Rozdział 7 Rozdział 7
Violet
Jedyna żarówka mrugała w ciemnym pomieszczeniu, a pod nią zobaczyłam kogoś przywiązanego do krzesła. Głowa tego człowieka zwisała bezwładnie, a krew sączyła się po jego ciele, spływała niżej i mieszała z wodą na podłodze.
Pochylał się nad nim mężczyzna – wysoki, ciemnowłosy, cały na czarno. Bez dwóch zdań Elijah Lockwood.
– Kto cię przysłał? – zapytał Elijah, niedbale obracając w dłoni ostry nóż.
Odpowiedzi nie było, więzień nawet nie drgnął, ale sekundę później przenikliwy wrzask rozerwał mu gardło i poniósł się echem po ogromnym pomieszczeniu, gdy zobaczyłam, jak Elijah wciska ostrze w policzek pojmanego. Z rozcięcia wypłynęła strużka krwi.
Natychmiast przykucnęłam za betonowym filarem i wychyliłam się lekko, serce waliło mi jak szalone.
Kiedy krzyk ucichł, przełknęłam ślinę i zastanawiałam się gorączkowo, jak dotrzeć do wyjścia, nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku, ale wtedy znów odezwał się Elijah.
– Do ciebie mówię, mała.
Cholera.
Serce prawie wypadło mi przez usta i zaczęło szarpać się po podłodze jak konająca ryba.
Kolana zrobiły mi się jak z waty i modliłam się do Bogini Księżyca mocniej niż kiedykolwiek, żeby Elijah nie wpakował mi noża w brzuch, zanim w ogóle zdążę cokolwiek powiedzieć.
Powoli uniosłam ręce wysoko w górę, pokazując, że nie mam złych zamiarów, i z ulgą zauważyłam, że stoi obok swojego więźnia, daleko ode mnie.
Nasze spojrzenia się spotkały; jego oczy najpierw się zwęziły, ale zobaczyłam ten dokładny moment, w którym zorientował się, kim jestem.
Ulga rozlała się po mojej piersi i uznałam to za znak, że wszystko pójdzie gładko, lecz sekundę później on znów skupił się na pojmanym, kompletnie mnie ignorując.
Przygotowując się na najgorsze, ostrożnie i powoli ruszyłam w jego stronę.
Elijah Lockwood był jak ściana z czystego mięśnia, a ja pojawiłam się tutaj w najgorszym możliwym momencie.
Bo nie tylko kogoś przetrzymywał. On go torturował.
Z bliska widziałam już wyraźnie liczne cięcia na ciele mężczyzny, a odór krwi stawał się coraz bardziej duszący.
– Dl–dlaczego go ranisz? Puść go! – wyrwało mi się i od razu dotarło do mnie, jak idiotycznie to zabrzmiało.
Elijah rzucił mi rozbawione spojrzenie, przenosząc wzrok ze mnie na więźnia.
W następnej sekundzie chwycił mężczyznę garścią za włosy i uniósł jego głowę w moją stronę.
Z ust wyrwało mi się zduszone westchnienie i odruchowo cofnęłam się o krok – przed nim, przed tym zbuntowanym napastnikiem, którego wczoraj wywlókł żywego z restauracji.
– Przyjrzyj mu się dobrze, dziewczynko. To jest ten, który mógł cię zabić. Nadal chcesz, żebym go wypuścił?
Spojrzałam na posiniaczoną, sino–czarną twarz tamtego, a przed oczami znów stanęły mi sceny chaosu i ataku. Strach powoli pełzł mi po kręgosłupie jak lodowaty robak.
Słowa nie chciały przejść mi przez gardło, więc tylko pokręciłam głową.
– Tak myślałem – rzucił sucho i puścił głowę tamtego, pozwalając jej opaść.
Elijah był tak wysoki i tak szeroki w barach, że przy nim wyglądałam jak kociak stojący naprzeciw wielkiego, złego wilka.
I wszystko w nim wrzeszczało „kłopoty”: od tatuaży, przez napięte mięśnie pod podwiniętymi rękawami, aż po krew rozchlapaną na dłoni.
Tak bardzo skupiłam się na tym, żeby go znaleźć, że w ogóle nie pomyślałam, co mu właściwie powiem, kiedy już mi się uda. Umysł miałam kompletnie pusty.
– Cześć, ja… ja jestem Violet Hayes i chciałam… podziękować za to, że mnie pan dzisiaj uratował.
Wypaliłam to z siebie, a on zmarszczył brwi w lekkim osłupieniu na sekundę, po czym znowu skupił się na łajdaku.
– Kto cię przysłał? – warknął, wycierając zakrwawiony nóż o koszulę tamtego.
– Błagam, puść mnie! – zawył rozpaczliwie, gdy Elijah złapał go za włosy, szarpnął mocno, a przy okazji wbił czubek noża w jedno z rozcięć. Tamten wrzasnął jeszcze raz, aż ciarki przeszły mi po plecach.
Zadrżałam i cofnęłam się o krok, kiedy głowa łotra bezwładnie opadła na bok.
Elijah odwrócił się wtedy do mnie i uniósł brew, jakby się pytał, czemu wciąż tu stoję, zamiast brać nogi za pas.
– Potrzebuję twojej pomocy. Moja wataha jest w niebezpieczeństwie… – wyrwało mi się automatycznie, ale on już mnie minął sprężystym krokiem i ruszył w stronę drzwi.
– Halo, do ciebie mówię! – krzyknęłam i rzuciłam się za nim.
– Idź do domu – rzucił zbywająco, otworzył drzwi samochodu, a ja dosłownie poczułam, jak szansa na uratowanie moich rodziców wymyka mi się z rąk.
Zadziałałam więc bez namysłu. Złapałam go za ramię i szarpnęłam tak mocno, że aż go to zaskoczyło. Zachwiał się na chwilę.
Noga mi się omsknęła i plecami przykleiłam się do szyby po stronie pasażera, z twarzą Elijaha dosłownie kilka centymetrów od mojej.
– Co ty, do cholery, wyprawiasz? – w jego głosie brzmiała ledwie tłumiona irytacja.
Z tak bliska widziałam delikatne blizny na jego twarzy, stare siniaki znikające pod materiałem koszuli.
Miałam też boleśnie wyostrzoną świadomość tego, że jego klatka piersiowa przyciska się do mojej, że całym ciałem zagrodził mi drogę ucieczki.
Elijah odskoczył ode mnie niecałą sekundę później, a ja w popłochu poprawiłam ubranie i włosy.
– Przepraszam. Ja… chcę się z tobą ożenić. – To zupełnie nie tak miało zabrzmieć.
– Dziewczyny czasem proszą o numer na jedną noc, ale pakować to w “ślub”, to dopiero nowość. Poza tym wyglądasz na szesnaście lat – parsknął i znowu sięgnął do drzwi auta.
– Nie, nie chodzi mi o seks, mam dwadzieścia trzy lata – wyjaśniłam szybko, czując, jak policzki płoną mi żywą czerwienią, gdy te słowa wymknęły mi się z ust.
To jednak sprawiło, że jeszcze bardziej zmarszczył brwi.
– Czyli chcesz się ze mną hajtnąć i sypiać z innymi? Poza tym jestem od ciebie prawie o dekadę starszy.
– No i co z tego? Oboje jesteśmy dorośli – wychrypiałam.
W mojej głowie ta odpowiedź brzmiała o niebo lepiej.
– Naciągasz mnie?
Westchnęłam ciężko.
– Przestań powtarzać “seks”. I nie, mówiłam o sojuszu. Zazwyczaj watahy zabezpieczają to jakimś handlem albo małżeństwem, a moja wataha nie ma teraz ani kasy, ani zasobów na jakieś wielkie interesy.
Wyrzucałam z siebie słowa jak z karabinu i tylko modliłam się w duchu, żeby to miało dla niego sens.
On jednak tylko jeszcze bardziej się skrzywił, kompletnie zbity z tropu.
– Czyli chcesz oddać się w małżeństwo ze mną, nawet nie oferując seksu, i liczysz, że uratuję twoją watagę tylko dlatego, że wczoraj nie pozwoliłem ci zdechnąć?
Znów poczułam, jak policzki mi płoną, odgarnęłam włosy za ucho, a rękami zaczęłam wymachiwać w powietrzu, próbując wszystko wyjaśnić tak, żeby nie brzmieć jak kompletna idiotka.
– Powiedziałam, żebyś przestał gadać o seksie. Rozmawiam o ważnej sprawie…
Elijah jednak w ogóle nie poczuł potrzeby, żeby pozwolić mi dokończyć. Zamiast tego pochylił się bliżej, bezceremonialnie naruszając moją strefę komfortu.
– Dlaczego? Twój bratnia dusza… twój partner nie powiedział ci, że jestem wrednym skurwielem? Albo że taka grzeczna dziewczyna jak ty nie powinna się kręcić koło takiego potwora jak ja?
