Rozdział 4: Dwie strony Nerdy'ego Liama
Katarina POV - W Księgarni
"Kat, gapisz się na tę samą stronę od dwudziestu minut."
Głos Seleny ledwo do mnie dotarł. Byłam gdzieś indziej. W księgarni panowała cisza.
Madame wyszła kilka godzin temu, zostawiając mnie i Selenę, byśmy zamknęły na noc.
Siedziałam za ladą z książką otwartą na kolanach - jedną z tych mrocznych, sprośnych romansów, które trzymaliśmy ukryte w tylnej części sklepu. Taką z półnagim mężczyzną na okładce, za którą wyleciałybyśmy z pracy, gdyby Madame nas na tym przyłapała.
Ale potrzebowałam odskoczni.
Po tym poranku - czerwonym samochodzie, tych wytatuowanych facetach, którzy znali moje imię - musiałam zapomnieć. Choćby na chwilę.
Książka wciąż leżała na moich kolanach. Ta sama sprośna strona z tym samym bolesnym uczuciem między nogami.
"Uderzył w nią, rozciągając ją szeroko, gdy jęczała jego imię. Jej dłonie drapały biurko, jej ciało trzęsło się, gdy jego kutas wchodził głębiej, głębiej..."
Czytałam to zdanie jeszcze raz. I jeszcze raz.
Nie dlatego, że było nowe. Ale dlatego, że sprawiało, że moje ciało zapominało o wszystkim innym.
Moje oczy paliły od patrzenia na stronę. Moje uda zaciskały się, przyciskając się do siebie pod stołkiem. Przesunęłam się, moje kolano uderzyło o drewnianą półkę, gdy gwałtownie wciągnęłam powietrze.
Boże.
Ta książka była bardziej sprośna niż poprzednia. Dokładnie to, czego potrzebowałam.
Moje majtki były już wilgotne, miękka bawełna przyklejała się do mnie przy każdym ruchu, drażniąc mnie. Nie powinnam tego tutaj czytać. Naprawdę nie powinnam.
Ale nie mogłam przestać.
Każde zdanie przyspieszało bicie mojego serca. Nie przez słowa. Ale przez to, kogo sobie wyobrażałam.
Jego.
Nie fałszywego fantazyjnego mężczyznę z książki.
Dona.
Jego zimne zielone oczy. Jego pełne usta. Sposób, w jaki jego dłoń chwytała moje piersi, jakby były jego własnością. Sposób, w jaki nie pytał, zanim brał - po prostu wiedział.
Przygryzłam dolną wargę, mocno. Moje sutki bolały od wewnątrz biustonosza. To było wstydliwe, obrzydliwe, jak moje ciało reagowało na samą myśl o nim.
Nigdy nie byłam tak dotykana. Nigdy nie byłam tak całowana...
Znów przesunęłam się na stołku, szew moich dżinsów przyciskał się rozkosznie tam, gdzie najbardziej tego potrzebowałam. Zacisnęłam uda jeszcze mocniej.
Jakby to było, gdyby był we mnie? Czy byłby brutalny? Czy związałby mnie? Czy trzymałby moje nadgarstki, gdyby uderzał we mnie raz za razem, aż krzyczałabym jego imię?
Mały jęk wyrwał się, zanim zdążyłam go powstrzymać. Moja dłoń przesunęła się w dół, wolno i drżąco, unosząc się tuż nad guzikiem moich dżinsów. Jeden mały dotyk. Jeden mały nacisk. Już czułam, jak jestem mokra. Dla niego.
Przygryzłam pięść, serce waliło jak młot.
"Kat?"
Podniosłam głowę gwałtownie.
Cholera.
Liam stał w drzwiach. Był jednym z naszych stałych klientów - przychodził co tydzień po mangi i komiksy. Zwykle nieśmiały i niezdarny, zawsze uprzejmy.
Szybko zamknęłam książkę i wsunęłam ją pod kasę, modląc się, żeby nie zauważył, jak moje policzki były zaczerwienione albo jak praktycznie wierciłam się na stołku.
"Cześć," powiedziałam, mając nadzieję, że mój głos nie brzmi bez tchu. "Potrzebujesz czegoś?"
Uśmiechnął się lekko krzywo.
Jego włosy były jak zwykle rozczochrane, ale ubrania miał inne. Schludniejsze. Jakby zmienił się tego dnia.
"Cześć, Katarina." Zrobił krok do przodu, jego dłoń drgnęła lekko, zanim zniknęła w kieszeni kurtki. "Wyglądałaś na skupioną."
"Byłaś naprawdę w to wciągnięta," powiedział cicho, jego głos niższy niż zwykle.
"Ja - po prostu czytałam inwentarz," skłamałam.
"Widziałem okładkę. To nie był inwentarz."
Moje serce zabiło z zażenowania, ale coś w jego tonie sprawiło, że zadrżałam ze strachu. Zrobił krok do przodu, powoli i patrzył nie na moją twarz, ale na moją szyję albo może ramiona.
"Dziś pachniesz inaczej," powiedział, jego głos był dziwnie niski.
Mój żołądek czuł się dziwnie... dlaczego Liam zachowywał się tak dziwnie?
„Ja—um—wziąłem prysznic?” zaproponowałem, zmuszając się do lekkiego śmiechu.
Pochylił głowę. „Nie. To nie mydło.” Zrobił krok bliżej, a ja instynktownie uchwyciłem się blatu między nami. „To... Podniecenie... I słodkie.”
„Liam, wszystko w porządku?”
Mrugnął. Potem nagle się uśmiechnął, jakby ktoś przełączył światło. „Tak! Całkowicie. Wszystko w porządku.” Jego głos teraz był wyższy, lżejszy, bardziej nerdowy. Jak Liam, którego znałem.
Ale czułem, że coś jest nie tak w moich wnętrznościach. Sposób, w jaki jego postawa opadała o cal i jego wargi drgały co sekundę.
Położył na blacie powieść graficzną. „Dodali szósty tom,” powiedział znowu w tym łatwym tonie, „Pomyślałem o tobie, kiedy go zobaczyłem.”
Przebadałem ją powoli. „Dzięki,” powiedziałem. „To miłe.”
Pochylił się do przodu. „Chcesz się później spotkać? Mogę—gotować.”
Gotować?
Przełknąłem ślinę. „Zostaję u Seleny tej nocy.”
„Racja. Racja.” Kiwnął głową za szybko. „Nocowanka. Dziewczyny. Sekrety. Kłamstwa.”
Złapałem oddech. „Co?”
Jego oko znowu drgnęło i uśmiech zniknął z jego twarzy. „Nie musisz się mnie bać,” powiedział cicho. „Ale... nie lubimy, gdy myślisz o innych mężczyznach.”
Zamarłem.
„Co do diabła jest z tobą, Liam?” wyszeptałem. „Kim jest 'my'... Czy wziąłeś narkotyki czy coś?”
„Nic... Przepraszam... Tylko żartowałem.” znowu w tym nerdowym tonie.
Wyciągnął z tylnej kieszeni złożony papier i położył go na blacie. „To dla ciebie.”
Wpatrywałem się w to.
„Co to jest?”
Jego głos teraz był spokojniejszy. „Nie musisz się mnie bać.”
Nie powiedziałem nic. Po prostu patrzyłem, jak się wycofuje, odwraca i wychodzi za drzwi.
Czekałem całe trzy minuty, zanim sięgnąłem po papier.
Był złożony perfekcyjnie z ostrymi krawędziami, jakby ktoś je zmierzył. Powoli go otworzyłem.
W schludnym piśmie było napisane:
„Nie pozwól, żeby drugi to zobaczył. Będę cię chronił. Ale nie mogę go powstrzymać na zawsze.” —L
Wpatrywałem się w to.
Drugi? Kim do diabła był „drugi”?
Odwróciłem papier. Na odwrocie, zupełnie innym pismem—bardziej chaotycznym, agresywnym:
„Kłamie. To ja cię chronię.” —Też L
Dwa wiadomości. Dwa różne style pisma. Oba podpisane L.
Coś było bardzo nie tak z Liamem.
Wsadziłem notatkę do biustonosza i spojrzałem w stronę przedniego okna. Liam stał na chodniku, uderzając się rękami po głowie.
Dreszcz przeszedł mi po plecach.
Sklep znowu był cichy. Rozejrzałem się i światło na zewnątrz zaczynało gasnąć. Robiło się ciemno. Selena już się pakowała, organizując swoje rzeczy, żeby wyjść na wieczór.
Sprawdziłem czas—17:30.
Powinienem wysłać SMS-a do Mateo, mojego starszego brata, żeby się nie martwił. Nawet mu nie powiedziałem, że zostaję u Seleny tej nocy.
Kiedy w końcu sprawdziłem telefon, zobaczyłem kilka nieodebranych połączeń od niego.
Natychmiast zacząłem panikować. Mateo nigdy tyle nie dzwonił. Dlaczego nie zauważyłem wcześniej? Dlaczego nie odebrałem?
Wykręciłem jego numer, ale od razu przełączyło się na pocztę głosową.
To było dziwne. Mateo zawsze był w kontakcie, zwłaszcza w takim mieście jak to, gdzie niebezpieczne gangi działały w biały dzień.
Szybko wysłałem mu SMS-a, potem wpatrywałem się w ekran telefonu, czekając na odpowiedź, która nigdy nie nadeszła. Czułem, jak niepokój narasta w moim żołądku.
Spojrzałem na Selenę, która już była przy drzwiach, z torbą przewieszoną przez ramię.
„Co się dzieje?” zapytała, jej głos był niski. Wyłapała zmianę w moim nastroju.
Pokręciłem głową. „Nie jestem pewien. Ale to dziwne. Mateo nie odpowiada.”
Wpatrywałem się w telefon, czekając na odpowiedź, która nigdy nie nadeszła.
Potem zobaczyłem ostatnią wiadomość, którą wysłał:
Mateo: Jeśli się pojawi, nie wpuszczaj go.
Krew mi się zmroziła.
