Rozdział 2 Rozdział 2.
Paul wszedł do środka z dwoma policjantami. Jeden miał krótko ostrzyżone, słonecznie blond włosy, zielono-orzechowe oczy, prosty nos i jakieś 188 cm wzrostu. Drugi miał krótko ostrzyżone, karmelowo-brązowe włosy, burzowo-szare oczy, prosty nos i około 186 cm wzrostu.
— Słoneczko, pozwól, że ci przedstawię aspiranta Harry’ego Wilsona i Magnusa Andersona — powiedział Paul z uśmiechem.
Aspirant Wilson to ten z karmelowo-brązowymi włosami, a aspirant Anderson to ten krótkowłosy, słonecznie blond.
— Miło mi was poznać, panowie — powiedziałam z uprzejmym uśmiechem. Obaj przez sekundę patrzyli na mnie jak wmurowani, zanim się otrząsnęli.
Spojrzałam na Paula zdezorientowana, ale on tylko się uśmiechnął, po czym podszedł do mnie i ujął jedną z moich dłoni w swoją. Trochę mnie to uspokoiło, więc ścisnęłam jego rękę w odpowiedzi.
— Nam również miło, panno — powiedział aspirant Anderson, wyciągając dłoń do uścisku. Ujęłam ją i uścisnęłam. Aspirant Wilson też podał mi rękę, więc zrobiłam to samo.
— Doktor Jones powiedział nam, że ponad dwa tygodnie temu miała pani wypadek samochodowy i nadal zmaga się pani z amnezją po tym wypadku — oznajmił aspirant Wilson ze smutkiem wypisanym na twarzy, a ja skinęłam głową na potwierdzenie.
— Na podstawie testu DNA, który pani pobrano, ustaliliśmy, kim pani jest — ciągnął aspirant Wilson, a ja wstrzymałam oddech.
— Mamy pozytywne dopasowanie do sprawy osoby zaginionej sprzed siedemnastu lat — dodał aspirant Anderson, a ja spojrzałam na nich zszokowana.
— Została pani porwana ze swojej rodziny dzień po urodzeniu, więc pani DNA figurowało w naszych bazach od tamtej pory. Skontaktowaliśmy się też z pani rodziną. Pani ojciec i najstarszy brat są już w drodze. I… bardzo chcą zabrać panią do domu — powiedział aspirant Wilson z uśmiechem.
— Chwileczkę… czyli chcecie powiedzieć, że byłam zaginiona dla mojej prawdziwej rodziny od chwili, gdy się urodziłam? Jak to w ogóle mogło się stać? — zapytałam, jednocześnie w szoku i kompletnie skołowana.
— Z raportu o zaginięciu wynika, że pani i pani dwaj bracia—trojaczki—urodziliście się w szpitalu. A potem, w nocy, została pani uprowadzona. Pani rodzina szuka pani od tamtego dnia — wyjaśnił aspirant Anderson, a ja tylko patrzyłam na nich jak rażona piorunem.
— Pani rodzina jest dość znana i uchodzi za porządną. Ma pani w sumie pięciu braci, w tym tych dwóch braci—trojaczków. Oboje rodzice żyją — powiedział aspirant Wilson z uśmiechem, a ja jedynie przytaknęłam, próbując ogarnąć na raz cały ten zalew informacji.
— Po tym, co pani usłyszała… czy jest pani w stanie przypomnieć sobie cokolwiek z przeszłości, co mogłoby nas naprowadzić na ludzi, którzy panią zabrali? — zapytał aspirant Wilson, a ja spuściłam wzrok na kolana, próbując na siłę dosięgnąć myślami jakiegoś wspomnienia.
Tyle że skończyło się to potwornym bólem głowy, więc Paul kazał mi przestać.
— To może przynieść więcej szkody niż pożytku, jeśli będziesz wyrywać wspomnienia na siłę. Jestem pewien, że wrócą, kiedy przyjdzie czas, ale nie zmuszaj się — powiedział Paul, a ja skinęłam głową.
Potem spojrzałam na aspiranta Wilsona.
— Wie pan, jak mam na imię? — zapytałam z małym, niepewnym uśmiechem, a on przytaknął.
— Nazywa się pani Fiorella Moretti i ma pani siedemnaście lat — odpowiedział z uśmiechem, a ja skinęłam głową.
To imię kompletnie nic mi nie mówi. Ale jestem pewna, że on musi mieć rację, skoro jest to w systemie.
Niedługo potem rozległo się kolejne pukanie do drzwi i weszła Sabrina. „Doktorze Jones, oni już są i zostali sprawdzeni przez funkcjonariuszy na korytarzu.” Powiedziała, patrząc na mnie z niepokojem. „Proszę ich wpuścić.” Odrzekł z uśmiechem, a Sabrina kiwnęła głową.
Zamknęła drzwi i chwilę później wróciła, a za nią weszło dwóch mężczyzn. Obaj mieli na sobie coś, co wyglądało na drogie garnitury.
Najstarszy mężczyzna wyglądał na jakieś 46 lat. Miał krótkie, złocisto-blond włosy jak ja. Fioletowe oczy jak ja, prosty nos, wyraźnie zarysowaną szczękę i około 188 cm wzrostu. Młodszy wyglądał na jakieś 27 lat: krótkie, karmelowobrązowe włosy, fioletowe oczy jak ja, prosty nos, rzeźbioną linię żuchwy i około 194 cm wzrostu.
Obaj patrzyli na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie wierzyli własnym oczom.
„Fiorello, pozwól, że przedstawię ci twojego ojca — Angelo Morettiego — i twojego starszego brata, Simona Morettiego.” Powiedział z uśmiechem funkcjonariusz Wilson.
Ja tylko patrzyłam na nich oboje z równie szeroko otwartymi oczami. Widzę tyle podobieństw między nami trzema, że naprawdę wierzę, że to moja rodzina.
„Miło mi panów poznać.” Powiedziałam cichutko, ale mocniej ścisnęłam dłoń Paula.
„To naprawdę ty. Nie mogę w to uwierzyć… po siedemnastu latach w końcu znów cię znaleźliśmy.” Powiedział Angelo, a w oczach stanęły mu łzy.
„Bambina, gdzie ty byłaś przez cały ten czas?” Zapytał Simon, też ze łzami w oczach. To sprawiło, że spojrzałam na Paula, funkcjonariusza Wilsona i funkcjonariusza Andersona.
(Kruszynko)
„Jak już wyjaśniłem przez telefon, Fiorella miała piętnaście dni temu wypadek samochodowy. W wyniku wypadku dostała amnezji i straciła wszystkie wspomnienia z przeszłości.” Wyjaśnił funkcjonariusz Wilson, a to sprawiło, że mój ojciec i starszy brat spojrzeli na mnie z jeszcze większym smutkiem.
„W wyniku wypadku była w śpiączce przez dwanaście dni. Ma też pęknięcie włosowate dwóch żeber, zwichnięte lewe ramię i prawe kolano. Miała też mnóstwo zadrapań i siniaków, ale większość już się zagoiła.” Wyjaśnił Paul. Mój ojciec i brat kiwnęli głowami ze zrozumieniem, słysząc o moich obrażeniach.
„Chcę też państwa poinformować, że znaleźliśmy sporo starych blizn, kiedy musieliśmy ją zbadać po przyjeździe. Ale przez amnezję Fiorella nie pamięta, jak je zdobyła. Wyglądają jak rany kłute, cięcia, a nawet niektóre postrzałowe.” Kontynuował Paul, a ja spuściłam wzrok na kolana.
„Musieliśmy też zrobić dużo zdjęć jej ciała. A na zdjęciach RTG widać, że od młodego wieku miała też sporo złamań i pęknięć kości. Ale to wygląda tak, jakby kilka lat temu się to urwało.” Skończył Paul, a ja dalej wpatrywałam się w swoje kolana.
Niewiele mogę powiedzieć, kiedy nie wiem, skąd te obrażenia się wzięły ani kto mi je zrobił.
„Powiem też, że kiedy Fiorella do nas trafiła, zauważyliśmy, że miała na oczach soczewki w leśnozielonym kolorze.” Powiedział Paul, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana.
„Ja… miałam?” Zapytałam wstrząśnięta, a on spojrzał na mnie ze smutkiem i kiwnął głową. „Dlaczego miałabym nosić kolorowe soczewki?” Zapytałam bardziej samą siebie i znowu spuściłam wzrok, pogrążona w myślach, próbując sobie przypomnieć — ale po prostu nie potrafiłam.
