Rozdział 3 Ona nie jest porzucona
Tępy ból przeszył tył jego karku.
Grant przetarł kark dłonią i rozejrzał się dookoła.
Wciąż siedział w samochodzie, ale na zewnątrz widział znajome wieżowce.
Znowu był w Goldenvale?
Pamiętał, jak wyjeżdżał z miasteczka, a potem wszystko pogrążyło się w ciemności.
Zaraz! Amelia!
Gdzie ona jest?
Grant obrócił głowę i w końcu dostrzegł Amelię na zewnątrz samochodu.
Amelia rozmawiała z młodym mężczyzną o kręconych włosach.
– Amelia, mamy już wyniki – powiedział.
– I jak? – zapytała.
Kręconowłosy podał jej raport z badania. – Sama zobacz.
Amelia zmarszczyła brwi, już przeczuwając wynik.
Wzięła raport i od razu przerzuciła kartki na stronę z wnioskami.
[Analiza próbek DNA Strony A i Strony B potwierdza, że obie osoby są rodzeństwem biologicznym.]
Amelia zamknęła raport z identyfikacji, a po jej twarzy przemknął złożony, trudny do opisania wyraz.
Już dawno pogodziła się z tym, że jest sierotą.
A nawet jeśli formalnie nią nie była, to i tak została porzucona przez rodziców.
Dlatego, nawet gdy przez te lata zyskała ogromną siłę i wpływy, ani razu nie próbowała ich odnaleźć.
Kto ją porzucił, ten nie był wart szukania.
Teraz, kiedy dowiedziała się, że jej przeszłość wygląda inaczej, niż myślała, nic dziwnego, że miała mętlik w głowie i sercu.
Mimo to wcale nie była gotowa na jakieś wielkie rodzinne pojednania.
Po tylu latach przywykła do życia wśród swoich ludzi, swoich podwładnych.
Kręconowłosy młody mężczyzna uważnie obserwował jej twarz i zapytał:
– Zamierzasz wrócić do rodziny Richardsonów? Już sprawdziłem – oprócz ciebie mają sześciu synów i jedną adoptowaną córkę. Tam jest dość pokręcona sytuacja rodzinna.
Amelia wepchnęła raport z powrotem w ręce kręconowłosego.
– Tak czy inaczej, wróćmy i zobaczmy na własne oczy.
Kręconowłosy od razu skinął z zadowoleniem głową.
– Idealnie się składa – i tak planujemy w tym roku przenieść centralę do Goldenvale. Skoro masz tu legalną tożsamość, wszystko pójdzie nam dużo sprawniej.
Amelia rzuciła mu chłodne, przenikliwe spojrzenie.
– Czyli wszystko miałeś pięknie obmyślone, co? Tylko po to, żeby mnie przekonać, żebym wróciła i potwierdziła więzy rodzinne?
Kręconowłosy podrapał się po głowie i zaśmiał się nerwowo.
– Taki konieczny ruch. Rynek w Thornfield mocno oberwał od konkurencyjnej grupy. Oni siedzą w ukryciu, my na świeczniku, i oberwaliśmy po kieszeni, nawet nie wiedząc, kim są. Musimy się przenieść.
– Wracaj i daj wszystkim znać, żeby byli gotowi do przeprowadzki w każdej chwili.
– Jasne!
Kręconowłosy odpowiedział i już miał odejść, kiedy nagle sobie o czymś przypomniał.
– Nie było cię wczoraj, ale ktoś złożył u nas duże zlecenie dla Wydziału Operacji Cieni – chodzi o leczenie pewnej osoby w Goldenvale. Skoro już tu jesteś, może weźmiesz to?
– Ile płacą? – zapytała Amelia.
– Powiedzieli, że jak tylko wyleczymy pacjenta, możemy zażądać, ile chcemy.
Amelia uniosła brew.
– Dobra, wykorzystajmy to zlecenie, żeby wyrobić sobie nazwę w Goldenvale.
Ledwo to powiedziała, w samochodzie coś się poruszyło.
Amelia machnęła ręką, a kręconowłosy natychmiast się odwrócił i zniknął między budynkami.
Po chwili Grant podszedł bliżej, zerkając w stronę, w którą odchodził kręconowłosy.
– Amelia, kto to był? – zapytał.
– Wynajęty kierowca. Przywiózł auto do Goldenvale – odparła bez mrugnięcia okiem.
– Aaa, rozumiem – Grant nie zakwestionował tego i znów potarł tył karku. – Nie wiem czemu, ale kark strasznie mnie boli.
– Zasnąłeś w samochodzie. Może za długo drzemałeś i cię po prostu złapało, tak jak czasem „zaspa” szyję – rzuciła lekko.
– Serio tylko tyle? – mruknął z lekkim powątpiewaniem.
– Oczywiście.
Grant czuł, że coś tu nie gra.
Za każdym razem jednak, gdy próbował sobie przypomnieć, co się wydarzyło, kark przeszywał go tak dotkliwym bólem, że w końcu odpuścił.
Amelia wróciła – i to liczyło się dla niego najbardziej.
– Amelia, chodź, odwiozę cię do domu! Rodzice na pewno czekają na wieści od nas.
– Dobrze. Chodźmy.
Amelia nie zaprotestowała. Tym razem nie usiadła za kierownicą – pozwoliła, żeby to Grant prowadził.
Grant w końcu trochę się pozbierał i jechał pewnie w stronę posiadłości Richardsonów.
Chciał się popisać przed Amelią swoimi umiejętnościami za kółkiem, ale ruch w Goldenvale – albo korek, albo czerwone światła – w ogóle nie dawał mu szansy, żeby dodać gazu.
Ponad godzinę później auto wreszcie wjechało na teren rezydencji.
Amelia zmierzyła wzrokiem okazały dwór i zaczęła wierzyć, że Grant wcale nie przesadzał, mówiąc, że Richardsonowie są najbogatszą rodziną w Goldenvale.
Jako córce takiego rodu przeniesienie Wydziału Operacji Cieni do Goldenvale nie sprawiłoby jej najmniejszego problemu.
Ale ledwo Amelia wysiadła z auta, zobaczyła, jak liczni służący nieprzerwanie wynoszą bagaże.
Grant złapał jednego z nich za ramię i zapytał:
– Gabriel, dokąd wy wszyscy jedziecie?
Kiedy Gabriel zobaczył, że to Grant, westchnął ciężko i odpowiedział:
– Nie było pana w domu przez ostatnie dwa dni… w rodzinie stało się coś strasznego.
Z jego krótkich, urywanych zdań Amelia szybko złożyła całą układankę w całość.
Jej ojciec, Quinton Richardson, do niedawna najbogatszy człowiek w Goldenvale, został zabrany przez służby, bo wplątano go w grubą aferę finansową.
Razem z nim byli przesłuchiwani najstarszy syn, Liam Richardson, i drugi syn, Mason Richardson.
Grupa Richardson poniosła ogromne straty, a nawet służba była zwalniana.
Ci ludzie właśnie odebrali wypłaty i szykowali się do wyjazdu.
Grant znieruchomiał, jakby ktoś przyłożył mu w głowę. Przez chwilę nie był w stanie ogarnąć tej katastrofalnej wiadomości.
To Amelia pociągnęła go lekko za rękaw.
– Chodź, najpierw zobaczymy, co się dzieje w środku.
Dopiero wtedy Grant jakby się ocknął. Ze ściągniętą, poszarzałą twarzą, w pół przytomny, wprowadził Amelię do środka.
Ledwie przekroczyli próg salonu, zobaczyli drobną dziewczynę klęczącą przed elegancko ubraną kobietą.
– Mamo, przepraszam… Ja naprawdę nie mam wyjścia.
– Tata i moi bracia mają kłopoty. Jeśli nie zerwę z rodziną, rodzina Sullivanów mnie nie przyjmie.
– Ale spokojnie – ten dokument o zerwaniu więzi to tylko formalność. Jak już wyjdę za Sullivana, będę mogła dalej pomagać Richardsonom, jeśli kiedykolwiek będziecie czegoś potrzebować.
Natalie zamknęła oczy. Na jej twarzy malowało się przejmujące, bezdenne rozczarowanie.
Ten kryzys rodzinny nie był całkiem bez planu. Z jednej strony chcieli wykorzystać tę sytuację, żeby przyczajeni przeczekać burzę i po cichu odbudować siłę.
Z drugiej – chcieli, żeby to doświadczenie stało się próbą charakteru dzieci, żeby zobaczyć, jak poradzą sobie z prawdziwą życiową zawieruchą.
Ale nie spodziewała się, że przybrana córka, którą wychowywała ponad dwadzieścia lat, odwróci się od nich w pierwszej chwili, gdy zrobiło się naprawdę ciężko.
Nawet zwalniani służący, ze łzami w oczach, obiecywali, że jeśli tylko rodzina będzie ich potrzebować, wrócą choćby jutro.
A ta córka…
Natalie właśnie nabierała powietrza, żeby coś powiedzieć, gdy nagle Grant rzucił się naprzód i z rozmachem wymierzył dziewczynie policzek.
Dziewczyna odruchowo złapała się za piekącą twarz i wpatrywała się w Granta z niedowierzaniem.
– Grant, ty mnie naprawdę uderzyłeś?
Grant posłał Yasmin Richardson lodowate spojrzenie.
– No i co z tego? Możesz to sobie nazywać jak chcesz, ale prawda jest taka, że zwyczajnie nas porzucasz, bo uznałaś, że Richardsonowie są skończeni i nie chcesz pójść z nami na dno, co nie?
– Ty…!
– Zamknij się! Idź, zostań sobie panią Sullivan! Od tej chwili Richardsonowie całkowicie z tobą zrywają – nie mamy już ze sobą absolutnie nic wspólnego!
Yasmin spojrzała na Granta, potem na Natalie, która siedziała z zamkniętymi oczami i nie powiedziała ani słowa. Nagle prychnęła pogardliwie i podniosła się z podłogi.
– Dobrze. Sami to powiedzieliście. To wy zrywacie ze mną, a nie ja was zostawiam.
Wyjęła z torebki kartkę papieru i długopis.
– Podpiszcie! Od tej pory mam gdzieś, czy żyjecie, czy nie!
Grant nie czekał, aż Natalie zareaguje. Wyrwał dokument jako pierwszy i szybko nabazgrał swój podpis.
– Podpisane. A teraz wynoś się!
