Rozdział 1 KSIĄŻKA PIERWSZA: Rozdział 0001
•CASSANDRA•
Dom watahy był głośniejszy niż zwykle.
Służba krzątała się po korytarzach, niosąc tace, kwiaty i skrzynki z winem, podczas gdy strażnicy sprawdzali każde wejście, zanim miała się rozpocząć rocznicowa uczta.
Stałam przy wejściu do sali jadalnej z listą gości w dłoni, a Kira poprawiała wizytówki na długich stołach.
— Starszyzna z watahy Northern Ridge właśnie dotarła — poinformowała mnie Kira.
— Dopilnuj, żeby posadzono ich blisko członków rady — odparłam. — Alfa Mason chce ich mieć przy samym przodzie.
Kira skinęła głową, po czym ściszyła głos.
— Pracujesz od świtu, Luno. Powinnaś odpocząć, zanim przyjadą goście.
— Odpocznę po dzisiejszej nocy.
Ostatni raz omiotłam salę wzrokiem. Srebrne świece już płonęły, muzycy szykowali się przy scenie, a strażnicy stali w każdym rogu pomieszczenia.
Wszystko wyglądało idealnie.
Musiało być idealnie.
Dzisiejszy wieczór oznaczał sześć lat, odkąd Mason został Alfą watahy Silvercrest. Na ucztę przybywali ważni goście z sąsiednich terytoriów, w tym Alfy, którzy kiedyś odmawiali nawet przebywania w tym samym pomieszczeniu.
Jedna pomyłka tej nocy obiegłaby wszystkie watahy jeszcze przed porankiem.
Kira podeszła bliżej.
— Myślisz, że Alfa Mason wreszcie ogłosi przed watahą waszą więź partnerską? Od wielu lat jesteś u jego boku, Luno. Nie byłoby go tu, gdyby nie ty. A to wydarzenie organizujesz ty — dla niego.
Zamarłam, czując, jak na jej słowa zaciska mi się klatka piersiowa. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Zawsze uważałam, że wszystko, co robię dla niego i dla watahy, to po prostu mój obowiązek — nawet wtedy, gdy nie wyglądało, jakby doceniał cokolwiek z tego.
— Nie wiem, Kira — odpowiedziałam. — Ale Alfa jest moim mężem, ja jestem jego Luną i wataha o tym wie. Nie musi robić z tej nocy nocy o nas.
— Jesteś też Luną od sześciu lat — odparła. — Więc czemu ciebie również nie mielibyśmy uczcić za wszystko, co dla nas zrobiłaś?
Spojrzałam na nią bez słowa, więc po prostu podałam jej listę gości.
— Idź pomóc kuchni przygotować ostatnie danie.
— Tak, Luno — odpowiedziała, po czym odeszła.
Gdy tylko zniknęła w korytarzu, przez boczne drzwi weszły dwie służące, szepcząc coś do siebie.
— Słyszałam, że Alfa ma dziś wieczorem ważnego gościa, i że to ta kobieta, która pierwotnie miała zostać Luną, zanim ożenił się z Luną Cassandrą.
Obie zastygły, kiedy, odwróciwszy się, zauważyły mnie stojącą za nimi.
— Luno… — wymamrotała jedna z nich.
Spojrzałam na nie spokojnie.
— Skoro macie dość wolnego czasu na plotki, to macie też dość wolnego czasu, żeby pomóc w kuchni.
— Tak, Luno — odpowiedziały pospiesznie i czym prędzej uciekły.
Ścisnęło mnie w piersi.
Mason od miesięcy był zdystansowany. Więcej nocy spędzał w swoim gabinecie niż w naszej sypialni. Czasem milkł w tej samej chwili, gdy tylko wchodziłam do pokoju.
Wmawiałam sobie, że to stres związany ze sprawami watahy. Ale teraz nie byłam już tego taka pewna.
Poszłam na górę, w stronę naszej sypialni; drzwi były lekko uchylone. Mason stał przy oknie tyłem do mnie i rozmawiał przez telefon.
— Nie powinnaś się martwić, tym razem postąpię wobec ciebie właściwie — mruknął. — Cassandrą zajmę się po swojemu i już nie będzie problemem.
Żołądek mi się zapadł. Ale szybko zebrałam się w sobie, zapukałam do drzwi i udawałam, że nic nie słyszałam.
— Wcześnie zaczynasz przygotowania — mruknęłam, wchodząc do pokoju. Mason zakończył rozmowę i odwrócił się do mnie.
– Wciąż jest mnóstwo do zrobienia przed bankietem. Ale ja wciąż dopinam kilka spraw – odpowiedział.
Jego twarz pozostała spokojna, ale coś się nie zgadzało. Westchnęłam i nachyliłam się bliżej. – Sala jest gotowa. Członkowie rady już przybyli.
– Dobrze.
– Twój ojciec byłby z ciebie dumny, gdyby wciąż tu był – powiedziałam z uśmiechem, poprawiając mu koszulę. – Sprawiłeś, że byłby dumny, i mam nadzieję, że o tym pamiętasz, kiedy będziesz przemawiał do swoich ludzi na bankiecie.
– Dziękuję, Cassandra.
Odsunęłam się i uśmiechnęłam do niego, czując, jak dziura w żołądku się powiększa. Nie mogłam znieść myśli, że mogłabym go stracić. Ale uświadomiłam sobie, że on nigdy nie należał do mnie.
Zanim zdążyłam o coś go zapytać, przerwało nam pukanie. Kira weszła do środka. – Luno, Rowan pyta o ciebie na dole.
– Już idę – odpowiedziałam. – Dziękuję, Kira.
Mason podniósł z biurka teczkę. – Muszę porozmawiać ze swoją Betą przed ceremonią.
Bez kolejnego słowa minął mnie i wyszedł z pokoju. Stałam tak przez kilka sekund, zanim zmusiłam się do ruchu.
Rowan czekał przy schodach, ubrany w mały czarny garnitur. Krawat luźno zwisał mu na szyi.
W chwili, gdy mnie zobaczył, jego twarz rozjaśniła się. – Mamo! – krzyknął, po czym pobiegł w moją stronę.
Od razu się uśmiechnęłam i przykucnęłam przed nim. – Masz iść jak przyszły Alfa, pamiętasz?
– Zapomniałem – odparł z szerokim uśmiechem.
Poprawiłam mu krawat, a on dalej podekscytowany opowiadał o tancerzach i deserach czekających na dole.
Rowan zawsze wypełniał puste zakątki domu watahy życiem. Nie był moim biologicznym dzieckiem, ale przestałam o tym myśleć lata temu. Dla mnie był moim synem.
– Wyglądam na silnego? – zapytał dumnie.
– Wyglądasz przerażająco – odpowiedziałam, chichocząc.
Roześmiał się głośno, po czym złapał mnie za rękę. – Chodź, mamo. Wujek Nathan obiecał, że nauczy mnie sztuczek z mieczem przed kolacją.
– Zdecydowanie nie będziesz się uczył sztuczek z mieczem przed kolacją.
– Ale mamo…
– Nie.
Rowan ciężko westchnął. – Brzmisz jak tata.
Ten komentarz sprawił, że mój uśmiech odrobinę przygasł. Zanim Rowan zdążył to zauważyć, lekko ścisnęłam jego dłoń i ruszyłam z nim w stronę sali bankietowej.
W pomieszczeniu już było tłoczno.
Ludzie rozmawiali ze sobą, a służba przenosiła kieliszki między stołami. Kilku Alf stało bliżej środka, dyskutując o umowach handlowych.
W chwili, gdy Mason wszedł na podest, cisza rozlała się po sali.
Wyglądał przystojnie w czarnym ceremonialnym stroju, z herbem Silvercrest na piersi.
– Dziękuję wam wszystkim za przybycie tego wieczoru – zaczął Mason. – Sześć lat temu ta wataha była rozdarta przez wojnę i zdradę. Ale dziś Silvercrest stoi silniejsze niż kiedykolwiek dzięki lojalności swoich ludzi.
Tłum zaklaskał, a Rowan obok mnie uśmiechnął się dumnie. Wtedy wielkie drzwi wejściowe otworzyły się i w jednej chwili w sali ucichł każdy głos.
Do środka weszła kobieta w ciemnogranatowej sukni ze srebrnym haftem wzdłuż rękawów. Długie czarne włosy opadały jej na jedno ramię, a za nią podążali strażnicy.
Pewnym krokiem ruszyła w stronę podestu. Mason przestał mówić, a cała sala to zauważyła. I natychmiast rozszedł się szept.
– To Nadia Dean.
– Wróciła?
Żołądek ścisnęło mi na widok wyrazu twarzy Masona. Wyglądał na wstrząśniętego, jakby ta chwila była nierzeczywista.
Zrozumiałam, że nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób.
Oczy Nadii były w niego wlepione, a na jej ustach pojawił się uśmiech. Potem wypowiedziała słowa, które roztrzaskały salę. – Witaj, Mason. Minęło trochę czasu.
