Rozdział 9
Perspektywa Rhetta
Dwadzieścia minut później Daniel zameldował mi, że skandal został załatwiony. Skoro Sheryl zostawiła mi taki „prezent”, uznałem, że uczciwie będzie się odwdzięczyć. Wróciłem do sypialni, żeby się przebrać. Wybrałem grafitowy garnitur i z wyćwiczoną precyzją poprawiłem mankiety.
Dzisiaj miałem się rzadko pokazać w biurze.
Pracownicy Hayes Enterprise będą w szoku — przez lata starannie pielęgnowałem wizerunek Rhetta Hayesa, bogatego dzieciaka z funduszu powierniczego, playboya, któremu nie chce się zajmować prawdziwym biznesem. Syn marnotrawny, który dnie spędza na piciu drogiej szkockiej, a noce w ekskluzywnych klubach. Dziedzic żyjący dorobkiem ojca zamiast go pomnażać.
Prawdę znała tylko garstka.
Kiedy wiązałem krawat, mój wzrok powędrował na stronę łóżka Sheryl. Kilka godzin temu wyszła już do pracy, ale wciąż potrafiłem przywołać w pamięci, jak spała zeszłej nocy. Dokładnie obejrzałem siniec na jej kolanie, a na widok poranionej skóry coś pierwotnego poruszyło się we mnie. Gdy spała, przycisnąłem do niego usta — gest czułości, na który nigdy bym sobie nie pozwolił, gdyby była przytomna.
W głowie wciąż dźwięczały mi słowa z naszej kłótni. „Chcę rozwodu.” Po raz pierwszy wypowiedziała to na głos. Nasze małżeństwo mogło się zacząć jako układ biznesowy między rodzinami i być może dla niej nadal było niczym więcej. Może mnie nie nienawidziła, ale na pewno też mnie nie kochała.
Dla mnie wymówka pod tytułem „aranżowane małżeństwo” była kompletną bzdurą. Gdybym jej nie pragnął, nigdy bym się na to nie zgodził. Ale nie mogłem jej pokazać, co czuję — nie mogłem zaryzykować tej wrażliwości. Jedyną więzią, na którą sobie pozwalałem, była ta fizyczna; wykorzystywałem seks, żeby przywiązać ją do siebie. Czy nawet to zaczynało się przerzedzać? Może musiałem dać jej więcej powodów, żeby została, żeby przestała myśleć o odejściu.
Jechałem przez poranny korek w stronę dzielnicy finansowej, gdzie Hayes Tower górował nad panoramą miasta.
Myślami wróciłem do tego, jak załatwiłem Jamesa zeszłej nocy. Kiedy zobaczyłem siniak na kolanie Sheryl, coś we mnie pękło. Biała, rozpalona do czerwoności wściekłość, która groziła, że zmiecie wszystko na swojej drodze. Nikt jej nie skrzywdzi. Zwłaszcza nie jakiś nadęty dupek, który uznał, że ochrona Hayesów rozciąga się także na krzywdzenie mojej żony. Kazałem go na miejscu dotkliwie pobić. Do tej pory powinien już leżeć na intensywnej terapii i uczyć się bolesnej lekcji o konsekwencjach.
A jeśli chodzi o Luxe Gems, już odciąłem wszelkie wsparcie finansowe i zacząłem upłynniać aktywa.
Kiedy chodziło o Sheryl, nic nigdy nie wydawało się wystarczające.
Gdy mój samochód zatrzymał się przed Hayes Tower, ochroniarze i recepcjonistki nie potrafili ukryć zaskoczenia. Niektórzy z nich pewnie od lat nie widzieli mnie na żywo.
— Dzień dobry, panie Hayes! — Recepcjonistka zerwała się na równe nogi, wyraźnie zmieszana.
Skinąłem jej lekko głową i ruszyłem prosto do windy. Dziesięć minut później siedziałem już w gabinecie na najwyższym piętrze, czekając, aż zjawi się Evan Donovan.
Po tym, jak zeszłej nocy rozprawiłem się z Jamesem, od razu zadzwoniłem do założyciela Glamour Realm. Trzy lata temu jedyny syn Evana został porwany przez rywala biznesowego. Podczas jednej z moich akcji odkryłem, gdzie przetrzymywano chłopca, i go uratowałem, dopilnowując, by porywacz już nigdy nikomu nie zrobił krzywdy. Od tamtej pory Evan był żałośnie wdzięczny.
Drzwi windy rozsunęły się i Evan pospiesznie wszedł do środka. Był po pięćdziesiątce, siwiejący, ale pełen energii, z nerwowym uśmiechem człowieka wezwanego przez kogoś, kto jednym telefonem mógłby zniszczyć jego interes.
— Rhett! Twój telefon był niezłym zaskoczeniem — powiedział, ściskając moją dłoń z entuzjazmem. — Nigdy bym nie pomyślał, że zobaczę, jak stawiasz stopę w Hayes Tower.
— Nawet ja muszę czasem udawać biznesmena — skinąłem na niego, żeby usiadł. — Przejrzałem wasze raporty kwartalne. Nieźle.
Evan się uśmiechnął.
— Bez twojej początkowej inwestycji Glamour Realm nie byłoby dziś tam, gdzie jest.
— Ja daję kapitał i odbieram dywidendy. Ty prowadzisz operacje. Prosty układ. — Nalałem mu whisky, nawet nie pytając, czy chce. — Wezwałem cię, żeby porozmawiać o nowym projekcie.
— Zamieniam się w słuch.
— Buduję nową luksusową przestrzeń handlową w Back Bay. Całe parterowe piętro będzie przeznaczone na biżuterię z najwyższej półki, włącznie z ekskluzywną strefą wystawienniczą na pokazy kolekcji projektantów. — Podałem mu teczkę z wstępnymi planami. — Chcę, żeby Glamour Realm zaprojektowało kolekcję premierową. I chcę, żeby odpowiadała za to Sheryl Ross.
Brwi Evana wystrzeliły w górę, kiedy przerzucał dokumenty.
— To… ambitne. Sama skala sprawiłaby, że byłaby to najbardziej prestiżowa wystawa biżuterii w Bostonie.
— O to chodzi.
— I konkretnie chcesz Sheryl?
— Śledziłem jej pracę. Jej wyczucie estetyki dokładnie pasuje do tego, czego potrzebuje ten projekt. — Utrzymałem neutralny, rzeczowy ton. — To jakiś problem?
Evan posłał mi znaczące spojrzenie. Był jednym z nielicznych, którzy wiedzieli, że Sheryl jest moją żoną, choć wyraźnie poleciłem mu nigdy nie zdradzać jej tej wiedzy.
— W żadnym razie — powiedział, kiwając głową z namysłem. — To byłaby niezwykła szansa dla Glamour Realm. Porozmawiam osobiście z Sheryl o objęciu kierownictwa nad tym projektem.
— Pamiętaj, ma być ściśle profesjonalnie. Niech nie dowie się o naszym powiązaniu — dodałem.
— Oczywiście, doskonale rozumiem. — Evan skinął uroczyście głową. — Ale Rhett, muszę powiedzieć, to, co robisz—
— Mam swoje powody — przerwałem mu. — Na dziś to wszystko. Umowa trafi do twojego biura jutro.
Kiedy Evan wyszedł, podszedłem do okien od podłogi do sufitu i spojrzałem na panoramę Bostonu. Jako właściciel kontrolujący spółki-matki Luxe Gems ponosiłem część odpowiedzialności. Ten projekt był tylko drobną rekompensatą.
Co ważniejsze, odkąd wspomniała o rozwodzie, uświadomiłem sobie, że ją zaniedbywałem. Poza naszym ograniczonym czasem razem w łóżku prawie się nie komunikowaliśmy. Ten projekt stworzy więcej okazji do kontaktu, zajmie ją pracą i — mam nadzieję — odciągnie od myśli o odejściu.
Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem nową wiadomość. Ta kobieta zawsze sprowadzała komplikacje. Gdyby nie mój błąd sprzed roku i jej przydatność w odciąganiu na razie niechcianej uwagi, dawno by jej tu nie było.
Z westchnieniem opuściłem biuro i skierowałem się do garażu.
