Rozdział 7 Prosisz o pobicie!

Amelia lekko się zmarszczyła i już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, kiedy Natalia po prostu zrugała go wprost.

– Felix! Nie odzywaj się w taki sposób.

– Amelia jest twoją siostrą. Jak wtedy zaginęła, w dużej mierze to była twoja wina.

– A teraz, kiedy wróciła, powinieneś o nią dbać. Jak możesz być tak wredny dla własnej siostry?

– Poza tym, jak cofniemy się z naszym rodem o trzy pokolenia, to też byliśmy zwykłymi chłopami. Nieważne, jak wysoko zajdziesz, nigdy nie zapominaj, skąd pochodzisz.

– Marsz do pokoju i zastanów się nad swoim zachowaniem! Bez mojego pozwolenia masz stamtąd nie wychodzić!

Amelia spojrzała na Natalię zaskoczona.

Nie dlatego, że Natalia stanęła w jej obronie, tylko przez to zdanie „nigdy nie zapominaj, skąd pochodzisz” – dokładnie tak samo często mówiła do swoich podwładnych.

Ich zasady były bardzo podobne.

Sympatia Amelii do Natalii jeszcze się pogłębiła.

Felix spanikował.

– Mamo, przy tym, co się teraz dzieje z naszą rodziną, jak możesz kazać mi siedzieć w pokoju? Muszę iść do Stowarzyszenia Sztuk Walki i zapytać, czy ktoś może pomóc tacie.

– Ty się tym nie zajmujesz! A do tego całego Stowarzyszenia Sztuk Walki już nie masz po co chodzić. To nie jest porządne miejsce.

Felix kiedyś taki nie był. To ludzie ze Stowarzyszenia Sztuk Walki go takim zrobili.

Nie powinna była wtedy pozwalać mu tam trenować.

– Mamo.

– Ty mnie już nawet nie słuchasz, tak? Zaraz ci… – Natalia nagle zaczęła gwałtownie kaszleć.

Zmartwiony jej stanem zdrowia, Felix musiał odpuścić.

– Mamo, nie denerwuj się. Już idę się zastanowić.

Po tych słowach spojrzał na Amelię.

W jego oczach było czyste nieszanowanie, wręcz niechęć.

Ledwo wróciła, a rodzina zbankrutowała, wpakowała się w kłopoty, a teraz jeszcze on dostał karę.

Była chodzącym pechem!

Felix wyszedł, wściekły.

Grant próbował pocieszyć Amelię. – Amelia, nie przejmuj się nim. Felix jest prostolinijny, więcej w nim mięśni niż rozumu, ale serce ma dobre. Jak już cię zaakceptuje, będzie o ciebie dbał bardziej niż o siebie.

Amelia skinęła głową. – Wcale się nie przejęłam.

Natalia poklepała Amelię po dłoni.

– Dopiero wróciłaś. On jeszcze nie zdążył się do ciebie przyzwyczaić. Z czasem będzie lepiej. A jak w przyszłości znowu będzie cię tak traktował, powiedz mi, a ja już go ustawię do pionu.

Amelia pomyślała, że wcale nie potrzebuje Natalii – sama potrafi ustawić Felixa.

– A tak w ogóle, mamo…

W tym momencie Grant zapytał o Liama i Masona.

– Słyszałem od służby, że Liam i Mason też zostali zabrani. Przecież mówili, że doniesienie było tylko na tatę? Oni nie są w polityce. Jak ich w to wciągnęli?

Natalia ciężko westchnęła. – Pokłócili się z tymi ludźmi, którzy zabrali twojego ojca. Już wynajęłam adwokata, a twój trzeci brat, Lucas, też się tym zajmuje. Powinni niedługo wyjść.

– Lucas? Przecież on teraz jest na planie, kręci z ekipą.

– Jak coś takiego dzieje się w domu, to jak miał zostać na planie? Wrócił wczoraj.

– A Hunter?

– Hunter jeszcze nic nie wie o sytuacji w rodzinie. Nadal jest na misji medycznej za granicą. Nie mów mu, żeby mu to nie przeszkodziło w pracy.

Sytuacja rodu Richardsonów wyglądała na skomplikowaną, ale to był tylko fragment ich planu.

Synom nie mogła jeszcze wszystkiego powiedzieć.

Grant ze zrozumieniem skinął głową i zapytał:

– Co ja mogę zrobić, żeby pomóc?

– Przygotuj się. Za trzy dni zorganizujemy przyjęcie powitalne dla Amelii. Skoro Amelia zdecydowała się zostać, to musimy to zrobić z przytupem i dać wszystkim jasno do zrozumienia, kim jest.

– Ale…

Grant spojrzał na Amelię z wahaniem.

Amelia udawała, że nie zauważa. – Mamo, pójdę zrobić ci lekarstwo.

Natalia wiedziała, że Grant chce coś powiedzieć, więc tylko skinęła głową. – Dobrze. Holden, zaprowadź Amelię do kuchni.

– Tak jest, pani Richardson. Proszę ze mną.

Kiedy Amelia wyszła, a drzwi się zamknęły, Grant od razu się odezwał:

– Przy tym, jak teraz wygląda sytuacja naszej rodziny, jeśli zrobimy przyjęcie powitalne, ludzie mogą w ogóle nie przyjść.

„Wiem. Czy przyjdą, czy nie, to już ich sprawa. Najważniejsze, żeby godnie przyjąć Amelię. Nieważne, jak bardzo podupadła nasza rodzina, nie możemy pozwolić, żeby Amelia cierpiała. I tak już swoje przeszła przez te wszystkie lata.”

Poza tym przyjęcie powitalne było świetną okazją, żeby zobaczyć, kto jest kim naprawdę.

Tych, którzy przyjdą, zapamięta.

A tych, którzy nie przyjdą – też zapamięta.

Grant skinął głową.

„Tak jest!”

„Dobra, ty się skup na przygotowaniach. I posprzątaj porządnie pokój Amelii, żeby mogła wygodnie mieszkać. Ona już wystarczająco się nacierpiała. Nawet jeśli nam się nie przelewa, musimy się o nią dobrze zatroszczyć.”

„Ty tylko porządnie odpocznij. Ja zajmę się pokojem. Zresztą, przez te wszystkie lata sama raz w tygodniu robiłaś tam generalne porządki. Może się wprowadzać choćby zaraz.”

Natalie skinęła głową, ale wciąż czuła, że to za mało. Wyjęła telefon i sama wybrała dla Amelii ubrania oraz inne rzeczy na co dzień.

To ubranie, które Amelia miała na sobie, było strasznie znoszone. Aż jej się serce ściskało, kiedy na nie patrzyła.

Wcześniej nie miała szansy naprawdę się Amelią zaopiekować. Teraz, kiedy córka wróciła, choć sama jeszcze nie do końca odzyskała zdrowie, czuła szczerą radość, że może to wreszcie robić.

Kiedy wybierała ubrania, uśmiechała się pod nosem.

Ale im szerzej się uśmiechała, tym częściej po policzkach spływały jej łzy.

Tymczasem Amelia zdążyła już zacząć przygotowywać lekarstwa dla Natalie.

Zdrowie Natalie podupadło, odkąd Amelia zaginęła.

Dlatego w domu nigdy nie brakowało leków.

Właśnie dzięki temu Amelia bez trudu znalazła wszystkie potrzebne zioła.

„Na małym ogniu przez godzinę.”

Poleciła Holdenowi pilnować wywaru, po czym ruszyła w stronę pokoju Natalie.

Idąc, przeglądała w telefonie informacje o rodzinie Richardsonów, które wysłał jej kręcony chłopak.

Zanim Quinton trafił na przesłuchanie, był jedną z ważniejszych postaci w Goldenvale.

Jego sześciu synów sprawiało wrażenie zupełnie przeciętnych.

Zwłaszcza Liam, niepełnosprawny od dziecka. Miał wrodzoną wadę nóg i mógł poruszać się tylko na wózku.

Kręcony chłopak gorączkowo wysyłał kolejne wiadomości.

[Amelia, z Richardsonami koniec. Jak tylko coś wyda ci się podejrzane, od razu się stamtąd zwijaj. Nie daj się wykorzystać. Jak się okaże, że są tacy sami jak tamta rodzina ze wsi, to będziesz miała przechlapane.]

Amelia odpisała:

[Okej] i nadal spokojnie szła na górę.

Po kimś takim jak Piper nie odpuszczała już czujności ani na chwilę.

Dopóki nie rozgryzie, co to za ludzie, nie zamierza ujawniać swojej prawdziwej tożsamości.

Na razie musiała wykorzystać nazwisko Richardsonów, żeby oddział Operacji Cieni mógł gładko przenieść się do Goldenvale.

Przechodząc obok jednego z pokoi, usłyszała z środka jęki bólu i urywane, ostre oddechy, jakby ktoś się tam strasznie męczył.

Zatrzymała się, nacisnęła klamkę i weszła do środka.

W pokoju był Felix.

Próbował napić się wody, ale miał zwichniętą rękę, nie miał w niej żadnej siły. Ledwo napełnił szklankę, a już cały był zlany zimnym potem, jak po porządnym prysznicu.

Kiedy usłyszał, że drzwi się otwierają, odruchowo spojrzał w tamtą stronę.

Na widok Amelii jego twarz natychmiast wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia.

„Przyszłaś się ze mnie pośmiać?”

Amelia nic nie odpowiedziała. Podeszła do Felixa i – mimo jego podejrzliwego spojrzenia – chwyciła jego zwichniętą prawą rękę.

„Co ty wyprawiasz?!”

Próbował ją odepchnąć, ale Amelia trzymała mocno. Nie był w stanie wyrwać dłoni.

„Cholera jasna! Prosisz się o lanie!”

Felix już zamierzał uderzyć Amelię drugą ręką, kiedy nagle poczuł, że do prawej wróciła siła.

Zdezorientowany obrócił nadgarstek. Nic go nie bolało.

Dopiero wtedy dotarło do niego, że Amelia właśnie nastawiła mu staw.

Spojrzał na nią oszołomiony, ale ona już zdążyła się odwrócić i wyjść z pokoju.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział