Rozdział 147 147

„No jasne, że tak.”

„Znasz go?” Podchodzę bliżej, ale ostre spojrzenie Sama przygważdża mnie w miejscu.

„Tak.” Wyciera zabłoconą, zakrwawioną dłoń o nogawkę spodni. „Musimy natychmiast zawieźć go do zamku. Panie Morris—”

„Już piszę do doktora, proszę pana.”

„Dobrze.” Ramiona Sama napinają się ja...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie