#Chapter 4 Trzyletnia umowa małżeńska
Punkt widzenia Seleny
Gdyby ktoś powiedział mi w dzieciństwie, że Bastien Durand pewnego dnia zostanie moim mężem, pękłabym ze szczęścia. Teraz sama nie wiem, co myśleć. Przyszłość mnie przeraża, ale ze wszystkich możliwości to Bastien budzi we mnie najmniej strachu.
Spuszczam wzrok spod spojrzenia Gabriela w geście uległości.
— Dobrze.
Punkt widzenia trzecioosobowy
— Zabiłeś Garricka?! — Ojciec Bastiena posyła mu spojrzenia, od których można zginąć, i krąży po swoim gabinecie jak tygrys w klatce.
— Na neutralnym terytorium — kontruje Bastien. — Miałem do tego pełne prawo, a obaj będziemy spać spokojniej, wiedząc, że na dobre zniknął z naszego życia.
— To nie ma znaczenia — syczy Gabriel. — Prawo istnieje nie bez powodu. Procesy są przykładem dla watahy, dowodem, że traktujemy naruszenia poważnie, że zależy nam na sprawiedliwości.
Bastien krzyżuje ręce na piersi.
— Zasłużył na wszystko, co go spotkało.
— Bycie przywódcą nie oznacza, że wolno ci robić, co chcesz, bez konsekwencji — warczy Gabriel.
— A gdyby chodziło o mamę? — Bastien wie, że to cios poniżej pasa, ale nie zamierza przepraszać za ochronę swojej partnerki. — Gdyby ktoś zrobił jej to, co Garrick zrobił Selene?
— To co innego. — Odpędza pytanie ruchem dłoni. — Twoja matka i ja jesteśmy sobie przeznaczeni.
— Właśnie — mówi Bastien, wbijając wzrok w Alphę.
W oczach Gabriela pojawia się przebłysk zrozumienia i mężczyzna powoli jakby uchodzi z niego powietrze; napięcie odpływa z jego mięśni po trochu.
— Ale ona…
— Straciła swojego wilka, pamiętasz? — Na początku Bastien nie rozumiał, dlaczego Selene nie potrafi wyczuć więzi partnerskiej. Stało się to jasne dopiero wtedy, gdy dowiedział się o jej wilku. Oczywiście, że nie mogła tego czuć — straciła samą esencję tego, kim jest.
— Och, synu… — Gabriel ściska ramię Bastiena; w jego głosie brzmi prawdziwy ból. — Przykro mi. — Syn przytakuje na potwierdzenie, ale nie potrafi zmusić się, by spojrzeć starszemu mężczyźnie w oczy. — Co zamierzasz zrobić?
— Dam jej wyjście — wzdycha Bastien. — Przeprowadzimy ją przez przemianę, a kiedy będzie gotowa stanąć na własnych nogach, sama zdecyduje, czy chce zostać. — Przeczesuje dłonią włosy. — Jeszcze z nią o tym nie rozmawiałem, ale myślę, że trzy lata powinny wystarczyć.
— Jesteś pewien? — pyta cicho Gabriel.
Bastien stanowczo kiwa głową.
Twarz Gabriela wykrzywia się w grymas.
— Jeśli tak, trzymałbym twojego wilka na bardzo krótkiej smyczy. Nie rość do niej pełnych praw, dopóki nie będziesz wiedział, czy odbędzie się ceremonia odrzucenia — radzi. — Jeśli ją naznaczy, już nigdy nie będziesz w stanie jej puścić.
--
Punkt widzenia Seleny
W lustrze patrzy na mnie obca. Ma moje oczy, moje pełne usta i długie, jedwabiste włosy, ale nie potrafię odnaleźć w niej siebie.
Minął miesiąc od mojej ucieczki i choć wciąż jestem zdecydowanie za chuda, zagłębienia przy kościach zaczęły się odrobinę wypełniać. Moja skóra nie ma już tego krzykliwego, szarego odcienia i nie jest usiana siniakami – choć nadal jest bardzo blada – a mimo że wciąż z tęsknoty choruję za Luną, wolność przywróciła odrobinę światła moim oczom.
Bastien stoi za mną, przytłaczając moją drobną sylwetkę, i także przygląda się mojemu odbiciu. Wciąż nie potrafię dopuścić do siebie nikogo innego, więc to on pomógł mi włożyć suknię ślubną na ostatnią przymiarkę. Długa suknia jest idealna, ale czuję się bardziej jak dziecko bawiące się w przebieranki niż jak panna młoda.
Nie sądzę, żeby Bastien cieszył się na myśl o poślubieniu mnie. Nigdy tego nie powiedział, i choć był przy mnie podczas każdego załamania i każdego ataku paniki bez pytań i bez narzekania, kiedy jesteśmy sami, jest niezaprzeczalnie zdystansowany.
Niestety zdążyłam polegać na nim tak całkowicie, że jego rezerwa zaczyna mnie naprawdę dręczyć.
Nie lubię tak się czuć. Przywiązywanie się do niego – do kogokolwiek – jest niebezpieczne.
Powoli uczę się o watasze i o wszystkim, co mnie ominęło przez ostatnie osiem lat, łącząc formalne lekcje z podsłuchiwaniem. Spędzam mnóstwo czasu z uchem przyciśniętym do ścian i drzwi, choć moje umiejętności skradania się pozostawiają wiele do życzenia. Bastien przyłapał mnie na tym już kilka razy, ale na szczęście wygląda na to, że bardziej go to bawi niż irytuje.
To właśnie podczas jednej z takich sesji podsłuchowych dowiedziałam się o Arabelli. Najwyraźniej zanim się pojawiłam, Bastien planował wziąć sobie za partnerkę wilczycę imieniem Arabella Winters. Wygląda na to, że edykt Gabriela zmusił ich do zerwania zaręczyn, i nie mogę zaprzeczyć, że to ma sens. Bycie zakochanym w kimś innym z pewnością tłumaczyłoby dystans Bastiena.
Ciepłe dłonie obejmują moją talię, przywołując mnie do teraźniejszości. – O czym myślisz?
W lustrze spotykam jego srebrne spojrzenie i opieram się plecami o jego pierś. – O niczym ważnym.
– Hm – mruczy; jego niski pomruk wibruje przy moim kręgosłupie. – To czemu mi nie powiesz?
– Myślałam o małżeństwie – przyznaję. – O naszym małżeństwie.
Bastien marszczy brwi, opuszczając głowę – w zamyśleniu, jak sądzę. Kiedy znów ją podnosi, krótko przytakuje. – Od jakiegoś czasu chciałem z tobą o tym porozmawiać.
Żołądek opada mi gwałtownie. – O czym?
– O naszej umowie małżeńskiej – wyjaśnia, odsuwając się ode mnie. – Wiesz, czym jest ceremonia odrzucenia?
Potrząsam niepewnie głową.
– To rytuał, któremu poddają się partnerzy, gdy chcą zakończyć swoje małżeństwo. – Bastien wyciąga plik papierów z kieszeni na piersi porzuconej marynarki. – Biorąc pod uwagę nasze… wyjątkowe okoliczności, pomyślałem, że klauzula o odrzuceniu może być stosowna.
Podaje mi dokument; naszą umowę małżeńską. Przebiegam wzrokiem treść, potykając się o nieznane słowa. – Czyli – podsumowuję powoli – pobierzemy się na trzy lata, a potem zdecydujemy, czy się wzajemnie odrzucimy, czy nie?
