Rozdział 7

Perspektywa Fiony

Szybko zatrzasnęłam walizkę, zapięłam zamek i zaciągnęłam ją pod szafę w rogu pokoju. W środku wisiało kilka ciężkich zimowych płaszczy; z wysiłkiem wepchnęłam walizkę aż na sam tył i zasłoniłam ją ubraniami.

W tej samej chwili klamka się poruszyła.

Nie zamknęłam drzwi na klucz — wyglądałoby to tylko podejrzanie.

Odwróciłam się, zmuszając się do spokoju, i stanęłam na środku pokoju, wciąż trzymając w dłoniach świeżo złożony sweter.

Drzwi się otworzyły.

Arthur stał w progu, a jego ciemnoszare oczy w przygaszonym świetle wydawały się szczególnie głębokie i nieprzeniknione — jak sadzawka stojącej wody, która niczego nie zdradza.

— Co robisz? — Jego spojrzenie omiotło pokój i w końcu spoczęło na mnie.

— Sortuję ubrania. — Utrzymałam głos tak równy, jak tylko potrafiłam.

Wszedł powoli; jego skórzane buty uderzały o drewnianą podłogę dźwiękiem, od którego serce podeszło mi do gardła. Zatrzymał się przede mną, na tyle blisko, że miałam wrażenie, iż nie mogę oddychać.

Przyglądał się mojemu policzkowi. Powinna być tam przypalona blizna; zamiast tego, pośród splątanych rudych włosów i zaschniętej krwi, skóra była gładka i nienaruszona.

Zmrużył oczy.

Pospiesznie zaczęłam tłumaczyć: — To krew złotego wilka — ta kropla, którą dał mi Caleb. Naprawdę jest zadziwiająco skuteczna.

— Doprawdy?

Przesunął podejrzliwym wzrokiem po całym moim ciele, po czym wyciągnął rękę.

Opuszka jego palca musnęła lekko mój policzek i zatrzymała się w miejscu, w którym byłam ranna.

— Już wcale nie boli?

Jego palec był lodowaty i wzdrygnęłam się, zanim zdołałam się powstrzymać.

— To… właściwie jeszcze trochę boli — powiedziałam, usztywniając się.

Arthur wpatrywał się w moją twarz i mówił powoli: — Zastanawiam się… bez tej kosztownej kropli krwi złotego wilka, w jakim stanie twoja twarz zdążyłaby zgnić.

Całe ciało mi zesztywniało, pięści zacisnęły się po bokach, a serce zaczęło bić szybciej, falami.

— Nie wiem, co wuj ma na myśli. Wilkołaki ponad wszystko boją się srebrnej broni. To powszechnie wiadomo.

— Doprawdy? — zamyślił się Arthur, odbijając pytanie z powrotem do mnie, a podejrzenie w jego oczach ani trochę nie zelżało.

Byłam przerażona. Przerażona, że przejrzy sekret, który ukrywałam; przerażona, że dowie się, iż moja zdolność leczenia wykracza daleko poza to, co mogłaby zdziałać jedna kropla krwi złotego wilka.

Znając Arthura, gdyby przejrzał mnie i dostrzegł potężną linię krwi złotego wilka, nie sposób było przewidzieć, w jakie piekło wtrąciłby mnie ten bezduszny, niewierny kupiec.

Opuściłam głowę, obiema dłońmi mocno ściskając spódnicę.

— Wuju, jeśli to wszystko, chciałabym odpocząć.

— Odpocząć, tak… robi się późno. Jutro masz ważną kolację. Musisz oszczędzać siły, żebyś mogła się pokazać jako najodpowiedniejsza narzeczona profesora Thorne’a.

Arthur włożył mi w dłonie cienkie zaproszenie, delikatnie pachnące drzewem sandałowym.

Powiedział mi też, że w skórzanym futerale na korytarzu jest wspaniała suknia, którą Caleb przygotował specjalnie dla mnie.

— W porównaniu z tym, co masz w tej swojej obskurnej, starej czarnej walizce, sprawi, że na kolacji będziesz lśnić.

Odruchowo spojrzałam na czarną walizkę, którą przed chwilą spakowałam, i serce mi podskoczyło, jakby wrzucono je do garnka z wrzątkiem i brutalnie w nim zakotłowano.

Arthur miał bystre, wyrachowane oczy. Zobaczył, że zamierzałam uciec.

— Wuju — powiedziałam, trzymając się twardo — powiem to jeszcze raz. Nie wyjdę za Caleba. To, co dziś wydarzyło się w sali konferencyjnej biblioteki, było moją formalną deklaracją wojny przeciwko niemu. Nie ma mowy, żebym dzień po zdarciu maski z twarzy mojego narzeczonego stanęła u jego boku na kolacji u jakiegoś arystokraty, jakby nic się nie stało.

Zegar wybił dwunastą — głucho i ciężko, jak dźwięk niesiony z dawnych czasów.

Arthur zmrużył oczy. — Fiona, to już jest dzień po. Cokolwiek wydarzyło się wczoraj… lepiej puścić to w niepamięć. Zaufaj, że twój narzeczony jest więcej niż zdolny sprawić, by cała sprawa szybko zniknęła z ludzkich plotek, a studentka o imieniu Emily zapłaci cenę, na jaką zasługuje. Nikt się nigdy nie dowie —

– Będę wiedziała! – ucięłam ostro. – Będę wiedziała, wujku. Nie potrafię wmówić sobie, że mogę udawać, iż nie. Zdrada Caleba jest teraz faktem. Choćby jego wymówki były najbardziej bezwstydne, nie umiem sobie wyobrazić, czy będę aż tak chora, żeby zwymiotować w dniu, w którym będę musiała spojrzeć na tę twarz i powiedzieć: tak.

– Postanowione?

Fałszywa cierpliwość odpłynęła z twarzy Arthura, pozostawiając w tych ciemnoszarych oczach wyłącznie chłodną, bezlitosną kalkulację.

– Tak.

Po prostu wyciągnęłam z szafy czarną skórzaną walizkę i spojrzałam na Arthura z determinacją.

– Wujku, odchodzę.

Powiedziałam mu, słowo po słowie:

– Dziesięć lat temu, kiedy oboje moich rodziców zniknęło, to ty przywiozłeś mnie tutaj i dałeś mi schronienie, które nigdy nie stało się domem. Jestem wdzięczna, że jako dziecka nie zostawiłeś mnie na ulicy. Ale to nie jest powód wystarczający, żebym miała być przez ciebie wykorzystywana do końca życia.

– A dokąd zamierzasz pójść?

Arthur przesunął dłonią po dębowej lasce, a na jego spojrzeniu osiadała warstwa po warstwie ciemnej szarości.

– Do biblioteki? Do tego zakazanego miejsca, cuchnącego pradawną zgnilizną?

Podszedł do mnie i nagle wyciągnął rękę, zaciskając palce na mojej szczęce.

– Patrz na mnie, Fiona! Myślisz, że nic nie wiem? Ta plugawa mieszana krew płynąca w twoich żyłach – tylko w takim miejscu możesz uśmierzyć jej obłędny zamęt. Boisz się, że zamienisz się w potwora, prawda?

Oszołomiona cofnęłam się o dwa kroki i z całej siły strąciłam jego dłoń.

– Ty…

Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Niezliczone myśli podnosiły się w mojej głowie tylko po to, by jedna po drugiej runąć w bezdenną, czarną otchłań.

Znał mój sekret?

Wiedział, że muszę chować się w bibliotece, żeby uspokoić zamęt, którego nie potrafiłam kontrolować?

Czy więc wiedział – czy nie – że krew ludu mojej matki, płynąca w moich żyłach, była właśnie złoto-wilczą linią krwi, którą dziesiątki tysięcy gotowe byłyby zabić, by ją posiąść?

Nie, nie mógł wiedzieć. Bo jak inaczej pozwoliłby mi żyć przez te wszystkie lata swobodnie, bez niepokoju?

Nie może wiedzieć.

Modliłam się o to w kółko w duchu, przybierając wyraz słabości, by ukryć najgłębszą tajemnicę.

– Wujku, ja po prostu nie chcę nikogo skrzywdzić!

– W takim razie powinnaś rozumieć, że robię to wszystko dla twojego dobra. Niekontrolowana moc półkrwistego wilkołaka może w każdej chwili rozerwać twoje kruche ciało. Tylko potężna siła współistnienia rodu Thorne’ów może dać ci ochronę, którą los dla ciebie wyznaczył.

Arthur miał talent do ubierania swojej hipokryzji w szaty czegoś tak bardzo szlachetnego.

Nie wspomniał ani słowem o układzie z Calebem – nie wiedząc, że ponad godzinę wcześniej usłyszałam już każdy szczegół ich rozmowy.

Ale nie mogłam go już zdemaskować.

Bo Arthur powiedział:

– Jeśli będziesz się upierać przy zerwaniu zaręczyn z Calebem, stracisz posadę w Bibliotece św. Marii na zawsze.

Szeroko otworzyłam oczy, a mój głos zadrżał ze strachu i grozy.

– Co powiedziałeś?

Arthur z zadowoleniem pogładził wąsy.

– Och, może nie wiedziałaś. Biblioteka św. Marii ma dziesiątki tysięcy dokumentów i dzieł sztuki, których odrestaurowanie wymaga ogromnych sum. Gdybym ja, udziałowiec, nie wstawił się za tobą słowem, myślisz, że kiedykolwiek miałabyś szansę dostać taką łatwą posadkę?

W tamtej chwili wreszcie zrozumiałam.

Arthur wykorzystywał pracę w bibliotece, żeby mi grozić. Jeśli odmówię poślubienia Caleba, użyje swojej władzy i raz na zawsze odetnie mnie od Zakazanego Działu Srebrnego Księżyca.

Bez ochrony bariery, która potrafiła uciszyć zamęt w mojej krwi, prędzej czy później uznano by mnie za półkrwi, która wymknęła się spod kontroli – wrzucono na wyspę-azyl, gdzie więziono takich jak my, albo sprowadzono do roli niewolnicy, którą można kupować i sprzedawać wedle kaprysu na podziemnych wilkołaczych zgromadzeniach.

– Daję ci jedną noc, żebyś to przemyślała.

Arthur kopnął z zadowoleniem skórzaną walizkę pod moje stopy.

– Albo założysz suknię i będziesz czekać, aż przyjedzie po ciebie narzeczony. Albo wyskoczysz przez to okno i będziesz czekać, aż czyściciele Rady Wilkołaków wykonają na miejscu wyrok na wściekłej, niekontrolowanej kreaturze!

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział