Rozdział 48 48

„Bo są” — odpowiada mi półgłosem, takim udawanym szeptem. Potem bierze Grams za rękę. — Chodź, pokażę ci, co i jak w tym przybytku, Serena. Chcę, żeby ludzie widzieli nas razem.

Grams chichocze i klepie Mylesa po ramieniu. — Och, ty podrywaczu jeden.

Jest tak szczęśliwa, że na moment zapominam, ja...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie