Rozdział 5

Perspektywa Avii

Korytarz prowadzący do sali rady zdawał się nie mieć końca. Uścisk Alexandra na moim nadgarstku był jak z żelaza, ciągnął mnie do przodu z każdym kolejnym krokiem.

Serce waliło mi o żebra. Starszyzna. Będą mnie badać. Będą—

— Idź szybciej. — Głos Alexandra był krótki, chłodny.

Potknęłam się, podpierając się o ścianę. — Alexander, proszę, potrzebuję chwili—

— Miałaś już dość chwil. — Nawet się za mną nie obejrzał. — Starszyzna czeka.

To dziecko nie jest jego. A jeśli będą umieli to rozpoznać? A jeśli istnieje jakiś test, jakiś sposób, żeby się dowiedzieć—

Dębowe drzwi majaczyły przed nami, ciemne i ciężkie. Alexander pchnął je bez pukania.

Przy okrągłym stole siedziało pięcioro starszych wilków. Ich białe włosy połyskiwały w świetle żyrandola. Wszyscy odwrócili się, by spojrzeć na nas — na mnie — oczami, które widziały całe dekady watażnej polityki i rozgrywek o władzę.

Żołądek ścisnął mi się boleśnie.

Główny starszy, mężczyzna o twarzy jak wykutej z kamienia, przyglądał mi się bladoniebieskimi oczami. — Alexanderze. Przyprowadziłeś Avię.

— Zgodnie z życzeniem, Starszy Marcusie. — Ton Alexandra się zmienił — stał się pełen szacunku, wyważony. Niczym nie przypominał jadu, którym przed chwilą obrzucił mnie na korytarzu.

Dwie twarze. On zawsze ma dwie twarze.

Spojrzenie Starszego Marcusa przeniosło się na mnie. — Avio. Słyszeliśmy, że nosisz dziedzica Cross Pack.

Zaschło mi w gardle. — Ja… tak, Starszy.

— Dobrze. — Odezwała się inna starsza, starsza kobieta o srebrnych włosach ściągniętych w surowy kok.

— Musimy potwierdzić ciążę. — Starszy Marcus skinął w stronę drzwi. — Doktorze Harper, proszę wejść.

Drzwi znów się otworzyły.

Do środka wszedł mężczyzna — młodszy, niż się spodziewałam, może po trzydziestce. Szary garnitur, okulary w złotych oprawkach, brązowe oczy, które wydawały się… uważne. Ostrożne.

Niósł skórzaną torbę lekarską.

— Starszyzno. — Skinął każdemu z nich głową, po czym odwrócił się do mnie. — Pani Cross. Jestem doktor Lucas Harper. Będę musiał przeprowadzić krótkie badanie, żeby potwierdzić ciążę i stan zdrowia dziecka.

Jego głos był łagodny. Profesjonalny.

Ale coś w sposobie, w jaki się trzymał — napięte ramiona, lekkie ściągnięcie ust — sprawiło, że pomyślałam, iż on też nie chce tu być ani trochę bardziej ode mnie.

Postawił torbę na bocznym stoliku i wyjął przenośny aparat USG. — Jeśli mogłaby pani usiąść tutaj—

Pokój zawirował.

Nagle wszystko we mnie uderzyło naraz. Rozmowa, którą podsłuchałam na schodach. Chłodna obojętność moich rodziców. Okrucieństwo Victorii i Isabelli. Uścisk Alexandra na moim nadgarstku, jego słowa — tylko do tego się nadajesz.

A teraz to. Pięcioro starszych wpatrujących się we mnie, jakbym była klaczą hodowlaną ocenianą pod kątem jakości.

Na obrzeżach pola widzenia zapadła ciemność.

Poczułam, że lecę do tyłu.

Silne dłonie złapały mnie, zanim uderzyłam o podłogę. Ramiona doktora Harpera mnie podtrzymały i nagle opierałam się o jego bark, wdychając słaby zapach mięty i środków odkażających.

— Pani Cross? — Jego głos zabrzmiał tuż przy moim uchu, cicho i nagląco. — Kiedy ostatnio pani jadła?

Nie mogłam odpowiedzieć. Gardło miałam zbyt ściśnięte.

— Jest niedożywiona. — Głos doktora Harpera zrobił się ostry, gdy zwrócił się do całego pomieszczenia. — Jest poważnie odwodniona. Nudności we wczesnej ciąży mogą być niebezpieczne, jeśli nie są właściwie leczone.

— Dla mnie wygląda dobrze. — Głos Alexandra dobiegł gdzieś zza moich pleców. — Pewnie po prostu przesadza.

— Przesadza? — Doktor Harper poruszył się, biorąc na siebie większy ciężar mojego ciała. — Alfo Cross, pańska partnerka jest o krok od utraty przytomności. Jeśli natychmiast nie otrzyma odpowiedniego pożywienia i odpoczynku, może poronić.

Zapadła cisza.

Potem odezwał się Starszy Marcus, głosem chropowatym jak żwir: — Doktorze Harper. Czy sugeruje pan, że partnerka przyszłego dziedzica Alfy nie była właściwie otoczona opieką?

— Stwierdzam fakty medyczne, Starszy. — Ton doktora Harpera nawet nie zadrżał. — Zdrowie matki ma kluczowe znaczenie dla przeżycia dziecka. Jeśli wataha chce tych dziedziców, pani Cross potrzebuje natychmiastowej interwencji.

W głowie wciąż mi się kręciło. Czułam miarowe bicie serca doktora Harpera przez materiał jego marynarki i ten miętowy zapach, zmieszany z czymś jeszcze — czymś zielonym i świeżym, jak trawa po deszczu.

— Alexander. — Głos starszego Marcusa przeciął pomieszczenie jak ostrze. — Wyjaśnij.

— Ona jadła. — Głos Alexandra był napięty. — Posiłki były dostarczane do jej pokoju. Jeśli ich nie jadła, to był jej wybór.

Kłamca. Posiłki przychodziły zimne, z wielogodzinnym opóźnieniem, a przez połowę czasu Victoria odsyłała je z powrotem, zanim zdążyłam ich tknąć.

Ale nie mogłam tego powiedzieć. Nie tutaj. Nie wtedy, gdy pięć par oczu starszych wpatrywało się we mnie jak jastrzębie.

Doktor Harper pomógł mi usiąść na krześle.

— Pani Cross musi usiąść. I potrzebuje wody. Natychmiast.

Jedna z młodszych starszych — kobieta o dobrych oczach — skinęła na kogoś, kogo wcześniej nie zauważyłam, stojącego przy ścianie. Służący pospiesznie podszedł ze szklanką wody.

Wzięłam ją drżącymi dłońmi. Upiłam łyk. Chłodny płyn był jak niebo dla mojego wyschniętego gardła.

Doktor Harper przykucnął przy moim krześle, tak że jego oczy znalazły się na wysokości moich.

— Może mi pani powiedzieć, jak się pani czuje? Jakiś ból? Zawroty głowy?

— Po prostu... jestem zmęczona. — Mój głos był ledwie głośniejszy od szeptu. — Tego wszystkiego było... za dużo.

W jego oczach przemknęło coś — współczucie? zrozumienie? — zanim znów wróciła na miejsce jego zawodowa maska.

— Zamierzam zalecić całkowity odpoczynek w łóżku przez najbliższy tydzień. Odpowiednie posiłki trzy razy dziennie, z suplementami. I ktoś musi codziennie monitorować jej stan.

— To przesada. — Alexander zrobił krok naprzód. — Ona nie potrzebuje—

— Starszy Marcusie. — Doktor Harper wstał i odwrócił się w stronę głównego starszego. — Z całym szacunkiem, nie mogę z czystym sumieniem uznać pani Cross za zdolną do jakiejkolwiek aktywności, dopóki jej stan zdrowia się nie ustabilizuje. Wataha potrzebuje tego dziecka. To znaczy, że wataha potrzebuje jej żywej i zdrowej.

W pokoju zapadła głęboka cisza.

Starszy Marcus przez długą chwilę przyglądał się doktorowi Harperowi. Potem przeniósł wzrok na mnie, obejmując spojrzeniem moją bladą twarz, drżące dłonie i to, jak ledwo utrzymywałam się prosto na krześle.

— Dobrze więc. — W jego głosie zabrzmiała ostateczność. — Doktorze Harper, od tej chwili osobiście odpowiada pan za opiekę prenatalną pani Cross. Dopilnuje pan, by zarówno matka, jak i dziecko pozostali zdrowi. Jeśli któremukolwiek z nich coś się stanie... — Urwał. — ...to pan będzie za to odpowiadał.

Szczęka doktora Harpera lekko się napięła, ale skinął głową.

— Zrozumiałem, starszy.

— Alexanderze. — Starszy Marcus zwrócił się do niego. — Będziesz w pełni współpracował z zaleceniami doktora Harpera. Czy to jasne?

Twarz Alexandra była maską chłodnej furii. Ale nie mógł odmówić bezpośredniemu rozkazowi starszego.

— Tak, starszy Marcusie.

— Dobrze. — Starszy Marcus wstał, a pozostali starsi poszli w jego ślady. — To spotkanie dobiegło końca. Doktorze Harper, proszę zająć się swoją pacjentką.

Wyszli jeden po drugim, aż zostali tylko Alexander, doktor Harper i ja.

Alexander wpatrywał się we mnie przez długą chwilę. W jego oczach był lód.

Potem odwrócił się i wyszedł bez słowa.

Drzwi trzasnęły za nim.

Wzdrygnęłam się.

Doktor Harper powoli wypuścił powietrze.

— Da pani radę wstać? Powinienem odprowadzić panią z powrotem do pokoju.

Skinęłam głową, nie ufając własnemu głosowi.

Pomógł mi stanąć, jedną rękę trzymając pewnie na moim łokciu. Szliśmy powoli w stronę drzwi, bo nogi wciąż się pode mną uginały.

Kiedy wyszliśmy na korytarz, mignęły mi plecy oddalającego się Alexandra. Nie obejrzał się. Nawet nie zwolnił.

Już odszedł. Jakbym w ogóle nie istniała.

Głos doktora Harpera rozległ się cicho przy moim boku.

— Pani Cross? Wszystko w porządku?

Patrzyłam, jak Alexander znika za rogiem.

— Nie — wyszeptałam. — Naprawdę nie.

Ale doktor Harper nie naciskał. Po prostu szedł obok mnie, spokojny i milczący, kiedy przemierzaliśmy zimne, puste korytarze Silvermoon Estate.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział