Rozdział trzydziesty

Roman nie odpuszczał. Wręcz przeciwnie, naciskał mocniej. „Zostawisz ją w spokoju,” powiedział, głosem pełnym grozy. „Albo przysięgam na Boga, następnym razem nie będę taki cywilizowany. I proszę, spróbuj mnie pozwać. Bo, idioto, mam na ciebie o wiele więcej. Więc proszę, daj mi powód.”

Uśmiech Dana...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie