Rozdział 61 61

—Timofey, proszę — wzdycha. — Cokolwiek próbujesz mi udowodnić, udowodniłeś. Masz przewagę. Zrobię, czego chcesz. Odegram rolę, jakiej ode mnie oczekujesz. Tylko pozwól mi wykonywać moją pracę.

—Cieszę się, że przemówił ci rozsądek.

Marszczy brwi. —To znaczy, że pozwolisz mi dokończyć dzień samej?...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie