Rozdział 3
Dokładnie rok i dwadzieścia trzy dni temu dowiedziałam się, że Zayden jest moim przeznaczonym. Tydzień wcześniej skończyłam osiemnaście lat i przeszłam swoją pierwszą przemianę. Większość wilkołaków zmienia się po raz pierwszy w wieku szesnastu lat, niektórzy nawet piętnastu, ale późno dojrzewający wilcy przechodzą pierwszą przemianę dopiero w wieku osiemnastu lat. U mnie stało się to tydzień po urodzinach.
Moja pierwsza przemiana nie była aż tak bolesna, jak się nastawiałam. Ailana twierdzi, że to dlatego, że moje ciało przyzwyczaiło się do bólu, ale szczerze w to wątpię. Może i wyrobiłam sobie jakąś tam odporność, ale z tego, co czytałam i widziałam, nic nie da się porównać z bólem pierwszej przemiany.
Kiedy od razu nie znalazłam swojego partnera, zaczęłam panikować. Modliłam się i błagałam Boginię Księżyca, żeby szybko postawiła go na mojej drodze i w końcu zakończyła tę całą tajemnicę. Nawet gdyby nie był silnym wilkiem, przynajmniej byłby jeszcze ktoś, kto mógłby mnie pokochać poza Ailaną. Śniłam o tym, że uciekniemy razem gdzieś daleko, jak bohaterowie z tanich romansów, ale Bogini Księżyca miała dla mnie zupełnie inny plan.
Kiedy w końcu, tydzień po pierwszej przemianie, wyczułam jego zapach, byłam tak podekscytowana, że aż mnie nosiło. Ale to podniecenie trwało bardzo krótko. Bogini Księżyca sparowała mnie z najsilniejszym wilkołakiem w stadzie Srebrnego Księżyca, drugim po swoim ojcu, obecnym alfie. Zdecydowanie więcej, niż bym się kiedykolwiek odważyła sobie wymarzyć. Ale wystarczył jeden rzut oka na twarz mojego partnera, żeby zrozumieć, że on mnie nie chce.
– Zamierzasz mnie odrzucić? – zapytałam go drżącym głosem. Zayden jest ode mnie o trzy lata starszy, więc zakładałam, że od trzech lat wie, że jestem jego przeznaczoną, ale nie zrobił absolutnie nic, żeby to pokazać.
Jako najbardziej pożądany kawaler w stadzie i alfa, Zayden był potwornie popularny, szczególnie wśród dziewczyn. Był takim naszym „playboyem z watahy”, zmieniał partnerki w łóżku tak często, jak koszule. Niejeden raz mu usługiwałam, podawałam do stołu, spełniałam jego zachcianki, a mój grzbiet nieraz już wcześniej poznał uderzenie jego bata. Nigdy jednak, ani przez sekundę, nie wpadłam na to, że on może być moim przeznaczonym. Jeśli dostrzegałam jego pogardliwe spojrzenia i tą ledwie skrywaną niechęć, nie uważałam tego za nic niezwykłego, biorąc pod uwagę moją historię z jego rodziną i stadem. Wręcz przeciwnie – wydałoby mi się dziwne, gdyby był wobec mnie miły.
– Nie – warknął z wściekłością. – Nie mogę udawać, że cię nie nienawidzę i że się ciebie nie wstydzę, ale nie mogę cię też odrzucić.
Te słowa dały mi nadzieję. Nie zamierzał mnie odrzucić. Nie wiem, czy moja wilczyca byłaby w stanie przyjąć odrzucenie po wszystkim, co przeszłyśmy. Nie chciałam tego. Powiedział, że mnie nienawidzi, ale może z czasem miałby szansę mnie poznać i jednak polubić.
Może nie należę do jego ligi dziewczyn, ale przecież musiało coś znaczyć, że jestem jego partnerką, prawda? Nieważne, jak bardzo mnie nienawidził – i tak czułby więź przeznaczonych, a może z czasem coś by się w nim przełamało. Ale on patrzył na mnie i widział tylko wstyd. Patrzył na mnie i w duchu przeklinał Boginię za to, że nas połączyła.
– Nie wolno ci nikomu powiedzieć, że jesteśmy przeznaczeni – chwycił mnie wtedy za szyję i ścisnął. Skinęłam głową, łzy same ciekły mi po policzkach. – Jeśli to zrobisz, zabiję cię. Nikt nie może się dowiedzieć. Nawet Ailana – ostrzegł mnie.
Człowiek, który z założenia miał zakończyć moje cierpienie, tylko je pogłębił. – Nie możesz być moją luną. Spójrz tylko na siebie! – Puścił mnie tak gwałtownie, że runęłam na ziemię i zaczęłam kaszleć, próbując złapać oddech.
Tej nocy zrzucił na mnie wszystkie możliwe przekleństwa, napluł mi w twarz, a potem kopał mnie ciężkimi butami tyle razy, aż krew zaczęła kapać mi z nosa i ust.
Każdego dnia po tamtym wieczorze czułam przeszywający, przewlekły ból od tego, że był z inną kobietą. Czasem było gorzej, czasem trochę lżej, ale to nigdy nie znikało. Potrafił zaczepiać mnie przez więź umysłu, drażnił się ze mną, kiedy pieprzył inną, a czasem zmuszał mnie, żebym patrzyła.
Przywiązywał mnie do krzesła w swoim pokoju, kneblował mi usta i kazał patrzeć, jak ma trójkąty i czworokąty z innymi kobietami, takimi, które nie były z mojego stada. Skoro nie chciał, żeby ktokolwiek ze Srebrnego Księżyca dowiedział się, że jesteśmy sobie przeznaczeni, nigdy nie brał do łóżka żadnej naszej wilczycy, gdy szykował dla mnie „przedstawienie”. Wyglądało na to, że mój ból działa na niego jak najmocniejszy afrodyzjak. Raz powiedział mi wprost, że kiedy widzi, jak cierpię, jego kutas od razu twardnieje. I przez ostatni rok i dwadzieścia trzy dni bardzo pilnował, żebym naprawdę cierpiała.
Płakałam całymi nocami, skulona na lodowatej podłodze mojego pokoju. Ciężko było ukrywać ból, Ailana bardzo szybko się zorientowała, ale nie mogłam jej powiedzieć prawdy. Bałam się, co jej brat zrobiłby mi, gdyby się dowiedział, że ona wie. Wiedziałam, że nie potrafiłaby siedzieć cicho. Poszłaby prosto do niego, rzuciłaby mu się do gardła. Więc za każdym razem kłamałam, że to tylko ból brzucha.
Nienawidziłam tego, że muszę ją okłamywać. Martwiła się, że nabawię się wrzodów żołądka, więc przynosiła mi jedzenie i leki, pilnując, żebym połknęła je przy niej. Brałam je, bo nie chciałam, żeby coś podejrzewała, ale nawet ten jej odruch serca robił mi jeszcze większą krzywdę. Faszerowałam się lekami na chorobę, której nie miałam. Nigdy nie zaproponowała, żebym poszła do lekarza stada, bo wiedziała, że i tak by mnie nie przyjął. Nie miałam prawa do żadnej opieki medycznej, bez względu na to, jak bardzo byłabym chora.
Od chwili, gdy alfa ogłosił, że Ailana i Zayden będą rywalizować o fotel przywódcy, między rodzeństwem było bardzo napięcie. Zayden uznał to za policzek ze strony ojca, a potem zrobił sobie z oczerniania młodszej siostry codzienny nawyk. Zarzucał jej, że chce ukraść mu jego dziedziczne prawo.
Ja sama uważałam, że Ailana bardziej zasługuje na miejsce alfy niż Zayden. Nie dlatego, że była moją przyjaciółką, ani przez to, co mogłabym zyskać, gdyby została alfą. Po prostu była o wiele bardziej urodzonym liderem niż jej starszy brat. Myślę, że Alfa Thane ogłosił tę rywalizację po to, żeby w końcu zmusić Zaydena do opamiętania. Zayden miał długą listę grzeszków: leciał na wszystko, co chodziło w spódnicy, trwonił fundusze stada i szukał sobie niepotrzebnych kłopotów u innych alf.
Ailana natomiast świetnie radziła sobie z rachunkami. Wiele razy, kiedy Zayden podbierał pieniądze stada, to właśnie ona go na tym łapała. Jej wilczyca nie była tak wielka jak wilk Zaydena, ale wciąż była alfą, z krwi i kości. Zdarzało się, że Zayden powalał ją na treningowym placu – to tylko potwierdzało, że jego wilk jest silniejszy. Spędził cały rok w akademii alfy, co dawało mu jeszcze większą przewagę. Ale gdyby Ailana mogła trenować ciężej i dostałaby takie same szanse jak on, gdyby sama pojechała do akademii alfy, to jestem pewna, że miałaby realną szansę go pokonać i przejąć władzę.
Otrząsnęłam się z ponurych myśli, kiedy zbliżałam się do kuchni. Jak zwykle byłam spóźniona do swoich obowiązków, ale ku mojej uldze, po wejściu zastałam kuchnię pustą. Tylko jedna omega-klarka klęczała pośrodku, z rękami splecionymi za plecami, odbywając karę.
Stosy naczyń piętrzyły się w zlewie, inne walały się po blatach. Łyżki, widelce, kubki, noże, talerze, garnki, tace, szmatki kuchenne, serwetki. Całe pomieszczenie wyglądało jak po przejściu huraganu. Zastanawiałam się, czemu Zella jeszcze mnie nie wezwała, widząc ten totalny bajzel.
Podbiegłam do zlewu, nie odzywając się ani słowem do tamtej omegi. Widok kogoś odsiadującego karę w kuchni nie był niczym dziwnym. Nigdy nie zrozumiem, czemu Zella uważała kuchnię za najlepsze miejsce do wymierzania kar.
Jeśli wezmę się do tego naprawdę szybko, umycie wszystkich naczyń zajmie mi jakieś dwie i pół godziny. To powinno wystarczyć, zanim trzeba będzie zacząć szykować kolację dla stada. Ale u mnie nic nigdy nie szło zgodnie z planem.
Ledwo zdążyłam umyć jeden talerz, kiedy to poczułam. Mój partner uprawiał seks z kimś innym. Zaklęłam w duchu, zgięłam się wpół i złapałam się za brzuch, gdy ból najpierw delikatnie zakłuł, a potem z każdą sekundą narastał. Rana na plecach nawet się jeszcze porządnie nie zagoiła, a ja już musiałam mierzyć się z czymś o wiele gorszym.
Gorące łzy zamgliły mi oczy i krzyknęłam, ściskając brzuch, gdy ból stawał się coraz bliższy granicy nie do zniesienia. Zachwiałam się i próbując utrzymać równowagę, potrąciłam ręką talerz w zlewie. Odruchem chciałam go złapać, zanim spadnie, ale powinnam była po prostu pozwolić mu runąć. Ratując ten jeden talerz, udało mi się łokciem zrzucić całą stertę. Niektóre talerze poleciały głębiej w stronę zlewu, ale reszta spadła na podłogę, jeden po drugim, rozbijając się na dziesiątki ostrych odłamków.
