Rozdział 2 Zacznijmy chwytać Kevina

Telefon zadzwonił kilka razy, zanim Amelia w końcu odebrała.

– Halo, kto mówi?

– Nie zapisałaś mojego numeru? – w głosie Kevina Martineza brzmiał lód. – Kevin.

– Och, Kevinie… – wymamrotała Amelia, a jej głos wyraźnie przygasł. – Przepraszam, zapomniałam zapisać twój numer.

– Dobra – cierpliwość Kevina najwyraźniej się skończyła. – Kierowca, którego wysłałem po ciebie, powiedział, że nie mógł cię znaleźć, a twój telefon był wyłączony. Gdzie jesteś?

– Telefon mi się wcześniej rozładował – powiedziała cicho Amelia. – Pomyślałam, że kierowca nie przyjedzie, więc sama wyszłam ze stacji.

– Co? – Kevin prychnął z irytacją. – Nie znasz tu nikogo w River City. Czemu włóczysz się sama? Gdzie teraz jesteś?

Amelia zerknęła na znak uliczny po drugiej stronie jezdni i głośno odczytała nazwę. Kevin kazał jej tam czekać, po czym nagle się rozłączył.

Taki zimny.

A jednak miało to sens. Dla rodziny Martinezów jej przyjazd do River City był zagrożeniem dla związku Rachel i zapowiedzią skandalu, który dopiero miał wybuchnąć.

Wzlot rodziny Martinezów zaczął się w chwili, gdy Robert Martinez porzucił matkę Amelii, Rupert Morgan, by poślubić Jenny Jenkins z wpływowej rodziny Jenkinsów.

Przez lata Bobby Jenkins kierował wszystkie zasoby rodu Jenkinsów na wspieranie męża swojej jedynej córki Jenny, Roberta, co doprowadziło do obecnego bogactwa i pozycji rodziny Martinezów.

Jenny urodziła Robertowi pięciu synów, ale desperacko pragnęła córki. Po przeszukaniu każdego sierocińca w River City w końcu adoptowała najbardziej obiecującą pięcioletnią dziewczynkę, nadając jej imię Rachel Martinez.

Jednak osiemnaście lat temu Robert namierzył Rupert w jej wiejskiej rodzinnej miejscowości. Tamtej nocy zmusił ją do siebie. Robert sądził, że ten sekret umrze wraz z Rupert, która zmarła w zeszłym miesiącu, ale sprawy nie potoczyły się po jego myśli.

Przed śmiercią Rupert zadzwoniła do Roberta i wyznała, że po tamtej nocy zaszła w ciążę i urodziła córkę o imieniu Amelia.

Wspomniała też, że jej matka, Cecilia Thorne, wyświadczyła kiedyś ogromną przysługę Vaughnowi z wpływowej rodziny Williamsów w River City, co doprowadziło do zaręczyn Amelii z wnukiem Vaughna, Quentinem Williamsem.

Robert był oszołomiony tym wyznaniem.

Tamtej nocy nie zachował ostrożności, więc spłodzenie dziecka było możliwe, ale nie potrafił pojąć, jak ktoś ze wsi, taki jak Rupert, mógł mieć tak potężne koneksje z kimś równie szacownym jak Vaughn.

A zaręczyny Quentina z Amelią… w River City wszyscy wiedzieli, że Quentin spotyka się z Rachel. Czy te zaręczyny nie skompromitują rodziny Jenkinsów?

A jednak Vaughn rzeczywiście zaaranżował to małżeństwo.

Do domu Martinezów zaczęły napływać drogie zaręczynowe podarunki, a Jenny – w błogim przekonaniu, że są dla Rachel – była zachwycona. Robert nie miał wyjścia i musiał powiedzieć prawdę.

Wróciły dawne sprawy i Jenny, wściekła na wieść, że Robert zdradził ją z jego byłą żoną Rupert, wpadła w furię i pojechała do rezydencji Jenkinsów.

Ostatecznie jednak wróciła, pod wpływem codziennych błagań Roberta oraz z uwagi na reputację rodziny i ich dzieci. Mimo to wieść o Amelii – nieślubnej córce wychowanej na wsi – rozeszła się po elitarnych kręgach River City.

Ponieważ Rupert nie żyła, ktoś musiał zająć się niepełnoletnią Amelią. Skoro wszyscy wiedzieli o jej istnieniu, a Vaughn nie przestawał naciskać, Robert nie miał wyboru: musiał sprowadzić Amelię do River City.

Pierwotna Amelia ledwie spędziła w mieście godzinę, gdy została uduszona i porzucona w ciemnej alejce. Poza Jenny i Rachel Amelia nie potrafiła sobie wyobrazić, kto jeszcze żywiłby do niej tak głęboko zakorzenioną urazę — ktoś, kogo nawet nie spotkała.

W tej samej chwili smukły czarny samochód sportowy zapiszczał opony i zatrzymał się gwałtownie tuż przed Amelią, skuloną przy poboczu.

Szyba zsunęła się cicho w dół, a Kevin wychylił się i spojrzał na nią z ledwie skrywanym lekceważeniem.

— Kevin? — Oczy Amelii rozbłysły zaskoczeniem, gdy zerwała się na nogi.

Kevin, najstarszy syn Roberta i Jenny oraz obecny prezes Martinez Group, był nienagannie ubrany w drogi garnitur. Biła od niego chłodna, przystojna aura. Mimo że Robert w relacjach bywał nieodpowiedzialny, jego geny były niezaprzeczalnie dobre.

W tamtym momencie Kevina zalała fala mdłości.

Spodziewał się, że Amelia, wychowana na wsi, będzie co najwyżej prosta i mało urodziwa.

Tymczasem Amelia, którą miał przed sobą, była nie do poznania — cała umorusana. Siedziała sobie swobodnie przy drodze i nie wykazywała najmniejszych manier.

Choć mieli tę samą krew, Amelia nawet nie umywała się do Rachel ani do służby rodziny Martinez pod względem czystości i wyglądu.

Kevinowi pulsowały skronie. W czystej frustracji ścisnął nasadę nosa.

Dobrze.

Skoro jedna z firm zależnych Martinez Group szykowała się do wejścia na giełdę, nie mógł sobie pozwolić na urażenie Vaughna. Nieważne, jak bardzo brzydził się Amelią — na razie musiał ją znosić.

— Co jest, Kevin? Źle się czujesz? — zapytała Amelia z udawaną troską.

— Nie. Wsiadaj do samochodu — uciął Kevin, chcąc jak najszybciej wypełnić obowiązek brata i zawieźć ją do domu Martinezów.

Jazda minęła w ciszy.

Kevin nie interesował się Amelią, siostrą wychowaną na wsi, i nie miał ochoty dowiedzieć się o niej choćby jednej rzeczy.

Wyglądał wręcz na przekonanego, że śmierdzi, bo opuścił szyby w samochodzie.

Amelia wszystko to zauważyła, leniwie pocierając opuszki palców.

Łaknęła czułości i podziwu — to było paliwo, którego potrzebowała jej dusza. Skoro Kevin tak jej teraz nie cierpiał, postanowiła w tej samej chwili: zdobędzie go.

Rezydencja Martinezów była wolnostojącą willą w bogatej dzielnicy.

Gdy samochód podjechał, brama rozsunęła się. W środku służba już ustawiła się w szeregu przy wejściu, by ich powitać.

Nie tracąc ani chwili, Kevin zaczął instruować Amelię w sprawach domowych.

— Chris i Ryan są zajęci; nie mieszkają tutaj.

— Zander jest za granicą na konkursie matematycznym i długo nie wróci.

— Mama, tata i Tobias pojechali na konkurs pianistyczny Rachel i powinni wrócić za jakąś godzinę.

Kevin zmarszczył brwi, patrząc na brudne ubrania Amelii. — Wykorzystaj ten czas, żeby wziąć prysznic. Każę pokojówce zaprowadzić cię do gościnnej łazienki. Na razie możesz założyć ubrania Rachel.

— Dobrze, rozumiem, Kevin.

Amelia była o wiele bardziej potulna, niż Kevin się spodziewał. Nie gapiła się na przepych rezydencji ani nie odchodziła nigdzie sama; po prostu wykonywała polecenia.

Kiedy pokojówka poprowadziła Amelię, Kevin poczuł falę ulgi. Poluzował krawat i usiadł na sofie w salonie, przerzucając uwagę na telefon, by śledzić giełdę.

Mniej więcej dwadzieścia minut później usłyszał, jak Amelia woła go po imieniu. Z przyzwyczajenia zmarszczył brwi, podniósł wzrok — i zamarł z wrażenia.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział