Rozdział 5 Niesamowite sztuki walki!
Felix świetnie sobie radził w walce.
Kiedy Grant zobaczył, że Felix zamierza zaatakować Amelię, rzucił się, żeby go powstrzymać.
– Felix! Przestań!
Ale Felix był zdeterminowany zabić każdego, kto skrzywdził Natalię. Jak miał teraz w ogóle słuchać Granta?
Odepchnął go brutalnie, gdy ten próbował zastąpić mu drogę, potem błyskawicznie go wyminął i zamachnął się na Amelię.
W chwili, gdy jego potężna dłoń miała już uderzyć w tył głowy Amelii, Grant był przekonany, że to koniec. Nie miał odwagi patrzeć na to, co ją czeka, więc odruchowo zamknął oczy.
Usłyszał tylko suchy trzask – dźwięk wyskakującej kości.
To koniec.
Czy jej czaszka właśnie pękła?
Amelia! Ich Amelia!
Grant z rozpaczą otworzył oczy – i zobaczył, że ranna wcale nie była Amelia, tylko Felix.
W jakiś sposób Amelia przygwoździła go do podłogi jedną ręką. Nie mógł się ruszyć, a jego twarz wykrzywił ból.
Holden, stojący nieopodal, aż zamarł z wrażenia.
Grant nie dostrzegł, co się stało, ale Holden widział wszystko jak na dłoni.
W tamtej chwili Amelia poruszyła się tak szybko, że gołe oko zarejestrowało ledwie smugę. Szybko, precyzyjnie, bez litości – obronę w sekundę zmieniła w atak, jednym ruchem powaliła Feliksa i przycisnęła go mocno do ziemi.
Niesamowita szybkość i naprawdę imponujące umiejętności!
Nawet ktoś, kto nie zna się na sztukach walki, widziałby od razu, że Amelia przewyższa Feliksa o kilka klas.
Ale jak to w ogóle możliwe?
Felix był przecież z Stowarzyszenia Sztuk Walki.
Każdy, kto dostawał się do Stowarzyszenia, miał wyjątkowe umiejętności – co najmniej pięciu na raz potrafił spokojnie położyć.
Czy ta Amelia naprawdę miała dorastać gdzieś na wsi, na zabitej dechami prowincji?
Podczas gdy Holden stał jak wryty, Grant zdążył już się otrząsnąć i rzucił się, by sprawdzić, co z Amelią.
– Amelia, nic ci nie jest?
Amelia pokręciła głową, twarz miała zupełnie bez wyrazu.
Umiejętności napastnika były za słabe, żeby choć trochę jej zaszkodzić.
Felix, z trudem znosząc ból w ramieniu, posłał Grantowi pełne urazy spojrzenie.
– To ty powinieneś zapytać, czy mnie nic nie jest! I w ogóle, kto to jest ta Amelia? Czemu stajesz po stronie kogoś, kto skrzywdził naszą mamę? Wystarczyło, że raz wyszedłeś z domu i już ci się w głowie poprzewracało? Zwariowałeś?
Kiedy Grant upewnił się, że z Amelią naprawdę wszystko w porządku, w końcu wyjaśnił Felixowi:
– Felix, to jest Amelia, nasza siódma siostra. Ona nie krzywdzi mamy, tylko ją leczy, rozumiesz? Ratuje ją!
Felix zesztywniał i spojrzał na Amelię z niedowierzaniem.
Z jego perspektywy widział jednak głównie jej smukłe, a jednak zaskakująco silne ramię.
– Ty jesteś moją siostrą?
Amelia już wcześniej domyśliła się, kim jest Felix.
Kiedy zrozumiała, że to wszystko było zwykłym nieporozumieniem, puściła go.
Odpowiedziała tylko krótko, po czym wróciła do łóżka Natalii i kontynuowała zabieg.
Jej twarz pozostała całkiem spokojna, jakby przed chwilą absolutnie nic się nie wydarzyło.
Felix, odzyskawszy swobodę, z trudem podparł się zdrową ręką i ledwo co podniósł z podłogi.
Grant zerknął na Amelię, potem na blade jak ściana oblicze Feliksa i nie mógł się powstrzymać:
– Felix, na pewno nic ci nie jest?
Nic a nic!
Jego prawe ramię było zwichnięte, a wszystko poniżej łokcia zwisało bezwładnie, jak obce.
Najdrobniejszy ruch przeszywał go bólem aż do kości.
Ale duma nie pozwalała mu się przyznać.
Jak ktoś ze Stowarzyszenia Sztuk Walki mógł dać się tak łatwo pokonać własnej siostrze?
Zlekceważył ją, a ona jednym, prostym ruchem położyła go na łopatki.
Połknąwszy dumę, Felix uparcie wycedził:
– Nic mi nie jest!
Słysząc to, Grant niczego nie podejrzewał i odetchnął z ulgą.
– No to dobrze. O mało co nie zrobiłeś krzywdy Amelii. Następnym razem uważaj trochę bardziej!
Felix nie mógł się powstrzymać i znowu spojrzał na Amelię.
Miała na sobie połatany żakiecik, jakby zdjęty z jakiejś wiejskiej gospodyni w średnim wieku.
Otaczała ją lodowata aura, od której aż się zawahał.
Z jego miejsca nadal nie widział wyraźnie jej twarzy.
W jego wspomnieniach Amelia była słodką, łagodną, rozkoszną dziewczynką.
A ta Amelia, stojąca przy łóżku Natalii, biła ostrą, przytłaczającą wręcz energią. Nie zostało w niej nic z tamtej cichej, delikatnej dziewczynki, którą pamiętał.
– Skąd niby miałem wiedzieć, że to Amelia? Na sto procent jesteś pewien, że to naprawdę nasza siostra?
– Już to sprawdziłem. Nie ma mowy o pomyłce.
Po wyjaśnieniach Granta i gdy zobaczył wisiorek jako dowód, Felix w końcu zaczął w to wierzyć.
Zaciskając zęby z bólu, zapytał, czemu Natalia nagle zemdlała.
Na to wspomnienie Grant tak się wściekł, że aż mu się szczęka naprężyła.
– To wszystko przez Yasmin!
– Yasmin? Co znowu odwaliła?
– Od tej chwili mamy tylko jedną siostrę – Amelię! Yasmin nie ma już nic wspólnego z rodziną Richardsonów!
Z sześciu synów Quintona, wszyscy oprócz Granta byli mocno związani z Yasmin.
Słysząc to, Felix odruchowo założył, że to Grant coś zawalił.
– Grant, ty się z Yasmin żrejesz od zawsze. Nieważne, o co się z nią tym razem pokłóciłeś, ale takich rzeczy nie możesz gadać! Od dnia, w którym ją adoptowano, jest naszą siostrą!
Grant parsknął gorzkim śmiechem.
Wiedział, że Felix jest uparty jak osioł. Jak się na kimś albo czymś uprze, to choćby skały pękały, zdania nie zmieni.
Więc Grant nie wdawał się w dyskusje. Zamiast tego wyciągnął jeden egzemplarz dokumentu o zerwaniu więzi i rzucił nim w Feliksa.
– To sobie zobacz!
Felix z niedowierzaniem chwycił kartkę.
Kiedy przeczytał treść, jego oczy nagle się rozszerzyły.
– To charakter pisma Yasmin.
Nie było opcji, żeby pomylił jej pismo.
Czarnym na białym stało, że Yasmin nie będzie miała już żadnych powiązań z rodziną Richardsonów, a umowa adopcyjna zostaje rozwiązana.
O co tu, do cholery, chodziło?
Po krótkim osłupieniu w głowie Feliksa błysnęło podejrzenie.
Złapał Granta za kołnierz nieuszkodzoną lewą ręką, patrząc na niego z jawną wrogością.
– To dlatego, że Amelia wróciła, chcesz wyrzucić Yasmin z domu?
– Nawet jeśli Richardsonowie podupadli, to już nas nie stać, żeby wykarmić Yasmin?
– Jak by nie było, patrzyliśmy, jak dorasta! Jak mogłeś coś takiego zrobić?!
Grant tak się zdenerwował, że o mało nie przewrócił oczami.
– Powtarzałem już – z nas wszystkich, oprócz mnie, wy jesteście ślepi jak krety!
Felix zmarszczył brwi.
– Co ty za głupoty gadasz? Maszeruj po Yasmin, przyprowadź ją z powrotem i porządnie ją przeproś! Inaczej nie miej do mnie pretensji, jak pójdziemy w łapy!
Twarz Granta pociemniała. Odepchnął Feliksa i z rozczarowaniem w głosie syknął:
– Serio podniesiesz rękę na własnego brata przez obcą babę?
– Co ona ci zrobiła, czym ci tak głowę zakręciła, że nadal nie widzisz, jaka jest naprawdę?
– Sam przed chwilą pytałeś, czemu mama nagle zemdlała, prawda?
– Dobrze, to ci powiem!
– Nie zmuszałem jej, żeby pisała to wypowiedzenie – to ona nas zmusiła, żebyśmy to podpisali!
– Jak tylko wpadliśmy w kłopoty, napisała ten dokument, żeby się od nas odciąć. Żebyśmy czasem nie zaszkodzili jej małżeństwu z rodziną Sullivanów!
– Mama zemdlała, bo tak się na nią wściekła!
