Rozdział Sto trzydzieści jeden

Oboje wstali, Luca z gracją, Sutton z niezgrabnym krokiem. Poczuła jego rękę na swoim łokciu, stabilizującą ją, i chociaż nie potrzebowała pomocy, nie odepchnęła go. To było trochę jak zamykanie stajni po ucieczce konia.

Pielęgniarka zaprowadziła ich do poczekalni. „Zrobię kilka badań, zanim lekarz ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie