benjamina.

– Tak. Może.

– Powinnaś mu wysłać selfie – zaproponowała, sięgając po kieliszek szampana dla siebie. – Niech zobaczy, jak świetnie wyglądasz. Wiesz, o co mi chodzi.

Uśmiechnęłam się pod nosem, doskonale wiedząc, co ma na myśli, i poszłam do łazienki.

Zamknęłam się w kabinie; po kieliszku szampana czułam się o wiele lepiej. Zrobiłam selfie, unosząc telefon. Potem uniosłam rąbek sukienki, odsunęłam koronkowe majtki na bok i wystawiłam język, po czym wysłałam mu zdjęcia SMS-em. Wysłałam też wiadomość:

Wiem, że umierasz z tęsknoty za odrobiną tego. xo

To powinno wynagrodzić nam tę odległość.

Zadowolona wyszłam z łazienki, czując się znacznie lepiej. Złapałam kontakt wzrokowy z Emmą, a ona skinęła na mnie, żebym podeszła.

Przydałby mi się kolejny kieliszek szampana – zdecydowałam, idąc w jej stronę, już w lepszym nastroju.

Co złego mogłoby się stać?

Następny Rozdział