Rozdział 50 Nigdy nie puszczaj

Ben najpierw patrzy na mnie tak, jakbym była kosmitką z Marsa, z kompletnym niedowierzaniem, że w ogóle mam czelność wypowiedzieć te słowa.

— Zrywasz zaręczyny?

Podchodzę do niego, żeby go przytulić albo jakoś pocieszyć, nie wiem… cokolwiek.

— Tak. Kocham cię, ale… nie sądzę, żeby po liceum zos...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie