Rozdział 110

Głos Nory zabrzmiał zaskoczeniem i nutą zazdrości.

– To musi być przynajmniej z dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć róż! Coś takiego to ja tylko w romansach widziałam, nigdy na żywo.

– O rany, ale gest! To od pana Thompsona? – ktoś dopytał.

Gwar współpracowników narastał, a urywki rozmów docier...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie