Rozdział dwieście dwadzieścia osiem

Król Teodor już siedział, gdy weszli do prywatnej jadalni, stos papierów otwarty obok jego filiżanki kawy. Podniósł wzrok, gdy weszli, a na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech.

"Ach, tutaj jesteście!" zawołał, wstając. "Zaczynałem już myśleć, że w ogóle się nie pojawicie."

Amelia poczuła, jak jej...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie