Rozdział trzeci

Blair machnęła ręką na taksówkę. Szybko otworzyła drzwi i wślizgnęła się na tylne siedzenie, pragnąc jak najszybciej stąd zniknąć. Miała ochotę się upić. Ale jeśli pójdzie do baru sama w ciągu dnia, to będzie zaproszenie do kłopotów. Czuła, jak łzy bezwiednie spływają jej po twarzy. Trzymała się, kiedy konfrontowała się z Danem i Laurą.

„Dokąd?” zapytał kierowca, jego głos przebił się przez mgłę w jej umyśle.

Dokąd? Dobre pytanie.

Dom nie wchodził w grę. Sutton i Keira były w pracy, a ona nie chciała siedzieć w ich pustym mieszkaniu, odtwarzając w głowie obraz Dana zaplątanego w pościeli jej kuzynki. Potrzebowała drinka. Ale siedzenie samotnie w barze w środku popołudnia? To jak machanie białą flagą.

Zawahała się, a potem podała adres swojego biura. Przynajmniej tam mogłaby udawać, że jest produktywna. Może nawet wymyślić, co dalej robić.

Taksówka ruszyła od krawężnika, a ona wypuściła powietrze, próbując się uspokoić.

Kierowca spojrzał na nią w lusterku wstecznym. „W schowku są chusteczki, jeśli ich potrzebujesz, kochanie.”

Głos kierowcy był łagodny, jakby widział już wystarczająco dużo płaczących kobiet na tylnym siedzeniu, by wiedzieć, kiedy mówić, a kiedy milczeć.

Blair chwyciła garść chusteczek. „Dzięki.” Powiedziała, zanim zaczęła wycierać twarz, jak najlepiej umiała. I tak nie miała dużo makijażu. Więc mogła równie dobrze oczyścić twarz.

Jej telefon zaczął dzwonić. Dan.

Mimo to wyciągnęła go, żeby sprawdzić. Jej żołądek ścisnął się, gdy patrzyła na ekran, a jego imię świeciło jasnymi białymi literami.

Mogła sobie wyobrazić pierwsze słowa, które by powiedział.

„To nie jest to, na co wygląda, Blair.”

„Mogę to wyjaśnić.”

„Proszę, pozwól mi porozmawiać z tobą.”

Kłamstwa. Wymówki. To samo gówno, które mężczyźni zawsze wygadują, gdy zostaną przyłapani.

Ustawiła telefon na tryb cichy i wcisnęła go z powrotem do torby.

Kiedy taksówka zatrzymała się przed wysokim szklanym i stalowym budynkiem Kingston Industries, jej makijaż był już nie do uratowania. Sięgnęła do torebki, wyciągnęła zgniecioną dwudziestkę i podała ją kierowcy.

„Bądź szczery,” powiedziała, wymuszając uśmiech. „Wyglądam jak kobieta, która właśnie dowiedziała się, że jej narzeczony pieprzy się z jej kuzynką?”

Kierowca zawahał się, przyglądając się jej uważnie. „Twoje oczy są trochę czerwone, kochanie, ale to ledwo zauważalne.” Zatrzymał się. „Będzie wszystko w porządku?”

Nieoczekiwana życzliwość prawie ją złamała.

Przełknęła gulę w gardle i skinęła głową. „Tak. Lepiej dowiedzieć się teraz, prawda? Tylko mały wyboj na drodze życia.” Nie była pewna, kogo próbowała przekonać - kierowcę taksówki czy siebie.

Po zapłaceniu kierowcy gotówką, wysiadła z taksówki, postawiła walizkę na krawężniku i wzięła głęboki oddech. Blair sprawdziła ekran telefonu, aby zobaczyć, że Dan dzwonił do niej sześć razy i zostawił sześć wiadomości na poczcie głosowej. Nie zainteresowana tym, co miał do powiedzenia, wsunęła telefon z powrotem do torebki.

Blair odwróciła się w stronę wysokiego szklanego i stalowego budynku Kingston Industries. Roman kupił budynek pięć lat temu. Osiem najwyższych pięter należało do Kingston, trzy niższe wynajmowane były mniejszym firmom. Z tempem, w jakim firma się rozwijała, nie zdziwiłaby się, gdyby w końcu przejęli cały budynek.

Weszła do środka, poprawiając torbę na ramieniu.

„Panno Warner, czy mogę pomóc?” Blair mrugnęła. Maggie, jedna z recepcjonistek, wyszła zza biurka w holu, jej spojrzenie przesunęło się po Blair.

Maggie zrobiła krok do przodu, biorąc od niej walizkę. W tej samej ręce wciąż trzymała kij baseballowy. Blair zupełnie zapomniała, że w ogóle go trzymała.

Blair weszła do biura, wyglądając jakby zaraz miała popełnić przestępstwo. Była jednak ulgą, że nie musiała tego później szukać.

Blair westchnęła, czując ulgę. „Dzięki, Maggie. Mogę tu zostawić wszystko, zanim się odświeżę?” Była zaskoczona, że jej głos brzmiał tak... normalnie.

„Oczywiście, Panno Warner.” Oczy Maggie znów skierowały się na kij.

„Blair, proszę. Ile razy mam ci to powtarzać?” Roman wolał używać imion, ale niektórzy pracownicy – zwłaszcza nowi – mieli z tym problem.

Bardziej z Romanem niż z nią.

Maggie uśmiechnęła się, biorąc walizkę, aktówkę i kij.

Blair ruszyła przez foyer do łazienki.

W środku od razu podeszła do luster. Kierowca taksówki nie tylko był uprzejmy. Naprawdę nie wyglądała tak źle. Wyjęła z torby chusteczkę do demakijażu i usunęła ostatnie resztki tuszu do rzęs. Szybkie przypudrowanie, trochę błyszczyka, odrobina eyelinera.

Uszczypnęła policzki. Ludzie zawsze mówili, że to dodaje koloru, ale ona nie widziała różnicy.

Jej niebieskie oczy były jeszcze trochę czerwone, ale niewiele mogła z tym zrobić. Wyjęła szczotkę, uwolniła swoje długie, falujące blond włosy z koka i związała je ponownie, tym razem staranniej. Wystarczająco dobrze.

Wyszła z łazienki, odebrała swoje rzeczy od Maggie i skierowała się do wind. Czekając, próbowała przypomnieć sobie harmonogram Romana. Czy miał jakieś spotkania tego popołudnia?

Nagle ją olśniło. Nie powinien być dziś w domu. Więc w jego kalendarzu nie było zaplanowanych żadnych spotkań.

Westchnęła. Jej mózg był jakby przegrzany. Ale przyłapanie swojego narzeczonego na zdradzie z kuzynką mogło zrobić to każdemu.

Na tę myśl zmarszczyła brwi.

Jak często to robili? Dan był w domu w trakcie dnia pracy. Czasem podróżowała służbowo, ale nie aż tak często. Jeśli ich romans trwał od miesięcy, musieli spotykać się w godzinach pracy.

Winda przyjechała. Wsiadła do niej kobieta, której Blair nie rozpoznała.

Blair uśmiechnęła się uprzejmie, choć z wysiłkiem. Kiedy kobieta wysiadła na drugim piętrze, Blair oparła się o ścianę, wpatrując się w nicość.

Czy powinna powiedzieć Romanowi o Danie? Wyglądałoby to jak donoszenie tylko dlatego, że ją zdradził. Ale także oszukiwał firmę. Nie miał szans wrócić do domu, uprawiać seks z Laurą i wrócić do biura w czasie przerwy na lunch.

Winda zadzwoniła, otwierając się. Blair wzięła głęboki oddech, zanim weszła na piętro dla kierownictwa.

Kara, recepcjonistka na piętrze kierownictwa, spojrzała w górę. „Hej, Blair. Nie myślałam, że dziś będziesz.”

Blair uśmiechnęła się. „Nie planowałam, ale pomyślałam, że zacznę przygotowywać notatki ze spotkania dla Romana. Jest w biurze?”

Kara pokręciła głową. „Nie, wyszedł chwilę temu. Zadzwonił, żeby wstrzymać jego połączenia.”

Blair prawie osunęła się z ulgą. Nie musiała jeszcze stawić mu czoła.

„Dzięki, Kara.”

Poszła do swojego biura, zamknęła drzwi i opadła na krzesło.

Blair położyła głowę na biurku. Cholera. Czuła, jakby kula demolująca właśnie rozbiła jej świat na pół.

Jak on mógł? Ale jeszcze gorsze było to, jak mogła Laura?

Dziecinne problemy, które wszyscy mieli jako dzieci, Blair myślała, że z tego wyrośli. Laura zawsze była rozpieszczoną smarkulą. Brała to, co nie należało do niej.

Problemem byli jej rodzice, ciotka i wujek Blair, którzy rozpieszczali ją i dawali jej wszystko, czego chciała. Ale kiedy przeprowadzili się do miasta dwa lata temu, Laura nie była taka zła, bo inaczej Blair już dawno przeprowadziłaby się do swoich sióstr. Nie zrobiła tego, kiedy Sutton wróciła z Europy, ponieważ jej siostra Keira właśnie skończyła studia. Keira zamieszkała z Sutton. Blair czułaby się winna, zostawiając Laurę samą, żeby zamieszkać z siostrami. Jaki to miało sens? Ona i Dan planowali zamieszkać razem, gdy się pobiorą.

Podnosząc głowę, Blair spojrzała na pierścionek na swoim palcu. Pierścionek zaręczynowy, który Dan jej dał.

Nie był duży. Nie chciała dużego. Upewni się, że Dan go odzyska. Mógłby go sprzedać. Bo była pewna, że Laura chciałaby duży, błyszczący pierścionek. Szydziła z pierścionka Blair.

Zdejmując go, Blair miała zamiar rzucić nim przez pokój. Nie, na wypadek gdyby zaginął. Otwierając górną szufladę swojego biurka, Blair wrzuciła go tam, zatrzaskując ją z hukiem. Potrzebowała drinka. Wstając, Blair poszła do biura Romana, gdzie wiedziała, że trzyma butelkę szkockiej. Nie była wielką fanką mocnych alkoholi, ale cokolwiek by się przydało.

Biuro Romana było odzwierciedleniem samego mężczyzny. Wszystko było duże, mocne i męskie. „Nie zapomnij o zastraszaniu.” powiedziała Blair do pustego pokoju.

Podchodząc do jego biurka, otworzyła dolną szufladę i wyciągnęła butelkę szkockiej, którą Roman tam trzymał. Biorąc ją, usiadła na jego kanapie Chestfield przy oknie. Otworzyła butelkę i wzięła łyk. Prawie kaszląc go z powrotem. „O kurde, to pali.” Blair wiedziała, że to droga butelka, Roman lubił tylko najlepsze.

Problem w tym, że była czysta. Dlaczego on lubił to czyste? Tym razem, gdy przyłożyła butelkę do ust, Blair upewniła się, że pije ją małymi łykami. Nie, to nie pomogło. Ale nie było tak źle jak za pierwszym razem. Więc wzięła kolejny łyk. Opierając głowę na kanapie. Przyszła tu, żeby pomyśleć. Jaki był jej następny krok?

Podnosząc rękę, żeby zobaczyć tarczę zegarka, Blair zobaczyła, że jest 15:15. Nie mogła jeszcze zadzwonić do Sutton ani Keiry. Nie teraz. Niech wrócą z pracy. Blair planowała poprosić Sutton i Keirę o pomoc w zorganizowaniu zabrania jej rzeczy z mieszkania. Chociaż nie chciała wywierać zbyt dużej presji na swojej starszej siostrze, Sutton. Była w szóstym miesiącu ciąży i nie była to łatwa ciąża.

Mężczyźni. Dlaczego byli dupkami? Najpierw jej szef za to, że był tak arogancki, zastraszający i czasem niegrzeczny. Potem Dan, który zdradzał ją z jej kuzynką Laurą przez miesiące. Jak nisko można upaść? Potem był Luca, ojciec dziecka Sutton. Który ją zostawił, ciężarną i samą.

Potem zobaczy, czy może przenocować u nich, dopóki nie znajdzie czegoś. Ich mieszkanie nie było wystarczająco duże dla trzech dorosłych i dziecka. Kiedy się urodzi. Ale byłoby świetnie spędzić trochę czasu z siostrami. Jeść lody i obgadywać mężczyzn.

Chociaż Sutton nawet nie mówiła o mężczyźnie, który ją zapłodnił. To był temat, którego odmawiała omawiać. Nawet gdy ich ciotka Viv i wujek Peter żądali odpowiedzi. Blair podniosła butelkę znowu do ust. Tylko ona i Keira znały jego imię.

Telefon na biurku Romana zaczął dzwonić. Blair próbowała go ignorować, ale jak tylko przestał dzwonić, zaczął znowu. Blair przesunęła się na krawędź kanapy, wstając. Pokój lekko się przechylił, co skłoniło ją do szybkiego „Ups.”

Po odzyskaniu równowagi, podeszła do telefonu i podniosła słuchawkę.

„Halo?” przywitała się do słuchawki. Niezbyt profesjonalnie, pomyślała.

„Roman, proszę.” Blair rozpoznała głos. To była Claire Robertson. Mała zabawka Romana. To było najlepsze określenie Claire. Miała ten głupi dziewczęcy głos, który doprowadzał Blair do szału.

„Romana nie ma.” Blair położyła rękę na biurku Romana, aby zatrzymać kołysanie się pokoju.

„Gdzie on jest?” zapytała Claire.

„Skąd do diabła mam to wiedzieć?” Blair była zaskoczona swoją odpowiedzią. Cholera, skąd to się wzięło?

„Jesteś jego sekretarką.” Blair słyszała złość w głosie drugiej kobiety.

„Tak, ale nie jestem jego opiekunem i na pewno nie posiadam szklanej kuli. Zadzwoń lub napisz na jego komórkę.” Blair miała dość tej rozmowy.

„Nie odbiera telefonu od dni.” Claire jęczała.

Usta Blair lekko się rozchyliły. O.

To był ruch Romana. Nie kłócił się, nie robił dramatycznych wyjść. Po prostu zaczynał unikać, zanim zerwał całkowicie. Jeśli Claire nie słyszała od niego od dni, to było po wszystkim. Ona po prostu jeszcze o tym nie wiedziała.

Mały diabełek na jej ramieniu kazał jej to zrobić. Ale Blair nie mogła powstrzymać następnych słów. „Cóż, jedno z dwóch się wydarzyło. Albo zaraz zostaniesz porzucona, albo on nie żyje. Tak czy inaczej, kwiaty będą zaangażowane.”

Blair westchnęła, słysząc zszokowane westchnienie z drugiej strony telefonu, whisky rozgrzewając jej żyły i rozluźniając język. „Słuchaj, Claire, bądźmy szczerzy. On nie jest materiałem na męża. Znajdź kogoś nowego.” Nie czekała na odpowiedź, po prostu odłożyła słuchawkę na miejsce.

Upadła z powrotem na sofę, podnosząc butelkę do ust.

Jej własne problemy wróciły, by ją nawiedzać. Jak mogła być taka ślepa? Jak nie zauważyła znaków? Nie była idiotką. Dan był sprzedawcą. Sprzedał jej marzenie o szczęśliwym końcu. Była po prostu ślepa na pęknięcia w ich związku.

Nie tylko to, wyglądało na to, że coś jej umykało w życiu seksualnym. Jeśli to, co widziała między Danem a Laurą, było jakimkolwiek wskaźnikiem, jak powinien wyglądać akt. Cieszyła się z tego wystarczająco, ale nie było to coś, co sprawiało, że krzyczała, jak to robiła Laura. Czy to było dla jego ego? Czy powinna była to robić? Rzecz w tym, że nie wiedziała.

Dan był jej jedynym kochankiem. To była jego praca, by ją nauczyć.

Blair westchnęła, ponownie podnosząc butelkę - tylko po to, by zatrzymać się, gdy zauważyła dwie wysokie, rozmyte postacie stojące przed nią.

Czekaj. Nie. Nie dwie. Tylko jedną.

Blair zmrużyła oczy. „Cześć.”

Próbowała usiąść, przynosząc butelkę do ust, ale zanim zdążyła wziąć kolejny łyk, została jej odebrana.

„Hej,” zaprotestowała. „To moje. Jeśli chcesz, znajdź sobie swoją.”

Mrugnęła, próbując się skupić.

Mężczyzna stojący przed nią - ten trzymający butelkę - zaczął się wyłaniać.

„Roman?”

„Blair,” powiedział, jego głos był nieczytelny. „Co ty sobie zrobiłaś?”

„Cóż,” powiedziała, lekko bełkocząc, „myślę, że to... dość oczywiste. Jak widzisz, upijam się.” Sięgnęła po butelkę. „Teraz oddaj ją, żebym mogła dokończyć robotę.”

Roman odsunął się, kładąc butelkę na swoim biurku. „Myślę, że miałaś już dość.”

Blair zmarszczyła brwi. „Wiesz... czasami potrafisz być dupkiem. Nie - większość czasu.”

„Sądzę, że jutro będziesz tego żałować.”

Potem, ku jej zaskoczeniu, usiadł obok niej.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział