#Chapter 3 Poślubić Bastien
Perspektywa Selene
Z trudem podnoszę się na nogi, opieram o ścianę i ignoruję ból przeszywający łydki. On wyciąga ramię, blokując towarzyszom wejście, a ja korzystam z okazji i przemykam obok niego do głównej części apartamentu.
Gabriel Durand, żywy obraz Bastiena, jakby ten był o kilka dekad starszy, robi krok do przodu. — Witaj, Selene.
Nie zastanawiając się, chowam się za Bastienem, wykorzystując jego potężną sylwetkę, by ukryć się przed ich wzrokiem. Nie potrafię tego wyjaśnić. Nie chcę, żeby ktokolwiek z nich był ze mną w tym pokoju, a Bastien w pierwszej kolejności przyciągnął mnie tu wbrew mojej woli — jest ostatnią osobą, u której powinnam szukać ochrony.
On sięga do tyłu, obejmuje mnie ramieniem i zgarnia do siebie, zanim zdążę na serio rozważyć ucieczkę. — Chodź tu, ty. — Bastien odstawia mnie z powrotem na miękką pościel i siada obok tak, by jego wielka postura wciąż była barierą między mną a obcymi. — Musimy porozmawiać.
Perspektywa trzecioosobowa
Bastien uważnie obserwuje Selene, gdy jego ojciec wyjaśnia wszystko, co wydarzyło się, odkąd uciekła Garrickowi. Jest skulona wśród poduszek, odchylona jak najdalej od Alfy. Wilk Bastiena, Axel, drapie od środka, domagając się, by Bastien przysunął się bliżej.
W wyrazie twarzy Selene jest coś niepokojąco pustego i nienawiść Bastiena do człowieka, który ją więził, gwałtownie narasta. Obiecał ojcu, że kiedy tylko Garrick zostanie odnaleziony, jego ludzie sprowadzą go do siedziby sfory, by stanął przed sądem, ale prawda jest taka, że nie ma najmniejszego zamiaru wpuszczać tego drania z powrotem do miasta. Poza jurysdykcją Novy Bastien może z nim zrobić, co zechce.
— Twoja matka była mi bardzo droga — mówi właśnie jego ojciec, a Selene po raz pierwszy unosi wzrok, by spojrzeć mu w oczy. Nie potrafiła patrzeć żadnemu z nich prosto w twarz, nawet Becie Gabriela, Donovanowi.
— Tak, znałem ją. — Gabriel ciągnie dalej, uśmiechając się smutno. — Pomogła mi w czasie, gdy sam nie potrafiłem sobie pomóc. Czuję, że jestem winien Corrine, by teraz zrobić to samo dla ciebie. Daję ci słowo: Garrick zostanie schwytany i odpowie za swoje zbrodnie.
— A do tego czasu? — Jej głos jest mocniejszy niż w lesie. — Co zamierzacie ze mną zrobić?
Naznacz ją. — sugeruje Axel, wyzwalając w Bastienie instynkt, by naznaczyć zapachem to słodkie stworzenie przed nim. Dusi w sobie to pragnienie, zaciskając zęby z bólu, jaki rodzi samo odmawianie sobie.
Gabriel mówi rzeczowo: — Lekarz jest bardzo zaniepokojony, że twoje obrażenia nadal się nie zagoiły. — Zerka na Bastiena niechętnie. — Kiedy Bastien cię przywiózł, w twoim organizmie było nienaturalnie dużo wilczej jagody.
Selene tylko mruga. — Podawał mi ją codziennie przez osiem lat. — Jej słowa spotykają się z przerażoną ciszą, a ona przenosi spojrzenie na Bastiena. A on wpada w bezdenne sadzawki szafiru i fioletu, wyczuwając głęboką beznadzieję, której nie rozumie, dopóki znów się nie odzywa. — Moja wilczyca tego nie przeżyła.
Furia pochłania Bastiena w tak nagłym i gwałtownym pożarze, że wie, iż musi wyjść z pokoju, zanim Axel wyrwie się na zewnątrz. Wstaje, a wilk ryczy mu w głowie; Bastien drży z wysiłku, z jakim go powstrzymuje. Bez kolejnego słowa wypada z pokoju, kierując się ku lasowi.
Perspektywa Selene
Nagłe wyjście Bastiena mnie zaskakuje i z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu czuję, jak pod powiekami zbierają mi się łzy. Nie wiem, dlaczego powiedziałam mu o Lunie. Na pewno nie planowałam tego, ale kiedy na niego spojrzałam, jakaś siła głęboko we mnie wypchnęła te słowa na powierzchnię.
Może spodziewałam się, że znajdę w tym jakąś ulgę, dzieląc się tajemnicą; zamiast tego znalazłam odrzucenie.
– Donovan, czy mógłbyś zostawić nas na chwilę? – chropowaty głos Gabriela ściąga moją uwagę z powrotem do teraźniejszości.
– Wygląda na to, że zawiodłem twoją matkę jeszcze potworniej, niż sądziłem – mówi, kiedy zostajemy sami.
– Nie rozumiem – szepczę cicho.
– Obiecałem twojej matce, że się tobą zaopiekuję, jeśli kiedykolwiek coś jej się stanie. Uratowała mi życie, a ja odpłaciłem jej tym, że pozwoliłem, by jej jedyna córka cierpiała niewyobrażalne okrucieństwo. – W każdym słowie pobrzmiewa odraza. Zanim zdążę zadać pytania cisnące mi się na język, Alfa przygwożdża mnie twardym, dzikim spojrzeniem. – Znam sekret Volany. Wiem, dlaczego Corinne przywiozła cię tutaj – przyznaje. – Gdybym wiedział, że przeżyłaś wypadek samochodowy, zadbałbym o wszystko dużo wcześniej, ale nie cofnę przeszłości.
– Zadbał…? – powtarzam bezmyślnie.
– Żebyś była bezpieczna – doprecyzowuje Gabriel.
Nadal nie rozumiem. – Ale Garrick…
– Garrick nie jest tym, przed kim potrzebujesz ochrony, Selene – informuje mnie łagodnie Alfa. – On jest owadem, a Alfa Calypso jest smokiem i od dnia twoich narodzin poluje na twoją krew.
– O czym ty mówisz? – dukam, wpatrując się w Gabriela szeroko otwartymi oczami i desperacko próbując nadać sens jego słowom. – Co wataha Calypso ma wspólnego ze mną?
Alfa wzdycha. – Co wiesz o swojej matce, Selene?
– Garrick powiedział mi, że należała do innej watahy i zaszła w ciążę po romansie z żonatym mężczyzną. Uciekła w niesławie, a on ją przygarnął. – Ta historia wciąż jest świeża w mojej pamięci; obleśna, łypiąca twarz Garricka miga mi przed oczami, ale odpycham to wspomnienie i skupiam się na Gabrielu.
Alfa potrząsa głową ze smutkiem. – Twoi rodzice oboje należeli do watahy Calypso, dopóki ich Alfa – Blaise – nie poznał sekretu twojej linii krwi. – Wyjaśnia: – Nie mam pojęcia, jak odkrył, że krew Volany może dać wieczne życie, ale odkrył… i od tamtej pory na nią poluje.
– Twój ojciec poświęcił się, żebyś ty i twoja matka mogły uciec. – Szczęka Gabriela drga z gniewu. – Corinne była tak zdruzgotana śmiercią swojego partnera, że niemal się poddała, kiedy znalazł ją Garrick.
– Ich małżeństwo od początku było farsą. – Marszczy głęboko brwi. – Garrick był w niej beznadziejnie zakochany; tak bardzo, że zgodził się cię adoptować. Dla kobiety w jej sytuacji… cóż, to była najlepsza z wielu złych opcji.
– Skąd to wszystko wiesz?
– Powiedziała mi. – Gabriel odpowiada. – Pewnie jesteś za młoda, żeby pamiętać powstanie. Mój brat przez całe życie chciał zostać Alfą watahy i choć z natury był alfą, nie był dość silny, by rzucić mi wyzwanie.
– Zamiast tego wzniecił bunt, wynajmując najemników bez watahowych powiązań, żeby pomogli mu przeprowadzić zamach stanu. Planował zabić mnie, Bastiena i moją partnerkę. Twoja matka była na biegu, kiedy natknęła się na najemników zbierających się przy granicy. Podsłuchała ich plany i pobiegła prosto do siedziby watahy.
– Jej ostrzeżenie ocaliło nas wszystkich. – Rysy Alfy stają się boleśnie nawiedzone. – Zabiłem własnego brata, a kiedy to wszystko się skończyło, Corinne powiedziała mi prawdę. Wiedziała, że jeśli kiedykolwiek coś jej się stanie, Garrick nie będzie w stanie cię ochronić.
Tępy ból narasta mi za skroniami, gdy mój mózg próbuje przetworzyć ten nadmiar informacji. – Więc teraz, kiedy wiesz, że żyję, zamierzasz mnie chronić?
– Oczywiście. – Alfa przyrzeka.
Marszczę brwi, próbując poskładać puzzle. – Jak?
Alfa przygląda mi się przez długą chwilę. – Bastien.
– Bastien? – powtarzam w całkowitym osłupieniu.
Oczy Gabriela, równie srebrne jak u jego syna, przeszywają mnie na wylot. – Zostanie twoim mężem.
– O czym ty mówisz… – zrywam się z łóżka, cofając się w stronę drzwi. – Chcesz, żebym poślubiła Bastiena?
