Rozdział 120

Poranne światło przeciskało się przez zwiewne zasłony, kiedy poruszyłam się pod kocem, który pachniał lekko jednocześnie Dominikiem i Neilem: ciepłym piżmem, sosną i czymś ciemniejszym, jak stare cedrowe drewno i błyskawica.

To było dziwne, bo byłam pewna, że Neil wczoraj w nocy do nas nie dołączył...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie