Rozdział 130 - Wojna przed kawą

Świt nadszedł jak siniak—delikatne światło przez szare chmury, świat wstrzymujący oddech po wszystkim, co zostało powiedziane.

Nie spałem. Nikt z nas nie spał. Cisza w domu watahy wydawała się nie na miejscu; zbyt cicho jak na miejsce pełne wilków. Stałem przy oknie balkonowym, palce przesuwały się...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie