Rozdział 1: Skręcona strona mnie.
## MROCZNA TREŚĆ PRZED TOBĄ ##
To nie jest twoja słodka bajka.
Zawiera skręconą miłość, surową pożądanie, złamane umysły, graficzne treści seksualne, wyraźny język, brutalnych mężczyzn i niebezpieczną obsesję.
Jeśli jesteś wrażliwy na przemoc, brak zgody, traumę lub mroczne tematy psychologiczne, postępuj ostrożnie.
Zostałeś ostrzeżony.
Punkt widzenia Katariny
Mówią, że można wskazać dokładny moment, w którym twoje życie dzieli się na dwie części... przed i po.
Dla mnie to była godzina 23:00 w piątkową noc w klubie Velvet Rose.
To wtedy przeszłam przez niewłaściwe drzwi i wprost w ramiona mężczyzny, który albo mnie uratuje, albo zniszczy.
Wciąż nie wiem, które z tych dwóch.
………………………………………
W momencie, gdy weszłam do środka, pożałowałam tego.
"Selena błagała mnie, żebym przyszła... mówiła, że ludzie Dona dają duże napiwki... Myliła się."
Powietrze było gęste od potu, dymu i zbyt wielu ciał stłoczonych zbyt blisko siebie. Muzyka nie tylko grała, ale waliła przez moje żebra jak drugi puls.
Nie mogłam dobrze oddychać.
"Kat, dobrze się czujesz?" Selena, moja najlepsza przyjaciółka, krzyknęła przez bas, jej brokatowy makijaż łapał światła stroboskopowe. Już tańczyła, zagubiona w imprezie, ale ja nie.
"Tak. Potrzebuję tylko trochę powietrza," skłamałam, mój głos był cienki, zagłuszony przez hałas.
Złapała mój wzrok... ten, który mówił tonę... i skinęła głową. "Odpocznij chwilę, Bubba. Będę tu."
Szybko się wyślizgnęłam, zanim mogła zobaczyć, jak panikuję.
Korytarz był znacznie cichszy. Muzyka zamieniła się w stłumione uderzenia za grubymi ścianami, a chłodne powietrze uderzyło mnie w kark. Wypuściłam powietrze, jakby po raz pierwszy od godziny.
Chwila. Potem wrócę i będę tańczyć jak szalona.
Na końcu korytarza drzwi były lekko uchylone. Nie było żadnego znaku. Żadnego ochroniarza. Tylko ciemność i zaproszenie do miejsca, gdzie mogłam usiąść na chwilę.
Popchnęłam je, myśląc, że to łazienka albo może tylne wyjście.
Nie było.
Drzwi zamknęły się za mną natychmiast.
A głos tak głośny, że sprawił, że bas na imprezie brzmiał jak żart, przemówił.
"Spóźniłaś się."
Zamarłam na chwilę... "Ktoś tu był."
Mężczyzna stał po drugiej stronie pokoju. Był wysoki, o ostrych rysach twarzy, z ciemnymi włosami zaczesanymi do tyłu. Jego oczy patrzyły na mnie, jakbym właśnie popełniła przestępstwo.
"Ja... ja nie... chciałam..."
Ale już się do mnie zbliżał. I Boże, był szybki.
"Nie trzyma się Dona w oczekiwaniu," warknął głośniej tym razem.
Uderzenie przyszło zanim zdążyłam zareagować.
Ból eksplodował na moim policzku. Moja głowa odskoczyła na bok. Potknęłam się, czując smak miedzi w ustach.
"Co... do diabła...?!"
"Spóźniłaś się." Jego głos był zimniejszy. "A Don nienawidzi czekać."
Mój mózg próbował to poskładać. O czym on mówi? Kim jest Don? Dlaczego myśli, że powinnam tu być?
Próbowałam mówić, ale słowa plątały się w gardle... "Myślę... że... jest pomyłka... jestem tu z przyjaciółką..." Ale mnie zignorował.
Za nim zobaczyłam je... rząd dziewczyn siedzących jak manekiny.
Miały na sobie obcisłe sukienki, które ledwo co zakrywały. Ich usta były pomalowane na czerwono, a nogi skrzyżowane, oczy pozbawione emocji.
Nie mówiły nic. Po prostu patrzyły na mnie... Jakbym właśnie popełniła największy błąd w życiu, a jeszcze tego nie rozumiałam.
Wtedy zobaczyłam pistolet wsunięty za pasek mężczyzny.
Moje serce zamarło.
To nie jest tylko pomyłka. To było niebezpieczne.
"Proszę, myślę, że jestem w złym pokoju... Mogę wyjść tak cicho, jak przyszłam."
"Nie udawaj niewinnej." Chwycił mnie za ramię, jego uchwyt był bolesny. "... Powinnaś tu być wcześniej... Don czeka. Ruszaj się, zanim cię zastrzelę."
Popchnął mnie do przodu.
Moje nogi ruszyły... nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że strach przejął kontrolę.
Na drugim końcu pokoju siedział mężczyzna przy stole.
Nie wstał. Nie musiał.
Miał zielone oczy, a obok niego stało dwóch ochroniarzy z widocznymi pistoletami.
To był Don... Ten, którego miała spotkać.
I byłam ciągnięta do niego, jakbym już była jego.
"Klęknij," Don przemówił po raz pierwszy.
Moje kolana ugięły się, ale nie z posłuszeństwa, ale z przerażenia. Upadłam na podłogę przed nim.
Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stole, studiując mnie jak cennego konia.
"Ładna buzia," wymruczał, prawie do siebie. "Jeszcze lepsze ciało."
Powolny uśmiech wykrzywił jego wargi.
"Dasz radę."
Moje głos zabrzmiał złamany. "Ja... przepraszam... chyba pomyliłeś osobę... weszłam do złego pokoju. Szukałam tylko..."
Przechylił głowę, rozbawiony.
"Nie, kochanie." Jego głos był gładki, niebezpieczny. "Jesteś dokładnie tam, gdzie powinnaś być."
Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie.
On myśli, że jestem kimś innym. Kimś, kto miał tu być.
Zanim zdążyłam wyjaśnić, mężczyzna, który wcześniej mnie uderzył, zbliżył się.
"Pokaż Donowi, co masz i za co zapłaciliśmy," rozkazał.
Pokręciłam głową. "Nie... ja... ja... nie wiem... co..."
Zbliżył się i chwycił mnie za nadgarstek, patrząc na moją twarz jakby sprawdzał bilet. Przez moment się nie ruszał. Potem jego oczy się rozszerzyły... rozpoznał swój błąd.
"Cholera," wymamrotał blisko mojego ucha.
Pochylił się bliżej, "Nie jesteś nią. Ale jeśli Don się dowie, że nawaliłem..."
Jego ręka przesunęła się do paska. Poczułam zimny metal naciskający na dolną część pleców. "Rozbierz się dla niego. Całuj go. Rób, co chce. Albo oboje zginiemy tej nocy." Pistolet wbił się głębiej. Moje nogi poruszyły się same.
Nie. Nie, nie, nie. Jak wpadłam w ten cyrk!!
Strach sprawił, że moje nogi się trzęsły. Nie wiedziałam, co robić... więc go pocałowałam
Jego usta były na początku zimne. Potem zaborcze.
Jedna ręka chwyciła mój biust przez sukienkę, szorstko i roszczeniowo. Druga złapała moje biodro, przyciągając mnie bliżej.
Westchnęłam. Moja sutka wysunęła się z góry sukienki. Jego kciuk powoli i celowo przesunął się po niej.
Jego język wsunął się do mojego ust... zaborczy, wymagający. Powinnam czuć tylko strach. Tylko obrzydzenie. Ale moje ciało mnie zdradziło. Gorąco zebrało się nisko w moim brzuchu.
Moje sutki stwardniały przeciw jego dłoni. Z mojej gardła wydobył się miękki, zdradziecki jęk. Co jest ze mną nie tak
Jego uścisk na moim biodrze się zacieśnił, a wstyd przeszedł przez mnie nie z powodu tego, co robił, ale dlatego, że część mnie nie chciała, żeby przestał.
Oczy Dona przesunęły się na mężczyznę za mną. Coś między nimi przeszło.
On wiedział, że coś jest nie tak. Ale jego ręka pozostała na moim biuście. Jego usta pozostały na moich. Pozwalał, żeby to się działo. Testował mnie. Albo testował swojego człowieka.
Kiedy w końcu się odsunął, te zielone oczy zamknęły się na moich... rozbawione, ciekawe. "Nerwowa mała rzecz, prawda?" Jego kciuk przesunął się po mojej spuchniętej dolnej wardze. "Lubię to."
Potem za mną... drzwi się otworzyły.
Weszła inna kobieta.
Była trochę starsza, bardziej krągła, i mogła uchodzić za mnie w ciemności. Poruszała się jakby tu należała.
Mężczyzna, który mnie uderzył, spojrzał na nią, potem na mnie... potem znowu na mnie... i jego oczy się rozszerzyły.
"Chwila." Jego głos stał się ostry. "Nie jesteś nią... nie jesteś striptizerką, za którą zapłaciliśmy."
Co?
"Wyjdź," warknął do mnie, teraz desperacko. "Nigdy cię tu nie było. Nic nie widziałaś. Nic nie mówisz. Rozumiesz?"
Nie czekałam na powtórzenie.
Odwróciłam się i pobiegłam tak szybko, jak mogły mnie ponieść nogi.
Moje serce waliło. Moja sukienka ledwo się trzymała. Wpychałam z powrotem piersi na miejsce, upokorzenie paliło moją twarz.
Nie zatrzymałam się, dopóki nie wpadłam przez drzwi do głównego klubu.
……………….
"Kat!"
Głos Seleny przebił się przez hałas. Złapała mnie za ramię, oczy szeroko otwarte z niepokojem.
"Cholera, trzęsiesz się. Co się stało... szukałam cię?"
"Ja..." Moje gardło się zacisnęło. "Muszę wyjść. Teraz."
Nie zadawała pytań. Po prostu pociągnęła mnie w stronę wyjścia.
Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz, zimne nocne powietrze uderzyło w moją skórę, ale nie wymazało tego, co się właśnie wydarzyło.
Nie mogłam przestać czuć jego rąk na mnie. Jego ust. Jego oczu.
Tajemniczy Don.
A najgorsze?
Skręcona, chora część mnie chciała wrócić i dokończyć ten pocałunek.
Spojrzałam przez ramię, kiedy dotarłyśmy na ulicę.
Stojąc teraz w drzwiach klubu, patrzył jak odchodzę. Śledził mnie po tym, jak uciekłam,
Ale teraz się uśmiechał. Nie zirytowany ani zaskoczony.
Wyglądał na zadowolonego.
Jakby właśnie znalazł swoją nową ulubioną zabawkę... i pozwalał mi uciekać na razie.
Jakby właśnie skosztował czegoś, czego nie powinien mieć... i teraz chciał więcej.
Nie uciekłam.
Pozwolił mi odejść.
I jakoś wiedziałam, że go jeszcze zobaczę.
