Rozdział sześćdziesiąty siódmy

Izba przyjęć była absolutnie szalona, a ból głowy Blair nie poprawiał się w tym hałasie. Płaczące dzieci, pijani studenci kłócący się z pielęgniarkami i jakiś facet, który najwyraźniej przykleił sobie rękę do butelki piwa. Kolejna noc w mieście.

Leżała na noszach w tym, co było salą egzaminacyjną sz...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie