Rozdział 4 Szukasz śmierci?
Grant z wściekłością cisnął dokumentami o podłogę.
Zawsze wiedział, że z Yasmin jest coś nie tak, ale nikt inny w rodzinie mu nie wierzył.
Teraz nie musiał już sam obnażać jej prawdziwego oblicza.
– Na co się tak gapisz? Nie możesz się wynosić? Spadaj stąd!
Yasmin parsknęła gniewnym śmiechem.
Ona i Grant nigdy się nie dogadywali, a teraz już nie było potrzeby udawać.
Schyliła się, podniosła dokument, po czym zmierzyła Granta długim spojrzeniem.
– Grant, pożałujesz tego, co dziś mi zrobiłeś.
Odwróciła się, żeby wyjść.
Ale kiedy się obróciła, zobaczyła Amelię, stojącą z boku i przyglądającą jej się w milczeniu.
Na widok twarzy Amelii Yasmin zmarszczyła brwi. Dziewczyna była oszałamiająco piękna.
Nawet w tych kiczowatych, wiejskich ciuchach nie dało się ukryć jej urody.
Jej piękno było wręcz napastliwe, takie, które odruchowo wzbudza niepokój u innych.
Te oczy… tak bardzo przypominały oczy Natalie.
Yasmin niemal od razu domyśliła się, kim jest Amelia.
Podeszła do niej i bezceremonialnie zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu.
– To ty jesteś tą zaginioną Amelią?
Amelia krzywo się uśmiechnęła i odburknęła:
– A ty jesteś tą niewdzięczną suką?
– Ty!
W napadzie furii Yasmin uniosła rękę, żeby spoliczkować Amelię.
Ale zanim zdążyła nią zamachnąć, Amelia chwyciła ją pewnie w pół ruchu. Yasmin znieruchomiała, przeszył ją ostry ból w nadgarstku.
Syknęła z bólu i wrzasnęła:
– Suko! Puść!
– Wiecznie wrzeszczysz, że jestem suką. Trochę kultury by się przydało. Sama się wynoś, zanim naprawdę stracę cierpliwość.
Amelia z niesmakiem odepchnęła jej rękę, po czym otarła dłoń o spodnie, jakby chciała zetrzeć z siebie dotyk Yasmin.
Yasmin znów roześmiała się wściekle.
– No pięknie, widać, że jesteście jedną rodziną. Ale nie myśl, że wróciłaś ze wsi, żeby się tu pławić w luksusach – rodzina Richardsonów jest skończona!
– Czy jesteśmy skończeni, czy nie – nie wiem. Ale jak się stąd nie zwiniesz, zanim doliczę do trzech, to ty będziesz skończona.
Yasmin już miała znowu rzucić się na Amelię, kiedy Grant stanął jej na drodze.
– Ludzie! Wynieść ją stąd!
– Nie trzeba mnie wynosić, sama trafię do drzwi! I tak nie chciałam dłużej siedzieć w tym domu! Jeszcze zobaczycie – zemszczę się za dzisiaj!
Dzisiaj przyszła tu sama, żeby uniknąć publicznego upokorzenia i nieprzyjemnej sceny.
Jak tylko wejdzie do rodziny Sullivanów, będzie miała tysiące sposobów, żeby się odegrać.
Grant już miał się wydarć, gdy kątem oka zobaczył, jak ciało Natalie zachwiało się i osuwa na bok.
– Mamo!
Rzucił się, żeby ją złapać, ale poczuł tylko powiew powietrza, gdy obok przemknął ciemny cień.
Mrugnął i zobaczył, że Natalie jest już w ramionach Amelii.
– Amelia, odprowadźmy ją do pokoju.
– Dobrze.
Szybko odprowadzili Natalie do jej pokoju i ułożyli ją na łóżku.
Amelia ujęła dłoń Natalie i skupiła się na badaniu jej stanu.
Jej serce biło bardzo nieregularnie – zemdlała z wrażenia.
Jej organizm był też potwornie osłabiony. To wyglądało na stare schorzenie, wymagające ostrożnego leczenia; inaczej jej ciało mogłoby nie wytrzymać.
Grant właśnie kazał kamerdynerowi zadzwonić na pogotowie, kiedy odwrócił się i zobaczył, jak Amelia bada Natalie.
Zastygł na chwilę, po czym podszedł i zapytał:
– Amelia, ty znasz się na medycynie?
Amelia bez namysłu wymyśliła na poczekaniu wymówkę:
– Trochę się nauczyłam od wiejskiego lekarza, kilka lat temu. Macie w domu igły do akupunktury? Trzeba ją teraz leczyć.
Na wieść, że uczyła się lekarstwa u jakiegoś wiejskiego znachora, kamerdyner, Holden, zaniepokoił się, że Amelia może jej zaszkodzić, i przypomniał:
– Zadzwoniłem po karetkę. Powinna być za jakieś dwadzieścia minut.
Amelia powiedziała bez cienia emocji:
– W jej stanie… jeśli trafi do szpitala, lekarz poda jej tlen, zleci masę badań, a potem przepisze standardowe leki i odeśle ją do domu.
Grant podjął decyzję w jednej chwili.
– Idź do sali rehabilitacyjnej i zobacz, czy terapeutka nie zostawiła igieł do akupunktury.
Pokój do rehabilitacji w domu urządzono dlatego, że Quinton od lat miał problemy z kręgosłupem.
Holden nie miał wyjścia – musiał pójść po rzeczy, chociaż był temu przeciwny.
Na szczęście, chociaż terapeutkę zwolniono, sprzęt wciąż tam był.
Szybko przyniósł etui z igłami, które Amelia otworzyła, rozkładając przed sobą komplet srebrnych igieł.
Po odkażeniu wbiła je w kilka punktów na ciele Natalie.
Jednak po założeniu igieł Natalie nadal nie reagowała; miała zamknięte oczy.
Widząc to, Holden po cichu odciągnął Granta na bok.
Z całego rodzeństwa Grant był najmłodszy i najmniej godny zaufania.
Reszta pojechała zająć się sprawą Quintona, a on został w domu sam. Nie mógł pozwolić, żeby Grant coś schrzanił.
– Grant.
Holden zerknął w stronę Amelii i ściszonym głosem zapytał:
– Ta, którą przyprowadziłeś, to na pewno pani Richardson?
– No pewnie! Spójrz jej w oczy – są takie same jak oczy mamy, kiedy była młoda! A na szyi ma ten podwójny rybi wisiorek, który mama dała jej, zanim zniknęła.
Holden skinął głową i od razu przeszedł do sedna:
– Zanim wyjechałeś, dowiedzieliśmy się, że panią Richardson adoptowała jakaś rolnicza rodzina na wsi. Mówiąc wprost – co tacy ludzie ze wsi mogą wiedzieć o leczeniu? Karetka zaraz będzie. Powiedz jej, żeby przestała się bawić, i zawieziemy panią Richardson do szpitala, to będzie pewniejsze.
– Chcesz powiedzieć, że myślisz, że Amelia mogłaby zrobić mamie krzywdę?
Holden szybko pokręcił głową.
– No coś ty, oczywiście, że nie. Martwię się tylko… na wszelki wypadek. Sam widziałeś – po wbiciu tych igieł pani Richardson w ogóle nie zareagowała.
Grant był bardziej bezpośredni i po prostu podszedł prosto do Amelii.
– Amelia, za ile mama się obudzi?
– Dziesięć minut – odpowiedziała, równocześnie precyzyjnie poprawiając jedną z igieł.
Ucisk w klatce piersiowej i duszność musiały ustępować stopniowo.
Grant przytaknął i odwrócił się do Holdena:
– Poczekajmy dziesięć minut! Jak po dziesięciu minutach się nie obudzi, zawieziemy ją do szpitala. Nie panikuj od razu – na wsi też są dobrzy lekarze.
Słysząc to, Amelia również spojrzała w stronę Holdena.
– Nie martw się tak. Obudzi się.
Holden uśmiechnął się krzywo, trochę skrępowany:
– Jasne.
Grant naprawdę był bez ogródek.
Jak on mógł coś takiego walnąć prosto z mostu?
Nic dziwnego, że wszyscy mówili, iż z sześciu synów rodziny Richardson – poza wyszkolonym w sztukach walki piątym synem, Felixem – to właśnie Grant był najbardziej prostolinijny.
Kiedy Holden coraz bardziej się denerwował, z dołu dobiegł dźwięk syreny karetki.
Natychmiast powiedział:
– Karetka już jest! Grant, chodź, wyniesiemy panią Richardson!
Ledwo to powiedział, drzwi zostały kopniakiem wyważone.
Wszyscy odruchowo spojrzeli w stronę wejścia.
Do środka wszedł mężczyzna o gęstych brwiach, dużych oczach i bliźnie przecinającej prawy łuk brwiowy.
– Grant, słyszałem, że mama…
Nie zdążył dokończyć, bo Felix zobaczył, jak Amelia wbija grubą srebrną igłę w sam czubek głowy Natalie.
Jego wzrok aż zapłonął wściekłością.
– Kim ty jesteś?! Jak śmiesz krzywdzić moją matkę! Masz dosyć życia!
Zamachnął się i wyprowadził cios dłonią prosto w Amelię.
