Rozdział sześćdziesiąty czwarty — następstwa

Cass siedziała drżąca na aksamitnym podwyższeniu, jej nogi rozchylone obscenicznie, zwiewna halka teraz przylegała do jej mokrych ud, przesiąkniętych siłą jej uwolnienia. Jej oddech wciąż był krótki i nierówny. Ogród był teraz chórem szczytowania—jęki i pomruki odbijały się pod ciemnym baldachimem d...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie