Rozdział 2

Siedziałam przy barze, pijąc drugiego martini. Kiedy spotykałam się z Owensem, to był mój najmniej ulubiony drink, ale dziś wydawał się być dokładnie tym, czego potrzebowałam. Nie wróciłam do domu od czasu, gdy opuściłam salę eventową kilka godzin temu. Mój telefon dzwonił bez przerwy przez wiele godzin, aż w końcu ustawiłam go na tryb "nie przeszkadzać".

  Było prawie jedenasta wieczorem, a ja byłam w klubie Paradise. Nie miałam ochoty włączać się w tańce, więc siedziałam przy barze, pijąc. Nigdy nie byłam dobrą tancerką; nie zamierzałam zaczynać dziś. Nadal miałam na sobie suknię druhny, makijaż i szpilki. Suknia była kiedyś długą, jedwabną kreacją, która sięgała do ziemi, i taka była, gdy opuszczałam przyjęcie weselne Tatiany. Jednak kilka godzin temu podarłam suknię, tak że teraz kończyła się na wysokości kolan. Rozpuściłam swoje brudnoblond włosy, które wcześniej były w schludnym koku, i pozwoliłam im opaść na ramiona.

  To było moje wyjście ze strefy komfortu. Gdyby Diya mogła mnie teraz zobaczyć, najpierw by się wkurzyła, a potem dopingowała. Byłam ostrożna z nas dwóch, ale dziś postanowiłam rzucić ostrożność na wiatr i żyć, jakby nikt nie patrzył.

  "Czy to miejsce jest zajęte?" Usłyszałam głęboki głos. Odwróciłam głowę i zobaczyłam średniego wzrostu mężczyznę o złotoblond włosach, wyglądającego na około dwadzieścia parę lat, w niebieskiej koszulce polo z okrągłym dekoltem. Wyglądał jak ktoś z drużyny piłkarskiej na uniwersytecie i, sądząc po jego postawie, wiedział o tym i wykorzystywał to jako przewagę.

  Pokręciłam głową, "Nie, nie jest." Odpowiedziałam, a on natychmiast zajął miejsce na stołku obok mnie.

  Skupiłam się z powrotem na szklance w mojej dłoni, wypiłam drugą kolejkę i machnęłam na barmana, którego imienia jeszcze nie znałam, żeby przyniósł mi kolejną rundę. Uśmiechnął się i napełnił moją szklankę, a ja odwzajemniłam uśmiech, mrucząc "dziękuję" wystarczająco głośno, by usłyszał.

  Mężczyzna siedzący obok mnie odchrząknął, a ja w duchu jęknęłam, wiedząc, co będzie dalej.

  "Jesteś tu z kimś?"

  Chciałam powiedzieć nie. To była prawda. Przyszłam tu sama, ale miałam już kilka takich spotkań i nigdy nie kończyły się dobrze. Najczęściej mężczyźni zakładają, że skoro jesteś sama, nie powinnaś im odmawiać. Nie chciałam dziś iść tą drogą, więc skinęłam głową.

  "Tak, jestem," odpowiedziałam, popijając martini. Miałam nadzieję, że na tym zakończę pytania, ale kogo ja oszukiwałam? Wiedziałam, że proste "tak" nie odstraszy mężczyzny. Nigdy tego nie robiło. Większość mężczyzn chciałaby wiedzieć więcej, zobaczyć, czy konkurencja jest do pokonania, ignorując twoją potrzebę, by być zostawioną w spokoju.

  "Gdzie on jest? Bo to wstyd, że taka ładna młoda dama jak ty pije sama bez niego. A tak w ogóle, jestem Kevin." Starał się brzmieć bardziej twardo, niż był, i to mnie irytowało.

  Odwróciłam się, chcąc znaleźć mężczyznę w salonie naprzeciwko mnie, który wyglądałby na wystarczająco groźnego, by przestraszyć pana Twardziela.

  Moje oczy przeszukiwały mężczyzn siedzących w salonie po mojej lewej stronie, i wszyscy byli zajęci jakąś kobietą lub dwiema. Nie było szans, żeby uwierzył, że jestem z którymś z nich. Właśnie gdy miałam otworzyć usta i powiedzieć Kevinowi, że mój mężczyzna musiał wyjść, i pozwolić mu nazwać mnie kłamczuchą, zauważyłam mężczyznę stojącego w białej koszuli z długim rękawem i niebieskich spodniach w rogu salonu. Stał odwrócony do mnie tyłem, więc nie mogłam dostrzec jego twarzy, a wydawało się, że rozmawia przez telefon, ale był jedynym bez kobiety przy boku, i właśnie znalazłam sobie mężczyznę.

  "Tam!" Wskazałam na mężczyznę, który miał wolną rękę w kieszeni, i stał dumnie i groźnie, "ten w białej koszuli z długim rękawem na końcu salonu. Jest zajęty rozmową przez telefon, odkąd przyszliśmy, więc zajęłam się tutaj." Skończyłam i odwróciłam się, żeby zobaczyć niepewność w jego oczach, dokładnie jak chciałam.

  Skupiłam się z powrotem na wódce przede mną. Byłam już przy trzeciej kolejce i zamierzałam skończyć na szóstej.

  "Jesteś pewna? Bo właśnie wyszedł, nawet nie patrząc w tę stronę." Odezwał się Kevin, którego myślałam, że już sobie poszedł, gdy zobaczył, kim jest mój "mężczyzna" i zdał sobie sprawę, że nie ma z nim szans.

Zakrztusiłam się martini, gdy jego słowa do mnie dotarły. Moja głowa gwałtownie obróciła się w stronę kąta salonu, ale mężczyzny już tam nie było.

  No to zaczynamy. Mój mózg był już zbyt powolny po dzisiejszych wydarzeniach i martini, które piłam, by teraz wymyślić jakąś wymówkę.

  Kiedy po kilku sekundach nic mi nie przyszło do głowy, powiedziałam: "Nie powiedziałam, że jesteśmy w najlepszych stosunkach. Dlatego on jest tam, a ja tutaj." i kłamstwa ciągną się dalej.

  "A może on nawet cię nie zna, a ty kłamiesz od początku, żeby poczuć się lepiej?"

  'Nie, po prostu próbowałam cię spławić i nic nie zadziałało.' pomyślałam.

  Skoro moje kłamstwa nie mogły go pozbyć, może prawda to zrobi.

  "Może masz rację, może kłamałam i nie znam go, ale zgadnij co?" Czknęłam, zrobiłam pauzę i kontynuowałam. "Nie prosiłam cię, żebyś do mnie mówił, więc radzę ci przestać teraz."

  Prychnął, "Tak, jasne, przestanę. I tak nie chcę być blisko takiego przegranego jak ty."

  Chciałam chwycić butelkę wódki, którą barman zostawił po drugiej stronie baru i rozbić ją o głowę tego irytującego dupka o imieniu Kevin, ale nie mogłam. Pijana czy nie, nie byłam osobą skłonną do przemocy, ale zasługiwał na to, by poczuć ból za nazwanie mnie przegraną.

  Wciąż byłam pogrążona w myślach, gdy usłyszałam, "Przepraszam, kochanie, czy ten facet ci przeszkadza?" głęboki, chrapliwy głos z angielskim akcentem zapytał zza mnie. Moja głowa obróciła się tak szybko, że bałam się, że odpadnie.

  Moje oczy spotkały głęboko osadzone oczy mężczyzny w białej koszuli i niebieskich spodniach, którego wcześniej zauważyłam w kącie salonu i nazwałam "moim mężczyzną".

  Teraz stał przede mną, wyglądając jak marzenie, z czarnymi włosami, które opadały mu na twarz, przenikliwymi oczami, których odcienie zmieniały się wraz z oświetleniem w pokoju. Jego usta były pełne, a krótko przystrzyżona broda pokrywała jego wyrzeźbioną szczękę. Mogłam się mylić, ale wyglądał na około sześć stóp trzy cale wzrostu, a jego ciało, choć ukryte pod koszulą i spodniami, krzyczało do mnie doskonałością.

  Po chwili, gdy gapiłam się na niego i nic nie mówiłam, uśmiechnął się, a jego głęboki dołek pojawił się, powodując osłabiające dreszcze przebiegające przez moje ciało. Moje nogi zacisnęły się razem, zszokowane efektem, jaki ten mężczyzna na mnie wywierał. Było to surrealistyczne, a jednak realne.

  Ten przystojny mężczyzna tu był, rozmawiał ze mną, pytając, czy ktoś mi przeszkadza, a ja musiałam odpowiedzieć.

  Przestań zachowywać się jak idiotka.

  Pokiwałam głową, robiąc dzióbek, i zobaczyłam, jak irytujący Kevin, który przeszkadzał mi przez ostatnie dziesięć minut, drży ze strachu z kąta oka. "Tak! Nie chciał mnie zostawić w spokoju i nazwał mnie przegraną."

  Urocze oczy mężczyzny zamigotały, a w następnej sekundzie zapanowała w nich wściekła burza. Jego oczy skierowały się na teraz drżącego Kevina obok mnie. "Nazwiesz ją przegraną?" zażądał, górując nad nim jak hulk.

  "To b-było... p-przypadkowe." wyjąkał.

  Próbowałam powstrzymać śmiech i byłam pewna, że jeśli nie zachowa ostrożności, to się posika. Jak bardzo chciałam, żeby zapłacił za nazwanie mnie przegraną, to było ostatnie, czego chciałam.

  Mężczyzna w koszuli wyglądał na gotowego do zadania bólu, z tego co widziałam, a tego nie chciałam.

  Zeszłam z krzesła i ruszyłam w stronę gorącego mężczyzny, który nadal miał swoje zastraszające spojrzenie skierowane na drżącego Kevina. Położyłam rękę na jego piersi i poczułam mięśnie pod spodem, co wywołało dreszcze w całym moim ciele. Przez chwilę brakowało mi słów i nie mogłam oderwać ręki od jego piersi.

  Spojrzał na mnie, a furia w jego oczach zmalała, jakby czytał moje myśli, zwrócił się do drżącego Kevina i powiedział: "Przeproś!" jego przerażający głos rozkazał.

  Kevin lekko skłonił głowę, "Przepraszam, pani." szybko powiedział, z wielkim szacunkiem w głosie.

  "Teraz odejdź!" ryknął.

  W tej samej chwili drżący Kevin uciekł, nie ośmielając się spojrzeć za siebie.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział