Rozdział 37 37

Akim przemyka za róg z niezasłużoną werwą w kroku.

— Wy jesteście przyjaciółmi, ale on i tak się ciebie boi — zauważam.

— Wszyscy się mnie boją.

— Urocza myśl — mruczę sarkastycznie. — Powinieneś sobie to wyryć na nagrobku.

Bez ostrzeżenia Timofey odwraca się na pięcie i zakręca wodę. Owija mój ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie