3

Rozdział 3 – Chicago

„Seante!” Rozpoznałam jej zapach, gdy tylko otworzyłam drzwi i zobaczyłam wilczycę siedzącą na mojej sofie. Seante była nie tylko moją nauczycielką muzyki, kiedy dorastałam, ale stała się dobrą przyjaciółką rodziny przez ostatnie dziewięć lat.

„Cześć kochana. Mam dla ciebie wspaniałe wieści.” Wyłączyła telewizor i przytuliła mnie.

„Uwielbiam dobre wieści.”

„Pojawiło się nagłe miejsce na warsztaty w Chicago, ktoś musiał odwołać, i udało mi się cię wcisnąć!” Powiedziała podekscytowana.

„Serio?” Prawie podskoczyłam z radości.

„Oczywiście!” Zaśmiała się.

„O Bogini! Dziękuję! Dziękuję Seante, jesteś aniołem.” Przytuliłam ją. „Nie mogę uwierzyć, że w końcu spotkam Herr Richarta. Muszę zarezerwować lot i spakować się.”

„Już zarezerwowałam lot i załatwiłam wszystko. Wylatujemy z Heathrow jutro w południe.”

„Wspaniale! Czekaj, lecisz ze mną?”

„Oczywiście. Obiecałam twojej mamie.” Uśmiechnęła się. „Masz dziś koncert?”

„Tak. Wieczorem poinformuję orkiestrę o mojej nieobecności przez tydzień. Jadłaś coś? Kupiłam rybę z frytkami.” Zaoferowałam.

„Dziękuję, jadłam przed przyjściem. Jeśli nie masz nic przeciwko, po prostu zdrzemnę się przed wieczornym koncertem.”

„Drzemka brzmi świetnie. Chcesz wyjść na kolację po koncercie, czy powinniśmy coś zamówić?” Zapytałam.

„Może zamówimy coś na wynos z pubu za rogiem. Jest niedziela, powinni mieć pieczeń w menu. Uwielbiam brytyjską pieczeń z Yorkshire pudding.”

„Zadzwonię i zamówię po koncercie.” Powiedziałam jej. Każdy szanujący się pub w Londynie ma tradycyjną niedzielną pieczeń w menu.

Seante udała się do jednego z pokoi gościnnych w moim mieszkaniu. To był jej drugi raz tutaj i ostatnio dałam jej kod do zamka. Jest w niej coś bardzo łagodnego i życzliwego, co zawsze sprawia, że czuję się swobodnie. Jej obecność sprawiała, że tęsknota za domem była trochę mniejsza.

Seante jest samotną wilczycą po czterdziestce. Mieszkała sama w Atenach, ucząc muzyki, kiedy moja babcia ją odkryła. Od tamtej pory jest z naszym stadem. Ma blond włosy, piwne oczy, delikatny uśmiech i drobną sylwetkę. Zawsze dziwi mnie, że pozostaje bez partnera, biorąc pod uwagę, jaka jest piękna.

Usiadłam przy stole w jadalni, żeby zjeść rybę z frytkami, póki były jeszcze ciepłe i chrupiące. Filety z dorsza były ogromne i łatwo mogłyby nakarmić dwie lub trzy osoby. Rozdarłam jeden na pół i zaczęłam ślinić się na dźwięk chrupiącej panierki. Białe, miękkie mięso było świeże i pyszne. Wzięłam mały, drewniany widelec z dwoma zębami i nadziałam na niego grubą frytkę. Nigdy nie byłam fanką zielonego groszku, ale tradycyjna porcja rozgniecionego groszku, którą podają z rybą i frytkami, jest zaskakująco dobra, gdy maczasz w niej frytki. Za pierwszym razem, gdy zobaczyłam rozgnieciony groszek, pomyślałam, że to guacamole.

Skończyłam jeść i postanowiłam zacząć się pakować do Chicago. Sprawdziłam pogodę w Chicago o tej porze roku i jest podobna do tej w Londynie. Z prawie spakowaną walizką, postanowiłam też zdrzemnąć się przed wieczornym koncertem.

Kilka godzin później byłam ubrana w moją czarną aksamitną suknię koncertową, z koroną z moich gęstych, czarnych włosów spiętych do tyłu. Nałożyłam trochę czarnego eyelinera i tuszu do rzęs wokół moich niebieskich oczu, żeby naprawdę je podkreślić. Następnie zakończyłam makijaż różem i szminką w kolorze merlot. Wyszłam z pokoju, aby znaleźć gotową i czekającą Seante.

„Cassi, wyglądasz wspaniale.” Powiedziała do mnie z dumą w oczach.

„Dziękuję. Taksówka powinna przyjechać za pięć minut.”

„Czy powinniśmy zabrać parasol?” Zapytała.

„To Londyn. Zawsze powinnaś mieć parasol.” Zaśmiałam się.

Dotarłyśmy do sali koncertowej, a Seante poszła znaleźć swoje miejsce na koncert. Ja znalazłam menedżerkę orkiestry i poinformowałam ją, że jutro wyjeżdżam na warsztaty do Chicago. Pogratulowała mi i powiedziała, że na czas mojej nieobecności zastąpi mnie ktoś inny.

Po zakończeniu koncertu niektórzy widzowie czekali, aby spotkać się i porozmawiać z dyrygentem oraz członkami orkiestry. Wyłapałam delikatny zapach innego wilka, ale nie mogłam go zidentyfikować w tłumie ludzi. Wiedziałam, że mnie nie wyczują, ponieważ piłam herbatę evvie, aby zamaskować mój zapach, ale Seante mogła. Czułam ją tego wieczoru.

„Gdzie jesteś?” Połączyłam się myślami z Seante.

„Jestem w damskiej toalecie.” Odpowiedziała.

„Wyczuwam tu innego wilka. Spotkamy się w głównym holu i złapiemy taksówkę do domu.” Powiedziałam jej, zakładając kurtkę i wychodząc do holu.

Poprosiłam taksówkarza, aby wysadził nas przy rogu pubu i odebrałyśmy specjalne niedzielne pieczenie, które zamówiłam. Gdy dotarłyśmy do drzwi wejściowych mojego budynku, zaczęło lekko padać. Byłam w Londynie nieco ponad miesiąc i wciąż nie przyzwyczaiłam się do jazdy metrem. Mój budynek znajdował się tuż obok stacji Temple i znałam linię okrężną w strefie pierwszej, ale mieszkałam tak blisko wszystkiego, że zazwyczaj chodziłam pieszo.

Następnego ranka obudził mnie zapach smażonego bekonu, a Seante gotowała w kuchni.

„Dzień dobry. Wygląda na to, że w końcu będzie słoneczny dzień w Londynie, a my wyjeżdżamy.” Zaśmiała się.

„Mam nadzieję, że będziesz miała więcej czasu na zwiedzanie Chicago niż ja. Harmonogram warsztatów jest napięty.” Powiedziałam jej.

„Na pewno będzie wspaniale. Zaparzyłam dodatkową herbatę evvie, więc obie możemy ją wypić. Po wczorajszej nocy też powinnam zamaskować swój zapach, nigdy nie wiadomo, na kogo możemy trafić.”

„Herbata zazwyczaj maskuje mój zapach na trzy dni, więc musimy zabrać ją ze sobą do Chicago.” Powiedziałam, popijając filiżankę herbaty.

Ostatnim razem, gdy odwiedzała mnie mama, przyniosła suszone zioła evvie w dużych torebkach do zaparzania. Powiedziała, że mogę łatwo nosić kilka saszetek w puszce, w torebce, i będzie to wyglądało jak normalna brytyjska obsesja na punkcie herbaty. Na śniadanie miałyśmy bekon, jajka i tosty. W typowo brytyjskim stylu, również wypiłyśmy herbatę przed dokończeniem przygotowań i zamówieniem taksówki.

Chciałam czuć się komfortowo w samolocie, więc założyłam szarą sukienkę swetrową, czarne rajstopy i szare buty na obcasie. Zostawiłam włosy w luźnych falach i założyłam duże srebrne kolczyki w kształcie kół. Wyjechałam z pokoju z walizką i jednym z moich wiolonczel. Wiolonczela, którą zabierałam, była w twardej walizce podróżnej na kółkach, co ułatwiało jej transport. Przeszłam po mieszkaniu, upewniając się, że wszystko jest wyłączone i zamknięte. Wsiadłyśmy do windy, a zanim drzwi się zamknęły, dołączył do nas Conner.

„Hej Cassi, wyjeżdżasz gdzieś?” Zapytał.

„Tak się składa, że tak. Zwolniło się miejsce na warsztaty w Chicago, więc jednak jadę.” Opowiedziałam mu o warsztatach dwa tygodnie temu, kiedy pierwotnie nie zostałam wybrana.

„Świetnie. Chicago wydaje się być miejscem, gdzie coś się dzieje. Szef naszego działu też jedzie do Chicago, bo w tym tygodniu odbywa się tam duża konwencja oprogramowania zabezpieczającego.” Powiedział nam.

„Brzmi ekscytująco.” Powiedziałam z sarkazmem w głosie, a on się zaśmiał.

„Na jak długo wyjeżdżasz?” Zapytał.

„Około tygodnia.”

„No to koniecznie spróbuj tej cudownej chicagowskiej pizzy na grubym cieście za mnie. Baw się dobrze i do zobaczenia po powrocie.”

„Dzięki, Conner.” Uśmiechnęłam się, gdy wysiedliśmy z windy do holu.

Godzinę później, odprawiliśmy bagaże, a ja zapłaciłam dodatkowo, żeby moja wiolonczela była traktowana z należytą ostrożnością. Czekaliśmy w długiej kolejce do kontroli bezpieczeństwa na lotnisku i musieliśmy okazać paszporty. Kiedy wreszcie przeszliśmy, mieliśmy tylko pół godziny do rozpoczęcia boardingu przy naszej bramce.

„O nie!” Seante powiedziała, grzebiąc w swojej dużej torebce.

„Co się stało?” Zapytałam, gdy nadal wyciągała przedmioty z torby i podawała mi je.

„Zostawiłam herbatki evvie na blacie w kuchni.”

„Chicago to trzecie co do wielkości miasto w USA, nie znajdziemy tam czegoś podobnego?”

„Wiesz, jakie to rzadkie. Wątpię, żeby ktokolwiek w Stanach o tym słyszał. Muszę wrócić i je zabrać. Mogę złapać następny lot.” Powiedziała mi.

„Możemy przełożyć oba nasze miejsca na późniejszy lot. Pójdę z tobą.”

„NIE. Twoja wiolonczela i nasze bagaże będą już na pokładzie, a ty musisz być w hotelu na orientacji dziś wieczorem. Chicago jest sześć godzin za nami, ale bezpośredni lot trwa dziewięć godzin. Ledwo zdążysz dotrzeć do hotelu i zameldować się przed orientacją.”

„Czy na pewno nie mogę się spóźnić? To tylko orientacja.”

„Absolutnie nie. To poważni muzycy, mogą cię wyrzucić z całych warsztatów. Nie, w porządku. Wiem, jak wrócić do mieszkania, dam sobie radę. Nie możemy pozwolić, żebyś była w tym wielkim mieście bez maskowania swojego zapachu. Spóźnię się o kilka godzin, ale dotrę.” Dała mi szybki uścisk i pospiesznie odeszła.

Usiadłam przy bramce, czekając na rozpoczęcie boardingu. Poczułam zapach innego wilka i wyczułam aurę, co oznaczało, że w pobliżu był wilk rangi. Wilki mają zapachy, które są dla nich unikalne, różnią się od ludzkich zapachów. Pozwala nam to rozpoznać innego wilka, niezależnie od jego rangi. Wilk rangi to albo Alfa, Beta, Gamma albo Delta. Ich aura wilka jest silna i pozwala innym wilkom łatwo ich rozróżnić w hierarchii.

Mężczyzna siedzący obok mnie, pochłonięty swoim laptopem, był Deltą. Bardzo niewielu wilków potrafiło ukryć swoją aurę poprzez tłumienie, a ja byłam jednym z nich. To nie tak, że moja wilczyca Cia nie potrafiła sobie poradzić, po prostu nauczyłyśmy się, że nawet najsilniejszy Alfa nie jest niepokonany. Poza tym byłam w ludzkim środowisku. Sięgnęłam do torebki i wyciągnęłam broszurę warsztatów, przeglądając ją ponownie. Wkrótce głos w głośnikach przykuł moją uwagę.

„Dzień dobry, panie i panowie, lot 1805 bezpośredni, bez przesiadek do Chicago, O’Hare International Airport, jest otwarty do boardingu przy bramce A19. W tej chwili prosimy wszystkich posiadaczy biletów pierwszej klasy o podejście do bramki i rozpoczęcie boardingu.”

Spojrzałam na mój bilet i zauważyłam, że Seante zarezerwował nam miejsca w pierwszej klasie. Przerzuciłam torebkę przez ramię i podeszłam do agenta biletowego z paszportem i kartą pokładową. Miałam miejsce w pierwszym rzędzie i zajęłam duże, skórzane, kokono-podobne siedzenie przy oknie. Stewardesa zapytała mnie, co chciałabym do picia, i poprosiłam o colę. Kiedy wróciła z moim napojem, położyła na stoliku menu obiadowe na czas lotu. Była opcja wegetariańska, krewetki z makaronem, stek albo kaczka. Wybrałam kaczkę.

Wilk Delta z laptopem wszedł na pokład i zajął ostatnie miejsce w tylnej części pierwszej klasy. Stewardesa przyniosła mu kieliszek czerwonego wina, zanim zdążył usiąść.

„Witaj, panie Wilder, jak miło pana znowu widzieć.” Przywitała go. Domyśliłam się, że był stałym pasażerem, może podróżował między Chicago a Londynem w interesach.

„Dziękuję, Lora.” Sięgnął po kieliszek wina i przypadkowo rozlał trochę na koszulę.

„Och, bardzo przepraszam, proszę pana.” Powiedziała, podając mu serwetkę.

„Nie ma sprawy, zawsze mogę zmienić koszulę, gdy dotrzemy do Chicago, przed spotkaniem.” Miał gruby brytyjski akcent i brzmiał przyjaźnie, biorąc pod uwagę, że był wilkiem. Większość wilków o wysokim statusie jest zazwyczaj drażliwa lub wybuchowa.

Było prawie dziesięć wieczorem w Londynie, gdy samolot dotarł do Chicago. Jednak w Chicago wciąż było jasno i słonecznie, a aktualna godzina to trzecia trzydzieści po południu. Udało mi się trochę pospać w samolocie, ale obudził mnie ten sam sen, który zawsze zakłócał mój sen.

Wysiadłam jako pierwsza i podążyłam za znakami do karuzeli bagażowej. Ściany lotniska ozdobione były reklamami ikonicznych miejsc do odwiedzenia w wietrznym mieście. Miejsca takie jak Navy Pier, Millennium Park, The River Walk, Lincoln Park Zoo, River Cruises i Adler Planetarium były tylko niektórymi z nich. Adler Planetarium było pierwszym planetarium zbudowanym w Ameryce i to jedno miejsce, które na pewno odwiedzę podczas tej podróży.

Czekałam przy taśmie bagażowej na walizki. Młody mężczyzna przywiózł moją wiolonczelę, a ja ułożyłam obie walizki na wózku bagażowym i postawiłam na nich wiolonczelę. Zobaczyłam wilka Delta z wcześniejszego lotu, jak odbiera swoją walizkę i kieruje się w stronę toalet, zapewne żeby zmienić poplamioną winem koszulę.

Czułam się trochę niespokojna będąc sama w tym dużym, obcym mieście i znalazłam się sięgając do bocznej kieszeni walizki po mój szczęśliwy mały scyzoryk. Zazwyczaj nosiłam go w torebce, ale musiałam go włożyć do bagażu rejestrowanego na czas lotu. Kiedyś należał do mojej mamy i uratował jej życie. Teraz należy do mnie i schowałam go w bucie obok łydki.

Wyjechałam wózkiem na zewnątrz, mając nadzieję znaleźć taksówkę. Hotel i centrum kongresowe znajdują się w samym sercu centrum Chicago, a orientacja zaczyna się za około dwie godziny. Przechodziłam obok strefy taksówek i zobaczyłam kilka limuzyn i samochodów z kierowcami trzymającymi tabliczki. Wtedy zauważyłam rudowłosego kierowcę trzymającego tabliczkę z napisem LaRue Enterprises.

Nie spodziewałam się samochodu, ale Seante to ten, który zarezerwował wszystkie podróże. Moja babcia, Raven LaRue Theodorus, nadal jest dyrektorem generalnym globalnego przedsiębiorstwa moich pradziadków. Pchnęłam wózek w stronę kierowcy, który wyraźnie był wilkiem wysokiej rangi i prawdopodobnie pomysłem mojej babci na ochronę.

„LaRue Enterprises?” Zapytał.

„Tak.” Odpowiedziałam, a on szybko załadował mój bagaż i wiolonczelę do samochodu.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział